Czy sędziowie SN, którym obniżono wiek emerytalny, powinni składać wnioski o pozostanie w służbie? Skutek ich niezłożenia i prezydenckiej odmowy byłby taki sam, ale droga inna. A to jest różnica!
I znowu galop. Galop opinii, myśli, tekstów. Chyba nawet się nie da przeczytać ich wszystkich, choć wypada wiedzieć, co sądzą inni, bo to czyni debatę prawdziwą. Pomimo lawiny opinii na temat zmian w sądownictwie mam niedosyt prawdziwego, spokojnego namysłu, prawdziwej dyskusji na argumenty, ważenia racji, dojrzewania poglądów. Dochodzi jeszcze jeden element, przyczyna mojej tu obecności. Wiele z dyskusji ma charakter rozmowy fachowców, dość elitarnej, czasem wręcz wewnętrznej, środowiskowej. Brakuje głosów obywateli, jasnego formułowania przez nich oczekiwań. A sądy są dla ludzi, ludzie powinni się nimi żywo interesować i współtworzyć ich kształt. Tak widzę rolę organizacji obywatelskich i swoją rolę. Dzisiaj więc znów o sądach, bo jest co komentować i oceniać.
Postawy
Mój tekst sprzed miesiąca („Sędziowie, liczymy na Was”, „Prawnik”, DGP nr 16/2018) wzbudził ciekawą dyskusję, mimo że w wąskim kręgu. Przypomnę, że sformułowałem w nim m.in. oczekiwania w stosunku do sędziów Sądu Najwyższego w związku z wejściem w życie ustawy o SN. Pisałem, że sędziowie, którzy nie osiągnęli wieku emerytalnego, nie powinni przechodzić w stan spoczynku, sędziowie funkcyjni nie powinni rezygnować ze stanowisk z dniem wejścia ustawy w życie (2 kwietnia), że powinni zajmować funkcje przez kolejne trzy miesiące, na co pozwala ustawa. Wreszcie że sędziowie, którzy osiągnęli wiek emerytalny (nowy, skrócony), powinni moim zdaniem złożyć do prezydenta wniosek o przedłużenie możliwości orzekania.
Moim podstawowym argumentem jest to, że mówimy o zadaniach orzeczniczych (czy w przypadku sędziów funkcyjnych – zadaniach z nimi związanych). A sądzenie służy obywatelom i dobrem obywateli powinni się kierować sędziowie podejmujący decyzję, nie swoim dobrem czy samopoczuciem. Powinni robić wszystko (no, prawie wszystko), by gwarantować nam jak najdłużej prawo do rzetelnego sądu. Nie zgodziłem się zatem z uchwałą Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, które apeluje „o uszanowanie decyzji każdego sędziego, który według nowej ustawy [...] zostaje zmuszony do podjęcia decyzji co do dalszego pozostania na stanowisku, przejścia w stan spoczynku albo ubiegania się o zgodę władzy wykonawczej na przedłużenie [...]”.
Są to, jak widać, trzy odrębne zagadnienia i różnie są oceniane. Co do abdykacji przed osiągnięciem wieku emerytalnego panuje właściwie zgoda – taka „ucieczka” jest oceniana jako niemoralna, choć podobno, co martwi, są osoby, które chcą wykorzystać sytuację i przejść w przyspieszony stan spoczynku. Oby nie. Co do opuszczenia stanowisk funkcyjnych na trzy miesiące przed ustawowym zwolnieniem, w proteście przeciwko niekonstytucyjnej ustawie czy ze zmęczenia wynikającego z ciągłej presji, publicznej dyskusji jest najmniej. I znowu: krążą słuchy, że niektórzy (a może nawet wszyscy w solidarnym proteście) takie odejście rozważają. To poważny błąd, zwłaszcza że pozostanie na stanowisku przez kolejne trzy miesiące nie wymaga składania żadnych wniosków. Rozumiem rozgoryczenie, niesmak i zmęczenie atakami, oskarżeniami, ciągłą presją, ale to jest czas próby. Wymaga zachowań specjalnych. Rozumiem obecny szok po latach orzekania w komforcie, ale sędziowie przyrzekali stać na straży prawa i w tym czasie próby nie powinni abdykować.
