576 mln zł – tyle ze środków Warszawy wypłacono w ostatniej dekadzie z tytułu reprywatyzacyjnych odszkodowań. Lista najskuteczniejszych pełnomocników zaskakuje. Otwiera ją wybitny cywilista i ekspert prawny czterech premierów.
Wyliczeń dokonało stowarzyszenie Miasto Jest Nasze (MJN) na podstawie oficjalnych danych stołecznego ratusza. Dziś zaprezentuje je podczas konferencji prasowej.
– Raport komisji weryfikacyjnej Patryka Jakiego okazuje się, mówiąc oględnie, niepełny. Opinia publiczna nie poznała osoby, która w procesie dzikiej reprywatyzacji uzyskała dla swoich klientów największą sumę odszkodowań – twierdzi Jan Popławski, członek rady społecznej przy komisji weryfikacyjnej, związany z MJN. Chodzi o prof. Macieja Kalińskiego, numer jeden na liście. W ciągu ostatniej dekady był on pełnomocnikiem w ponad 80 sprawach. Dla klientów uzyskał odszkodowania w wysokości ponad 236 mln zł. To więcej niż drugi (Robert N.) i trzeci (Michał Sobański) razem wzięci. Dopiero piąte miejsce w zestawieniu zajmuje nestor polskiej reprywatyzacji mecenas Jan Stachura.
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
Profesor Kaliński, wykładowca w Instytucie Prawa Cywilnego UW, przez ostatnie osiem lat był członkiem rady legislacyjnej przy kolejnych premierach. W 2011 r. sporządził dla stołecznego ratusza opinię prawną, która stanowiła jedną z podstaw decyzji o zwrocie działki przy dawnej Chmielnej 70.
– Tę sprawę należy natychmiast wyjaśnić. Okazuje się, że najbardziej obrotnym prawnikiem był doradca premiera Morawieckiego – twierdzi Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO. Nie dodaje, że Kaliński doradzał też premierom Tuskowi i Kopacz. Z kolei o konieczności sprawdzenia powiązań prawnika z ratuszem mówi wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta: komisja poprosiła już miasto o wykaz spraw prowadzonych przez profesora. Odnośnie do kilkunastu z nich wszczęła też postępowania.
Sam prof. Kaliński przekonuje, że nigdy nie ukrywał zaangażowania w reprywatyzację. Nie przyjmował zleceń od handlarzy roszczeniami, a w licznych postępowaniach, w których brał udział, tylko raz wystąpił kurator osoby nieznanej z miejsca pobytu. A czy zlecenie przyjęte od ratusza i działalność w radzie legislacyjnej przy premierze nie narażały go na konflikt interesów?
– Opinia sporządzona na zlecenie Urzędu m.st. Warszawy dotyczyła kwestii umów indemnizacyjnych (to umowy, które w założeniu zamykały kwestie rozliczeń PRL z majątku pozostawionego w Polsce przez obywateli innych państw – red.). Ja zaś reprezentowałem osoby, które z indemnizacją nie miały nic wspólnego i nie podlegały tym układom. Fakt sporządzenia przeze mnie opinii nie stanowił więc żadnej przeszkody. Od głosowania oraz dyskusji nad opinią rady legislacyjnej o tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej zaś się wyłączyłem – zapewnia Kaliński. Nie przeczy, że w tym, co robi, jest skuteczny. – Pamiętam jednak też o wielu sprawach, w których nie udało mi się doprowadzić do decyzji o odszkodowaniu. Niektórzy klienci mają do mnie o to pretensje - podkreśla.
Efekty?
Najczęściej wymieniany w kontekście reprywatyzacji prawnik – adwokat Robert N. (w ostatnich dniach skierowano przeciwko niemu akt oskarżenia w związku ze sprawą Chmielnej 70) uzyskał łącznie 127 mln zł odszkodowań od 2008 r. Jego dawny patron, który zeznawał już przed komisją weryfikacyjną, adwokat Jan Stachura jest dopiero piąty w zestawieniu (38,7 mln zł uzyskanych odszkodowań). Co ciekawe, nestor polskiej reprywatyzacji jeszcze niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” nie przypominał sobie dobrze Roberta N., który terminował u niego w kancelarii. W latach 2008–2017 jednak panowie w 10 sprawach byli równocześnie ustanowionymi pełnomocnikami.
Pamiętać przy tym należy, że zestawienie obejmuje jedynie uzyskane odszkodowania. Natomiast Stachura oraz Robert N. wiele nieruchomości odzyskiwali w naturze.

