Powstanie nowego narzędzia zapowiedział Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. Jak napisał w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich, „przewiduje się wykonanie przeglądarki umożliwiającej pracownikom sądów zalogowanym do sieci sądowej podgląd działania systemu w każdym sądzie, tj. sprawdzanie danych wprowadzanych do systemu oraz wyników losowania”.

Nierównomierne obciążenie

System losowego przydziału spraw sędziom działa od początku tego roku. Na razie trudno jeszcze stwierdzić, czy się sprawdził, choć pojawiają się już sygnały, że nie do końca działa tak, jak chcieli jego twórcy.

– Dochodzą do mnie głosy, że powoduje nierównomierne obciążenie pracą. Zdarzają się sytuacje, gdy niektórzy sędziowie z niewiadomych powodów otrzymują znacząco mniej spraw niż ich koledzy z wydziału – przyznaje Bartłomiej Starosta, sędzia Sądu Rejonowego w Sulęcinie, przewodniczący stałego prezydium Forum Współpracy Sędziów.

Gdy system powstawał, odpowiedzialne za jego opracowanie Ministerstwo Sprawiedliwości zapewniało, że wyeliminuje on sytuacje, gdy osoby będące np. w lepszych relacjach z prezesem sądu (to do nich wcześniej należało przydzielanie spraw) będą miały znacząco mniej pracy niż inni orzecznicy. – Być może te nierówności, które dziś powstają, z czasem ulegną zatarciu. W końcu system działa dopiero od dwóch miesięcy – komentuje sędzia Starosta. Na razie jednak tego typu sytuacje wywołują w środowisku zdziwienie. I prowokują domysły. Dlatego, zdaniem przewodniczącego FWS, udostępnienie przeglądarki pozwalającej sprawdzać online, w jaki sposób sprawy są rozdzielane, to dobry pomysł. – Z pewnością zwiększy transparentność tego procesu – uważa Starosta.

Nie dla obywateli

Z treści interpelacji wynika jasno, że do przeglądarki będą mieli dostęp tylko pracownicy sądów zalogowani do wewnętrznej sieci. Wiceminister Piebiak tłumaczy, że nie będzie ona dostępna w internecie z obawy przed włamaniem do systemu.

Zdaniem sędziego Starosty to błąd. Uważa on, że dużo ważniejsze od komfortu sędziów jest przekonanie po stronie obywateli, że system rzeczywiście działa prawidłowo, a o przydziale spraw naprawdę decyduje tylko ślepy los.

– Skoro resort obawia się udostępnienia przeglądarki w sieci ogólnodostępnej, można pomyśleć o rozwiązaniu podobnym do tego, które swego czasu umożliwiało obywatelom wgląd w księgi wieczyste. Można by po prostu w sądach udostępnić zainteresowanym sprzęt komputerowy, na którym mogliby na bieżąco sprawdzać, jakie są wyniki losowań w poszczególnych wydziałach – proponuje przedstawiciel Temidy.

Brak możliwości sprawdzania online tego typu informacji nie oznacza jednak, że zwykły Kowalski w ogóle nie może zweryfikować procesu losowania spraw w sądach. Jak wyjaśnia wiceminister Piebiak, nie ma przeszkód, aby udostępniać zainteresowanym takie dane w drodze dostępu do informacji publicznej. Mogą one mieć format plików PDF lub wydruków dokumentujących sposób działania systemu.

– Taki wydruk (tzw. pełny raport z losowania) zawiera dane o tym, którzy sędziowie zostali wyznaczeni przez program do losowania danej sprawy i dlaczego – wyjaśnia przedstawiciel resortu.

Nie wszystko jawne

Choć MS chce zwiększyć transparentność działania systemu, to pewnych kart odsłaniać nie zamierza. Dotyczy to przede wszystkim kodu źródłowego, na którym opiera się program komputerowy odpowiedzialny za losowanie. Jego ujawnienia domagały się organizacje pozarządowe oraz niektórzy posłowie. Bez tego, jak twierdzą, rozwiązanie nie może zostać skutecznie ocenione przez obywateli.

Zdaniem MS jednak brak udostępnienia kodu źródłowego nie stanowi o braku transparentności. Jak podkreśla wiceminister Piebiak, taki kod nie jest informacją publiczną, nie ma więc obowiązku jego ujawniania.

– To jedynie ciąg instrukcji i deklaracji zapisanych w określonym języku programowania. Opisuje on operacje, jakie powinien wykonać komputer za pomocą skończonej liczby ściśle zdefiniowanych rozkazów – kwituje zastępca MS.