Konrad Wytrykowski to kolejny po Małgorzacie Manowskiej oficjalnie potwierdzony kandydat do SN. On również związany jest z ministrem sprawiedliwości. Podczas gdy sędzia Manowska otrzymała od Zbigniewa Ziobry powołanie na dyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, Wytrykowski został przez niego powołany na prezesa Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.

Pracując dla państwa

Wytrykowski startuje do cieszącej się w środowisku sędziowskim największym zainteresowaniem (patrz: grafika) Izby Dyscyplinarnej SN. Potwierdza to w rozmowie z DGP.

– Nie widzę nic kontrowersyjnego w starcie w konkursie na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego – deklaruje. W ten sposób Wytrykowski odnosi się do wydanych niedawno uchwał stowarzyszeń sędziowskich, które uważają całą procedurę za niezgodną z ustawą zasadniczą. Stowarzyszenie Themis stwierdza nawet, że nazwiska osób biorących w niej udział „staną się synonimem służalczości wobec systemu niszczącego państwo prawa i »odbierającego po kawałku« wolność obywatelom”.

– Stanowiska te uważam za bulwersujące i śmieszne. Nowa izba SN, do której startuję, została powołana na mocy decyzji ustawodawcy, zgodnie z obowiązującym prawem – stwierdza Wytrykowski.

Sędziom aspirującym do izby dyscyplinarnej zarzuca się również, że idą tam głównie dla pieniędzy (mają otrzymywać specjalny dodatek w wysokości 40 proc. wynagrodzenia) oraz dlatego, że będzie tam mniej pracy (wpływ spraw do ID jest znacznie mniejszy niż do pozostałych izb SN).

– Nie będę twierdził, że pieniądze nie są ważne. Jednak to nie one wpłynęły na moją decyzję. Kierowałem się przede wszystkim chęcią wykonywania pracy na rzecz państwa – zapewnia kandydat.

Konrad Wytrykowski jeszcze niedawno był sędzią sądu rejonowego. Dopiero w 2016 r. awansował do Sądu Okręgowego w Świdnicy. Mimo to Wytrykowski uważa, że m a odpowiednie kompetencje do orzekania w SN. Sędzia orzekał w oleśnickim sądzie do momentu delegowania go przez ministra sprawiedliwości do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Ziobro powierzył mu również najważniejszą funkcję w tej jednostce – prezesa sądu. Działo się to w atmosferze skandalu, gdyż poprzednia prezes Grażyna Szyburska-Walczak została usunięta na mocy przepisu, który przez okres sześciu miesięcy dawał ministrowi całkowitą swobodę przy wymianie kadry zarządzającej sądami. W związku m.in. z tą dymisją wrocławskie zgromadzenie ogólne sędziów wyraziło „dezaprobatę wobec postawy tych sędziów, którzy obejmują funkcje pełnione dotychczas przez sędziów odwołanych”. Wytrykowskiemu zarzucano, że jest „pisowskim sędzią”, choć ten ostro temu zaprzeczał. Tłumaczył, że nigdy nie spotkał się z naciskami politycznymi. Dziś podtrzymuje to stanowisko.

– Nie obawiam się, że do Izby Dyscyplinarnej trafiać będą polityczne sprawy. Sędzia jest od tego, aby orzekać na podstawie faktów i prawa oraz zgodnie z własnym sumieniem. I to właśnie zamierzam robić w SN, gdyż na tym polega przecież sądzenie. I to niezależnie od tego, jaka partia w danym momencie jest u steru – zapewnia nasz rozmówca.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Termin zgłaszania kandydatur w konkursie na stanowisko sędziego SN mija w niedzielę.

Ustawa z błędem

Na ostatniej prostej są również zmiany w prawie, które mają ułatwić Krajowej Radzie Sądownictwa rozpatrzenie wpływających kandydatur. Kontrowersyjna ustawa błyskawicznie przeszła przez Senat. Pośpiech ten odbił się na jakości. Jak bowiem zwracał uwagę w trakcie senackiej debaty rzecznik praw obywatelskich, w ustawie znalazł się błąd. Chodzi o regulacje odnoszące się do trwającego konkursu na sędziego SN. Sejm wprowadził w ustawie o SN (Dz.U. z 2018r. poz. 5 ze zm.) możliwość przedstawienia własnego dorobku przez kandydata. W tym celu w art. 31 po par. 3 dodano par. od 3a do 3d. Pierwszy z nich przewiduje, że „do karty zgłoszenia kandydata na wolne stanowisko sędziego Sądu Najwyższego kandydat może dołączyć również inne dokumenty potwierdzające jego kwalifikacje (…)”. Problem polega na tym, że pierwotnie w projekcie przepis ten znalazł się w par. 2a i odesłanie do takiego numeru znajduje się w uchwalonym przez parlament art. 22 ustawy. Tymczasem w trakcie prac sejmowych ani legislatorzy sejmowi, ani posłowie nie zauważyli, że par. 2a art. 31 zniknął, a w jego miejsce pojawił się właśnie par. 3 a. Nikt już jednak nie zmienił odesłania znajdującego się w art. 22. I choć błąd został zauważony na etapie prac w Senacie, to stało się to w takim momencie, że wykluczone było już wnoszenie poprawek, bez cofnięcia ustawy do Sejmu. A tego chcieli uniknąć posłowie PiS.

Pomyłka nie ma fundamentalnego znaczenia. Sam przepis nie dotyczy bowiem obowiązku, ale możliwości złożenia dodatkowej dokumentacji. Potwierdza to Maciej Mitera, rzecznik prasowy KRS. – Błąd ten nie ma żadnego znaczenia dla trwającego konkursu. Jego uczestnicy będą mogli bez przeszkód składać dodatkową dokumentację dotyczącą ich dorobku – zapewnia.

Teraz decyzję co do zmian w prawie ma podjąć prezydent. Jednak jak wynika z wypowiedzi urzędników kancelarii, powtórzenie scenariusza sprzed roku (weto) jest mało prawdopodobne. Przeciwnie – ponieważ ustawa przyspiesza procedury nominacji nowych sędziów do Sądu Najwyższego i wybór jego prezesa, zmiany te są faktycznie prezydentowi na rękę. 

Teraz decyzję co do zmian w prawie ma podjąć prezydent. Weto jest mało prawdopodobne

Etap legislacyjny

Ustawa czeka na podpis prezydenta