Profesor numerem jeden

Największe kontrowersje wzbudza jednak „jedynka” na liście. Świetny polski cywilista, ekspert służący swą wiedzą czterem kolejnym premierom w ramach Rady Legislacyjnej, brał udział w uzyskaniu dla swych klientów 236 mln zł – czyli więcej niż dwóch kolejnych na liście razem wziętych (trzeci na liście Michał Sobański prowadził kilka spraw wraz z rankingową „jedynką”). Sam prof. Maciej Kaliński mówi, że nic złego nie robił. Reprezentował swoich klientów zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. Nie brał też udziału w działaniach, które dziś są określane mianem dzikiej reprywatyzacji: nie reprezentował handlarzy roszczeniami ani nie działał metodą „na kuratora”.
– Kwota ponad 200 mln zł uzyskanych odszkodowań może robić wrażenie, ale proszę pamiętać, że sprawy, w których występowałem, dotyczyły najczęściej nieruchomości położonych w bardzo atrakcyjnych rejonach Warszawy, a nie na jej obrzeżach, ponieważ ich dawni właściciele należeli do osób niezwykle majętnych. Często kilka eksponowanych nieruchomości należało przed 1945 r. do jednej osoby – tłumaczy prof. Kaliński.
Aktywistów i polityków to jednak nie przekonuje. Większość jest zaskoczona, że najskuteczniejszym prawnikiem od reprywatyzacji okazuje się człowiek, którego z reprezentowaniem klientów w sprawach reprywatyzacyjnych w ogóle nie wiązano.
– Dzięki naszym ustaleniom wiemy, że to nie Robert N., którego często przywoływał Patryk Jaki, jest najskuteczniejszym fachowcem od odzyskiwania odszkodowań. Prawie ćwierć miliarda złotych, niemal dwukrotnie więcej od Roberta N., odzyskał Maciej Kaliński, który doradzał rządowi PiS w procesie legislacji – zauważa Jan Popławski, członek rady społecznej przy komisji weryfikacyjnej. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze uważa, że przewodniczący komisji weryfikacyjnej Patryk Jaki po prostu zataił ten przypadek przed opinią publiczną.
– Pokazuje to dobitnie, jak politycy grają reprywatyzacją i zamienili ją w oręż politycznej walki, zamiast rzetelnie i transparentnie wyjaśniać proces reprywatyzacji w Warszawie – podkreśla Popławski.
Robert Kropiwnicki, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PO, nie ukrywa, że w ogóle nie wiedział o istnieniu prof. Macieja Kalińskiego.
– Ubolewam nad tym, że Patryk Jaki ukrywa takie informacje. Ten przypadek to najlepszy dowód na to, że prezentowane przez niego zestawienia są rażąco niekompletne, a przez to nierzetelne – zaznacza Kropiwnicki.

