Przypomnijmy: w niedawnej nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1596) ustawodawca stwierdził, że członkostwo w spółdzielni tracą wszyscy, którym nie przysługuje spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu, spółdzielcze własnościowe prawo, prawo odrębnej własności czy roszczenie o ustanowienie prawa odrębnej własności lokalu lub roszczenie o ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu. To teoretycznie dobra zmiana. Rzecz w tym, że około pół miliona Polaków nadal ma jedynie roszczenie o ustanowienie spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu, gdyż zamieszkują lokale znajdujące się na gruntach nienależących do spółdzielni. W świetle prawa więc ustawodawca przesądził, że kilkaset tysięcy osób traci członkostwo w spółdzielni. Bez wątpienia nie taka była intencja. Po prostu o wpisaniu jednej z kategorii uprawnionych parlamentarzyści zapomnieli.

„Zachodzi realna obawa, iż wykreślenie tych osób z rejestru członków spółdzielni, spowoduje odebranie przysługujących im uprawnień. Zostaną one pozbawione wpływu na funkcjonowanie spółdzielni i współdecydowanie o jej działalności, np. odnoszących się do zarządzania majątkiem, dostępu do dokumentów, uprawnienia do żądania przedstawienia przez spółdzielnię kalkulacji wysokości opłat itp.” – wskazuje RPO w piśmie do ministra infrastruktury. I dodaje, że sytuacja, w której grupa obywateli – bez własnej winy – pozbawiana jest przysługujących im uprawnień, narusza zasadę zaufania obywateli do państwa i stanowionego prawa oraz nie może być akceptowana w praworządnym państwie. Tym bardziej że zdaniem ekspertów, m.in. prof. Ewy Łętowskiej, przy splocie niekorzystnych dla mieszkańców okoliczności mogłoby dojść nawet do sytuacji, że wskutek błędu ustawodawcy straciliby oni prawo do zamieszkiwania w lokalach.