Sieć kilkuset nowoczesnych fotoradarów stanie się częścią automatycznego systemu nadzoru nad ruchem drogowym, który ma sprawić, że identyfikacja kierowców popełniających wykroczenia będzie szybka. Kary mają być nieuchronne, gdyż w przypadku nieustalenia tożsamości kierowcy mandat zapłaci właściciel pojazdu. Takie zmiany przewiduje projekt nowelizacji ustawy - Prawo o ruchu drogowym, którego wczoraj odbyło się drugie czytanie w Sejmie. Projekt został skierowany do dalszych prac w komisjach sejmowych.

Zgodnie z propozycjami zarejestrowane przez fotoradary wykroczenia trafią do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. Następnie zostaną one szybko przetworzone i operatorzy Centrum wyślą wezwanie do zapłaty mandatu.

Tadeusz Jarmuziewicz, wiceminister infrastruktury, zapowiedział w Sejmie, że utworzenie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, które będzie zajmowało się wszystkimi wykroczeniami na drodze, sprawi, że zostanie zlikwidowany proceder polegający na tym, że straże miejskie wynajmują od firm prywatnych fotoradary.

- Około 500 policjantów, którzy dziś obsługują radary, przestanie się już tym zajmować - dodał Tadeusz Jarmuziewicz. Tym samym zostaną oni skierowani do innych zadań.

- Fotoradary zostaną rozmieszczone tam, gdzie giną ludzie. Kara za wykroczenia będzie przede wszystkim nie tyle surowa, co nieuchronna - zaznaczył Jarmuziewicz. Z uwagi na fakt, że znaki ograniczające prędkość często są źle rozmieszczone, wiceminister obiecał, że zostanie przeprowadzona ich weryfikacja. Tym samym skończą się sytuacje, gdy na wyremontowanych drogach ekspresowych funkcjonują znaki ograniczające prędkość do 50 km/h.

Zgodnie z projektem w przypadku, gdy zdjęcie z fotoradaru nie umożliwi identyfikacji kierowcy, to wówczas karze ma podlegać osoba wskazana w dowodzie rejestracyjnym. Jeżeli tożsamość kierowcy nie będzie ustalona, to właściciel pojazdu dostanie jedynie mandat. Punkty karne będą natomiast nakładane, jeżeli uda się zidentyfikować kierowcę.

Projekt przewiduje, że w obszarze zabudowanym kierowca, który przekroczy dozwoloną prędkość o 10 km/h do 20 km/h, zapłaci 200 zł. Jednak jeżeli w takim miejscu kierowca będzie jechał o ponad 50 km/h szybciej, niż pozwalają znaki, to zapłaci 700 zł.

Poza obszarem zabudowanym przekroczenie dozwolonej prędkości o 10 km/h do 20 km/h będzie kosztowało 150 zł. Przy jeździe szybszej o ponad 50 km/h od dopuszczalnej prędkości kara wyniesie już 600 zł.

Najniższe mandaty będą na drogach ekspresowych i autostradach. 100 zł wyniesie kara za przekroczenie prędkości o 10 km/h do 20 km/h i 500 zł za jazdę z prędkością ponad 50 km/h od wskazanej w przepisach. Jednak na autostradzie będzie można jechać z prędkością do 140 km/h, czyli 10 km/h szybciej niż obecnie.

20 proc. kierowców uważa, że kara za przekroczenie prędkości jest nieuchronna