Szokująca liczba spraw

O sprawę zapytaliśmy Sebastiana Kaletę, wiceprzewodniczącego komisji weryfikacyjnej. Jakkolwiek bowiem nie stawiamy żadnego zarzutu prof. Maciejowi Kalińskiemu (stąd zainteresowanie prowadzonymi przez niego sprawami może być mniejsze niż przypadkami, w których wyrzucano na bruk lokatorów), tak zastanawiające jest, że choć wymieniano nazwiska wielu pełnomocników, a część z nich wzywano przed oblicze komisji, nazwisko prof. Kalińskiego nie padło publicznie z ust członków komisji ani razu. Zdaniem Roberta Kropiwnickiego to efekt tego, że wówczas wyszłoby na jaw, że „największym reprywatyzatorem” jest doradca premiera Mateusza Morawieckiego.
– Komisja weryfikacyjna nie ukrywa swoich działań, zresztą bardzo intensywnych. Nie były one przedstawiane opinii publicznych jedynie dlatego, że analiza się nie zakończyła, a skala prowadzonych przez prof. Kalińskiego spraw była ogromna – przekonuje Sebastian Kaleta. I dodaje, że dla komisji bez znaczenia jest to, jakie ktoś sprawuje funkcje publiczne, czego – jak przekonuje wiceprzewodniczący – wielokrotnie już dowiedziono.
Fakty są takie, że komisja wystąpiła do ratusza o listę spraw, w których pełnomocnikiem był prof. Maciej Kaliński. Liczba ta – jak mówi Kaleta – „jest szokująca”. Chodzi o ponad 80 postępowań, w zdecydowanej większości dotyczą odszkodowań, a nie zwrotów w naturze.
– Nasze zainteresowanie wzbudziło m.in. to, że osoba, która sporządziła opinię dotyczącą reprywatyzacji dla miasta, jednocześnie była pełnomocnikiem, czyli wnioskowała w sprawach, których efektem było uszczuplenie miejskiego majątku – wskazuje Sebastian Kaleta.

Konflikt interesów

Na tę okoliczność zwraca uwagę także Jan Popławski. Mówi on o konflikcie interesów.
– Ekspert, który pisał na zlecenie ratusza korzystne dla handlarzy roszczeń opinie, jest liderem zestawienia najskuteczniejszych pełnomocników. Człowiek, który był członkiem Rady Legislacyjnej, która zastopowała prace nad dużą ustawą reprywatyzacyjną, odzyskał największą sumę odszkodowań z tytułu warszawskiej reprywatyzacji – podkreśla Popławski.
Maciej Kaliński wyjaśnia jednak, że przecież opinia prawna zamówiona przez ratusz i sporządzona w 2011 r. dotyczyła umów indemnizacyjnych. On zaś reprezentował klientów, którzy nic wspólnego z tymi umowami nie mieli. Tym samym nie może być mowy o konflikcie interesów.
– Gdybym prowadził sprawy osób podlegających tym układom, na pewno nie podjąłbym się sporządzenia opinii, gdyż byłoby to w mojej ocenie nieetyczne. Od głosowania oraz dyskusji nad opinią Rady Legislacyjnej o tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej się wyłączyłem – zaznacza prof. Kaliński.
Jednocześnie nie może być mowy o naruszeniu zasad etyki zawodowej, jako że prof. Kaliński nie jest ani adwokatem, ani radcą prawnym. Aby być pełnomocnikiem w reprywatyzacyjnych sprawach o odszkodowania od ratusza, nie trzeba być nawet prawnikiem. Klientów prof. Kaliński znajdował przez Michała Sobańskiego (trzeci na liście, ekspert ds. reprywatyzacji z arystokratycznej rodziny). Zdecydowana większość klientów Kalińskiego to bliższa lub dalsza rodzina Sobańskiego, ewentualnie znajome rodziny arystokratyczne.
Adwokat Jerzy Naumann, ekspert ds. etyki adwokackiej, uważa, że gdyby sprawa dotyczyła adwokata, byłby to „wręcz akademicki przykład działania w warunkach konfliktu interesów, którego bezwzględne unikanie stanowi jedną z elementarnych zasad profesji adwokackiej”.
– Tego rodzaju przewinienie stawia pod znakiem zapytania przydatność osoby w ten sposób wykonującej zawód do palestry – uważa mec. Naumann (zapytany ogólnie, a nie o sytuację prof. Kalińskiego).
Kłopotu jednak nie ma, jako że prof. Kaliński członkiem palestry nie jest.

