Podhale. Co miejscowość, to spór o rozbudowę infrastruktury narciarskiej. Wszyscy chcieliby, aby przyjeżdżało więcej turystów, ale mało kto godzi się na udostępnienie części swojej działki np. na kolejkę linową.

Mazury. Piękne jeziora, tyle że dostęp do nich coraz częściej bywa ograniczony. I turysta, który chce podejść do wody, widzi tablicę z napisem „Teren prywatny”.

Nadmorskie Władysławowo. Duży kompleks hotelowy chwali się, że dysponuje dwoma prywatnymi zejściami na plażę. Turyści, którzy mieszkają w innych kwaterach, skarżą się: „To zawłaszczanie!”.

Sprawa od lat budzi ogromne kontrowersje. Na szali mamy dwie wartości: prawo własności do gruntu oraz prawo do swobodnego przemieszczania się i korzystania z dóbr natury. Z roku na rok, wraz z rozwojem turystycznego biznesu, szala coraz bardziej przechyla się na korzyść właścicieli. Ci, którym się to nie podoba, od lat postulują wprowadzenie prawa szlaku. Resort sportu i turystyki jednak i tym razem pozbawił ich złudzeń.

Ministerialne „nie”

– MSiT nie zamierza dokonywać implementacji prawa szlaku. Nie przewiduje się rozwiązań prawnych, które skutkowałyby wywłaszczeniami na rzecz tworzenia szlaków turystycznych. Planowane regulacje prawne nie będą umożliwiały również budowy infrastruktury turystycznej na spornym terenie, a więc nie ma mowy o stratach dla inwestorów i właścicieli gruntów – tak odpowiedział na interpelację poselską Tomasza Rzymkowskiego wiceminister Jarosław Stawiarski.

Adam Korol, mistrz olimpijski z Pekinu oraz minister sportu i turystyki w rządzie Ewy Kopacz, tłumaczy jednak, że w prawie szlaku nie chodzi o wywłaszczenia, a jedynie o ograniczenie prawa własności. Tak jak przy typowej służebności. Skoro zakład energetyczny może zażądać udostępnienia fragmentu działki w celu postawienia słupa, dlaczego gmina miałaby nie móc oczekiwać wydzielenia wąskiego pasa pod budowę wyciągu lub dojścia do plaży bądź jeziora?

– Zdaję sobie sprawę z tego, że prawo szlaku budzi kontrowersje. I jestem zdecydowanie przeciwny odbieraniu komukolwiek własności. Ale też nie można odbierać Polakom dostępu do dóbr natury. Nowe rozwiązania, przewidujące wypłatę odpowiednio wysokich odszkodowań w zamian za ustanowienie służebności, wydają się więc czymś właściwym – przekonuje były wioślarz.

Historia szlaku

Debaty w Sejmie o prawie szlaku mają długą historię. W 2015 r. w sejmowej komisji kultury fizycznej, sportu i turystyki powstał nawet projekt ustawy. Miała to być nowelizacja kodeksu cywilnego.

Posłowie uznali wówczas, że prawo szlaku powinno polegać na „powszechnym uprawnieniu do korzystania z terenów o szczególnych właściwościach, wydzielonych i wyznaczonych w postaci szlaków turystycznych, rowerowych, konnych, wodnych, tras narciarskich (biegowych i zjazdowych), ścian wspinaczkowych, punktów widokowych oraz wszelkich innych wyznaczonych szlaków służących kulturze fizycznej społeczeństwa”. Będący twarzą projektu, poseł PO Ireneusz Raś twierdził wówczas, że mówienie o prawie szlaku może się źle kojarzyć, i wolał określenie „służebność ustanowiona na gruncie o szczególnych walorach turystycznych”.

Ustawa miała ułatwić rozbudowę infrastruktury turystycznej. Założenie było takie, że jeśli większość udziałowców gruntu, na którym miałaby powstać np. kolejka linowa, wyrazi na to zgodę, a pomysł zaakceptują rada gminy oraz sąd, to mniejszościowi przeciwnicy będą musieli się pogodzić z ograniczeniem prawa własności. W zamian za to wszyscy współwłaściciele otrzymywać mieli odszkodowanie.

Projekt jednak nie doczekał się uchwalenia. Tajemnicą poliszynela jest, że zaprotestowały wpływowe środowiska góralskie. Poniekąd potwierdza to aktualna odpowiedź na interpelację posła Rzymkowskiego.

Górale zdecydowali

– Ze względu na doświadczenia z lat ubiegłych oraz liczne protesty właścicieli gruntów na obszarach górskich prace koncepcyjne związane z regulacjami prawnymi nie będą odnosić się do szlaków oraz tras narciarskich. Nie zostaną podjęte prace nad tzw. prawem śniegu i nie powstaną regulacje prawne umożliwiające dokonywanie wywłaszczeń właścicieli nieruchomości, którzy odmawiają zgody na zagospodarowanie ich ziemi do celów narciarskich – stwierdził wiceminister Jarosław Stawiarski, pisząc o planach ministerstwa co do regulacji prawnych dotyczących szlaków turystycznych.

Znaczenie miało również to, że Polska wypadła z wyścigu o organizację zimowych igrzysk olimpijskich. Politycy i eksperci uważali bowiem, że bez zmian legislacyjnych nie udałoby się wybudować infrastruktury na imprezę. A jako że igrzysk w Zakopanem nie będzie, to także ustawa zeszła na dalszy plan.

Inną przyczyną było to, że prace nad nią prowadzone były pod koniec rządów koalicji PO-PSL. A wtedy władza unikała uchwalania kontrowersyjnych ustaw. Jednocześnie zaś poparcie dla inicjatywy wyrażali niektórzy posłowie Prawa i Sprawiedliwości, więc parlamentarzyści traktowali projekt jako ponadpartyjny.

Mocniejsze gminy

Decyzja o zarzuceniu prac nad prawem szlaku (nazywanym też prawem śniegu w odniesieniu do górskich miejscowości) podoba się większości prawników. – Należy się zastanowić, czy chęć udostępnienia społeczeństwu miejsc o wysokim walorze krajobrazowym usprawiedliwia ingerencję w prawo, jakim jest własność. Uregulowanie prawa szlaku stanowiłoby kolejny środek zmierzający do ograniczenia prawa właściciela do korzystania z nieruchomości – podkreśla dr Lucyna Staniszewska, adwokat w kancelarii Filipiak Babicz. I dodaje, że decyzja MSiT bez wątpienia utrudni tworzenie szlaków turystycznych i tras narciarskich w Polsce. Ale cele te można osiągnąć w inny, mniej dotkliwy dla właścicieli gruntów sposób.

Jaki? Tym zajmie się najprawdopodobniej zespół ds. opracowania regulacji prawnych dotyczących szlaków turystycznych w Polsce, który ma zostać powołany w resorcie sportu i turystyki.

Niewykluczone, że jednym z postulatów będzie wzmocnienie pozycji gmin w przeciwdziałaniu odgradzaniu się kompleksów hotelowych kosztem dostępu turystów do natury. Obecnie wielu lokalnych włodarzy skarży się na deweloperów, którzy np. zajmują chętnie uczęszczany kawałek plaży i nikt nic nie może z tym zrobić. A ewentualna walka w sądach najczęściej kończy się konkluzją o mitycznym „świętym prawie własności”.