Przepisy o karze umownej budzą wątpliwości od czasu powstania kodeksu cywilnego. Utarły się dwie koncepcje, które miały swoich licznych zwolenników. Od 2003 r. wydawało się, że w końcu udało się raz na zawsze zamknąć ten spór. Aż do teraz. Katowicki sąd apelacyjny otwiera go na nowo.

(Nie)rozstrzygnięty spór

Ile jest przesłanek powstania obowiązku zapłaty kary umownej? Pierwsza: istnienie skutecznego postanowienia umownego kreującego obowiązek świadczenia kary (czyli strony w umowie przewidziały możliwość naliczenia kary). Druga: niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania. I tyle. To koncepcja pierwsza. Zwolennicy teorii drugiej widzą jeszcze jeden warunek. Ich zdaniem musi powstać szkoda. W przeciwnym razie zlecający prace otrzymałby coś, choć nic nie utracił. A nie o to ustawodawcy chodziło.

Sąd Najwyższy to, czy wystąpienie szkody warunkuje możliwość naliczenia kary umownej, oceniał wielokrotnie. Już w 1970 r. uznał, że „wierzyciel może domagać się kary umownej bez względu na powstanie szkody po jego stronie, bo tylko przy takim założeniu instytucja kary umownej jest odpowiednio silnym środkiem oddziaływania na niesolidnego kontrahenta i może odegrać rolę bodźca mobilizującego dłużnika do należytego wykonania zobowiązania” (sygn. II CR 167/70). W 1976 r. stwierdził jednak, że wykładnia literalna przepisu (patrz grafika) nakazuje wzięcie pod uwagę tego, czy szkoda wystąpiła.

SN raz orzekał w jedną stronę, raz w drugą, aż w 2003 r. wydano uchwałę siedmiu sędziów, której nadano moc zasady prawnej (to orzeczenie SN najcięższego kalibru gatunkowego). „Zastrzeżenie kary umownej na wypadek niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania nie zwalnia dłużnika z obowiązku jej zapłaty w razie wykazania, że wierzyciel nie poniósł szkody” – wskazał SN (sygn. III CZP 61/03).

Przez kilkanaście lat był spokój. Ale w opublikowanym właśnie wyroku SA w Katowicach trzyosobowy skład doszedł do wniosku odwrotnego. Pisząc wprost: zaprzeczył obowiązującej zasadzie prawnej. Dlaczego?

Po pierwsze, w ocenie sądu, gdyby ustawodawca uważał szkodę za nieistotną dla możliwości naliczenia kary umownej, to zredagowałby przepis np. w postaci „wierzyciel może żądać kary umownej, chociażby nie poniósł żadnej szkody”. Po drugie, z legalnej definicji kary umownej zawartej w art. 483 par. 1 k.c. wynika, że jej celem jest „naprawienie szkody”. Po trzecie, zamieszczony w art. 484 par. 1 zdanie pierwsze zwrot „poniesionej szkody” wskazuje na powiązanie kary umownej ze szkodą wierzyciela.

Stary podręcznik

– Sytuacja jest przedziwna. Sąd apelacyjny zaprzeczył zasadzie prawnej. Nie wiem, co powinny robić sądy niższych instancji. Z jednej strony z zasadami prawnymi się nie polemizuje. Z drugiej apelacje od wyroków będą trafiały do sądu apelacyjnego, a nie Sądu Najwyższego – mówi nam jeden z sędziów katowickiej apelacji.

Zaskoczenia nie kryje też radca prawny Katarzyna Ostrowska, partner w kancelarii Ostrowska Legal, która specjalizuje się w zagadnieniu kar umownych. Spostrzega ona, że sąd apelacyjny szeroko odniósł się do historycznego orzecznictwa SN, ale już o kluczowej uchwale nawet nie wspomniał. – Orzeczenia z lat 70. w literaturze w zasadzie stanowią punkt wyjścia do omawiania problematyki szkody w kontekście kary umownej. Jednakże wieloletni spór w orzecznictwie został rozstrzygnięty właśnie w drodze wspomnianej uchwały Sądu Najwyższego z 2003 r. – zaznacza mec. Ostrowska. I dodaje, że trudno zaakceptować fakt, że jakikolwiek skład orzekający w Polsce w swoich rozważaniach zupełnie pomija obowiązującą zasadę prawną.

Umowna szkoda

Umowna szkoda

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nasz rozmówca z katowickiej apelacji śmieje się, że osoba przygotowująca sprawę najprawdopodobniej korzystała ze starego podręcznika. Znalazła w niej orzeczenia z lat 70., ale z racji daty wydania nie było w nim już słowa o uchwale z 2003 r. – Ale niezależnie od przyczyn to kuriozum. Szczególnie że skład sądu był trzyosobowy, więc trudno to zrzucać na roztargnienie jednego sędziego – przyznaje.

Prawnicy mają nadzieję, że orzeczenie SA w Katowicach się nie przyjmie. Katarzyna Ostrowska nie ma wątpliwości, że obowiązek zapłaty kary umownej jest niezależny od wystąpienia jakiejkolwiek szkody. – Przyjęcie poglądu przeciwnego prowadziłoby do postawienia wierzyciela w sytuacji bardzo podobnej do tej, w której znajdowałby się, dochodząc odszkodowania na zasadach ogólnych. Zaprzeczałoby to istocie kary umownej, czyli m.in. jej funkcji represyjnej – tłumaczy prawniczka. I przekonuje, że głosy o ryzyku nadużyć ze strony wierzyciela były przesadzone. Sąd przecież może miarkować wysokość kary.

OPINIA

Kara umowna to forma odszkodowania

Łukasz Mróz radca prawny

Łukasz Mróz radca prawny

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Wyrok jest wyjątkiem od ugruntowanego w orzecznictwie oderwania kary umownej od szkody. Nie spodziewam się, żeby to stanowisko było szerzej powtarzane w rozstrzygnięciach sądów. Rozumiem ideę, która przyświecała składowi orzekającemu. Jednak zaproponowane rozwiązanie nie wydaje mi się dobrą odpowiedzią na problem obciążania dłużnika karą umowną w sytuacjach braku szkody po stronie wierzyciela. Skoro odpowiedzialności z tytułu kary nie ponosi dłużnik, który udowodni całkowity brak szkody wierzyciela, dlaczego nie jest ona wyłączona także w przypadkach, kiedy szkoda jest minimalna? Z powstania obowiązku zapłaty milionowej kary ma zwalniać całkowity brak szkody, ale już nie szkoda w wysokości jednego grosza? Objęty przez sąd kierunek może dać więcej pytań niż odpowiedzi. Osobiście większy potencjał widzę w mniejszej powściągliwości sądów w korzystaniu z miarkowania kar umownych. Niezależnie od swojej specyfiki kara umowna pozostaje formą odszkodowania, i to naprawienie szkody powinno w przeważającej mierze decydować o tym, ile ma zapłacić dłużnik. Funkcje represyjna i stymulująca powinny pełnić rolę drugoplanową, a nawet być wskazywane w części napisów wyświetlanej, kiedy widzowie wychodzą już z sali. Sądzę, że powinniśmy odejść od reprezentowanego w orzecznictwie poglądu, zgodnie z którym kara umowna nie może być zmiarkowana do symbolicznej wartości.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z 21 września 2017 r., sygn. akt I ACa 259/17.