I wreszcie sprawa najtrudniejsza i najbardziej kontrowersyjna. Czy sędziowie, którzy przekroczyli wprowadzony w ustawie skrócony wiek emerytalny, powinni składać wnioski do prezydenta? Tu zdania są bardzo podzielone. Co więcej, przeciwnego do mojego zdania są prawdziwe autorytety, jak sędzia Stanisław Zabłocki, prezes SN kierujący pracami Izby Karnej. Argumenty takich osób trzeba rozważać szczególnie starannie.
Poważne kontrargumenty
W prywatnej polemice z moim stanowiskiem Pan Sędzia Zabłocki (który zgodził się na jej udostępnienie) pisze, że dla niego jasna jest tylko sytuacja tych sędziów SN, którzy nie mają ukończonych 65 lat. „Gdybym nie przekroczył tej granicy, nie wahałbym się ani przez chwilę i pozostałbym w SN tak długo, jak tylko byłoby to możliwe, ale tylko do momentu, do którego nie łączyłoby się to z koniecznością występowania z wnioskiem o przedłużenie votum w oparciu o te rozwiązania nowej ustawy, co do których szereg opinii wybitnych konstytucjonalistów stwierdza, że naruszają one zasadę nieusuwalności sędziów określoną w art. 180 naszej ustawy zasadniczej. Uczyniłbym tak po to, aby starać się przenieść chociaż jakąś cząstkę tego depozytu, który udało nam się wypracować przez okres ponad 27 lat wolnego, demokratycznego Sądu Najwyższego, do tego nowego tworu, który powstanie. Zrobiłbym tylko jedną rzecz, a mianowicie z dniem 3 kwietnia złożyłbym urząd prezesa kierującego pracami Izby Karnej i pozostał w SN jako tzw. szeregowiec. Mam też nadzieję, że tak postąpi lwia część Koleżanek i Kolegów, którzy nie przekroczyli tej 65-letniej »bariery dźwięku«”.
Natomiast zupełnie inaczej ocenia Pan Sędzia sytuację osób, „dla których warunkiem dalszej pracy w SN jest wystąpienie z wnioskiem o przedłużenie ich sędziowskiego statusu”.
Jakie za tym przemawiają argumenty? Wedle Stanisława Zabłockiego „nie chodzi tu przecież tylko o to, że będą oni musieli prosić o to, co im się – jeśli na poważnie traktujemy zasadę nieusuwalności sędziów, zapisaną w Konstytucji – bez żadnych dodatkowych łaskawych gestów innej władzy po prostu należy. Tak, osobiste ambicje powinny ustępować przed czymś ważniejszym. Nie chodzi także o obawy, że znajdą się tysiące »życzliwych«, komentujących taki krok jako »trzymanie się koryta«, »tkwienie u żłobu« itd. Cenę takich komentarzy też należałoby, zapewne, zapłacić. Jak jednak uporać się z tak wielkiej wagi racją, przemawiającą za niezłożeniem wniosku o przedłużenie votum, jak ta, że jego ewentualne złożenie będzie czynione w oparciu o przepisy ustawy, którą w kilku fundamentalnych punktach, w tym także w punkcie naruszającym zasadę nieusuwalności sędziów, uważa się za sprzeczną z Konstytucją? Czy tym samym będzie to krok legitymizujący tę ustawę? A jeśli tak, to jak pogodzić głos sumienia z legitymizowaniem aktu prawnego, o którego niekonstytucyjności jest się głęboko przekonanym? Żadnego znaczenia nie ma przecież w takiej sytuacji tzw. domniemanie jego konstytucyjności, do momentu ewentualnej odmiennej decyzji TK (sam uśmiecham się pisząc drugą część tego zdania). Za łatwe i za komfortowe byłoby usypianie wrażliwości własnego sumienia odwołaniem do owego domniemania. Ważna jest natomiast wiedza prawnicza i przekonanie osoby podejmującej decyzję, ale może jeszcze ważniejsze jest przekonanie tych dziesiątków tysięcy ludzi, którzy stawali w obronie Konstytucji przed uchwaleniem ustawy o SN w takim kształcie. Czy wolno zatem uczynić coś takiego przeciwko sobie? Ale także i przeciwko tym ludziom? Nie mam pretensji do Autora tekstu, że z tymi wszystkimi, kapitalnej wagi, pytaniami się nie zmierzył. Być może nie ma na nie dobrej odpowiedzi. Mam natomiast żal, że nie odpowiadając na nie feruje dobre rady z komfortowej pozycji osoby, której te dylematy nie dotyczą. O wiele ostrożniejszy był pan profesor Adam Strzembosz, który we wczorajszym programie »Tak jest« na analogiczne pytanie odrzekł, iż odpowiedzi na nie będzie musiał udzielić każdy z tych 65-latków we własnym sumieniu, a przyciśnięty przez pana redaktora Andrzeja Morozowskiego do muru twardym »a co pan by uczynił?«, odrzekł »ja bym nie złożył wniosku«” .