Tajemnica skuteczności

Z naszych informacji wynika, że sprawą w najbliższym czasie zajmie się i komisja weryfikacyjna, i prokuratura. Ta druga będzie chciała wyjaśnić m.in., czy zbiegiem okoliczności jest to, że w ciągu pięciu miesięcy od dnia przedłożenia zamówionej przez ratusz opinii (była ona jedną z podstaw do wydania decyzji korzystnej dla nabywców roszczeń do nieruchomości przy dawnej Chmielnej 70) prof. Maciej Kaliński uzyskał 24 korzystne dla swoich klientów decyzje o odszkodowaniach na sumę ok. 100 mln zł.
– Nie stawiamy żadnego zarzutu, nawet medialnego, panu profesorowi. Zastanawiamy się jedynie, czy w sytuacji, w której wiele osób musiało płacić za korzystne dla siebie lub swoich klientów decyzje, takie propozycje nie były kierowane pod adresem pana profesora – słyszymy od osoby dobrze zorientowanej w sprawie. Słyszymy też, że zaskakujące jest to, iż prof. Kaliński był w stanie doprowadzać do złożenia wniosku do uzyskania korzystnej decyzji w średnio 2,5 roku, podczas gdy wielu pełnomocników czekało po 8–10 lat.
– Standardowym działaniem było kierowanie zażaleń i skarg na przewlekłość do wojewody i sądu administracyjnego. Dopiero wyroki sądu wymuszały w niektórych sprawach wydanie decyzji, ale w pozostałych nadal czekam na rozstrzygnięcie organu. Tytułem przykładu mogę wskazać nieruchomość, za którą odszkodowanie biegły powołany przez organ wycenił już dawno temu na kilkadziesiąt milionów złotych, a mimo pięciu wyroków sądu nie doszło do wydania decyzji – wyjaśnia prof. Maciej Kaliński.
Komisja weryfikacyjna z kolei jest na etapie analizowania kilkunastu spraw, w których występował prof. Maciej Kaliński.
– Gdyby chcieć je sprawdzić wszystkie jednocześnie, departament obsługujący działalność komisji przez kilka miesięcy nie zajmowałby się niczym innym, tylko zbieraniem dokumentów i wysyłaniem pism w sprawach prowadzonych przez prof. Kalińskiego. Dlatego zdecydowaliśmy się w pierwszej kolejności zająć szczegółowo kilkunastoma sprawami – wyjaśnia Sebastian Kaleta.
Dla Jana Popławskiego cała sytuacja to natomiast najlepszy dowód na to, że problem reprywatyzacji został upolityczniony, podczas gdy w rzeczywistości nie ma on barw partyjnych.
– Problem reprywatyzacji, powiązań na styku polityki, prawa i biznesu reprywatyzacyjnego powinni badać wyłącznie niezależni eksperci, a nie politycy – konkluduje Popławski.

Bartosz Milczarczyk z UM St. Warszawy

Niewątpliwie Pan Kaliński jest specjalistą w danej dziedzinie i jako taki mógł wydać opinię. Należy jednak pamiętać, że opinia jest tylko opinią - pewnym wskazaniem, które nie wiąże wydającego decyzję urzędnika. Zawsze (zwłaszcza w sytuacji wątpliwości) można zamówić choćby jeszcze jedną opinię, żeby potwierdzić lub zaprzeczyć zaprezentowanemu poglądowi. Przed
zamówieniem opinii urzędnicy BGN, którzy opinię zamawiali, dla jasności postępowań, powinni ustalić, czy Pan Kaliński był wcześniej lub jest w dacie zamawiania opinii pełnomocnikiem w sprawach reprywatyzacyjnych i czy do jego mocodawców będzie miała zastosowanie zamawiana opinia (czy jego mocodawcami są osoby, co do których mogą mieć zastosowanie przepisy układów indemnizacyjnych). Natomiast Pan Kaliński (gdyby sytuacja taka miała miejsce) winien, bądź o tym fakcie wyraźnie poinformować, bądź odmówić
przyjęcia zlecenia. Wiedzę o tym, czy takie przypadki miały miejsce powinni mieć urzędnicy BGN zlecający sporządzenie opinii i Pan Kaliński.

Oświadczenie prof. Maciej Kalińskiego dotyczące artykułu w Dzienniku Gazecie Prawnej oraz informacji przekazywanych przez stowarzyszenie „Miasto jest nasze”
Łączna kwota odszkodowań, którą uzyskałem dla moich klientów, może robić wrażenie. Warto jednak pamiętać, że sprawy, w których występowałem, dotyczyły nieruchomości w bardzo atrakcyjnych warszawskich lokalizacjach, a ponadto zajmuję się tym od ponad 20 lat. Pamiętajmy, że 97% przedwojennej Warszawy należało do osób prywatnych. Zatem to te osoby i ich spadkobiercy są poszkodowanymi, obywatele i rodziny warszawskie. Właściciele tych nieruchomości, które zostały po wojnie upaństwowione, należeli często do bardzo majętnych rodzin, stąd skala odszkodowań. Wszystkie sprawy prowadziłem wyłącznie na rzecz spadkobierców byłych właścicieli i nigdy nie skupywałem roszczeń, aby samemu się starać o zadośćuczynienie.
Odszkodowania te, których zestawienie jest przedmiotem artykułu w DGP, wynikają wprost z przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami z 1997 r. Były i wciąż są zadośćuczynieniem za zagrabioną własność. Ich wycena pozostaje zgodna z wytycznymi zawartymi w tej ustawie, ale jest niższa niż ich wycena rynkowa. Niemal w każdej ze spraw, które się zakończyły, był wydany wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego nakazujący wydanie rozstrzygnięcia, pomimo iż zgodnie z KPA sprawa powinna być załatwiona nie dłużej aniżeli w ciągu 2 miesięcy. Sprawy reprywatyzacyjne z reguły trwają wiele lat. Mogło się zdarzyć, że niektóre zostały zakończone w ciągu 2,5 roku, ale na pewno nie był to termin przeciętny. Liczne są też sprawy, które trwały nawet około 10 lat.
Komisja weryfikacyjna prowadzi obecnie kilkanaście postępowań w sprawach, którymi się zajmowałem. Stąd budzi moje zdziwienie sugestia, że Pan Patryk Jaki miałby mnie w jakiś sposób faworyzować. Wszystkie informacje w tych sprawach są jawne i do dyspozycji komisji, moje nazwisko nieraz już pojawiało się w trakcie jej posiedzeń. Absolutnie nie uchylam się od udzielenia w przyszłości dodatkowych wyjaśnień przedstawicielom komisji lub innych podmiotów.
Wskazywanie na konflikt interesów przez stowarzyszenie „Miasto Jest Nasze” z powodu napisania przeze mnie opinii prawnej dla m.st. Warszawy także uważam za dalece nietrafione. Opinia dotyczyła umów indemnizacyjnych, a żadna ze spraw, które prowadziłem nie była związana z tymi umowami. Gdybym prowadził tego typu sprawy nie zgodziłbym się na napisanie opinii dla m.st. Warszawy, ponieważ w tym wypadku uważałbym to za nieetyczne. Opinia ta, co musze podkreślić, nie była przeze mnie konsultowana z BGN, drugą przygotował prof. Jan Barcz.
Przedstawiciele stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze” odwołują się także do mojego członkostwa w Radzie Legislacyjnej, która w opinii tego stowarzyszenia zastopowała prace nad tzw. dużą ustawą reprywatyzacyjną. Oświadczam, że sam wyłączyłem się z głosowania, dyskusji oraz prac nad opinią rady w tym temacie. Mogą to potwierdzić inni członkowie rady, zwłaszcza referenci.
Niemniej przyznaję rację stowarzyszeniu „Miasto Jest Nasze”, że najprostszym rozwiązaniem problemu reprywatyzacji nie tylko w stolicy, ale też w całej Polsce jest uchwalenie uczciwej i dotyczącej wszystkich dekretów, które odbierały nieruchomości, ustawy reprywatyzacyjnej.