Nie ukrywam, że tak jednoznaczne stanowisko autorytetów jak Adam Strzembosz czy Stanisław Zabłocki zmusza do ponownego zastanowienia. Dodatkowo sędzia Zabłocki stawia wiele pytań i formułuje argumenty, które wymagają odniesienia się. Swoich poglądów nie rozwinąłem szerzej w poprzednim tekście, jako że dotyczył on także wielu innych zagadnień i zwyczajnie nie było już na to miejsca. Uważam jednak, że sprawa wymaga szczegółowej dyskusji, także po to, by niezależnie od tego, jakie decyzje podejmą sędziowie, były one zrozumiałe dla obywateli. Co więcej, jestem zdania, że takie zagadnienia powinny być przedmiotem seminariów, konferencji, publicznych debat, podczas których swoje poglądy mogliby wyrazić (czy ucierać) różni zainteresowani. Nie jest to bowiem – i na to chcę położyć nacisk – sprawa tylko samych sędziów i ich decyzji, nie jest to wewnętrzna sprawa Sądu Najwyższego. To jest sprawa, która dotyczy nas, obywateli, i zagwarantowania naszego prawa do niezależnego i rzetelnego sądu.
Po kolei. Trudno nie zgodzić się ze słowami sędziego Zabłockiego. Zgadzam się z tezami wyjściowymi, prowadzą mnie jednak one do innych wniosków. Czy należy prosić o to, co się sędziom należy? Unikałbym słowa „prosić”, bo nie o prośbę chodzi, lecz o formalny wniosek. I właśnie dlatego należy go złożyć, że się nie prosi, lecz wnioskuje, domaga, żąda tego, co się należy. Czy można to robić w oparciu o ustawę, która ewidentnie narusza konstytucyjne prawo do nieusuwalności sędziego? Czy to nie będzie jej legitymizowanie? Przyznam szczerze, że ten – moim zdaniem najpoważniejszy – argument nie wydaje mi się przekonujący. Dlaczego? Dlatego, że odejście w stan spoczynku także będzie podporządkowaniem się tej ustawie. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że ustawa narusza art. 180 konstytucji (sędziowie są nieusuwalni), skracając wiek dla przejścia w stan spoczynku. Oczywiście ustawodawca taki wiek może skracać, ale prawo nie może działać wstecz i obejmować sędziów, którzy na mocy takiej ustawy są de facto usuwani z urzędu. Czym zatem różni się odejście w stan spoczynku w oparciu o przepisy ustawy od złożenia wniosku do prezydenta? W obu przypadkach konsekwencje niesie ta sama ustawa. Czy zatem nie legitymizujemy jej w obu przypadkach? Różnica jest taka, że przy odejściu w stan spoczynku akceptujemy niekonstytucyjny stan rzeczy poprzez postawę bierną. Jeśli się natomiast decydujemy złożyć wniosek o przedłużenie możliwości orzekania, podejmujemy działanie, a to coś więcej. Przynajmniej teoretycznie. Moim zdaniem głównie teoretycznie.
Pan Sędzia Zabłocki uważa za fundamentalny argument także to, że działanie zgodnie z ustawą (ale tylko poprzez złożenie wniosku) będzie działaniem przeciwko ludziom, którzy bronili sądów i protestowali przeciwko sprzecznej z konstytucją ustawie. Jestem jedną z tych osób, a rozmawiałem z wieloma z nich. Większość (choć nie jest to próba reprezentatywna) zgodziła się z moim poglądem, czasem nie od razu, dopiero po dyskusji. Otóż ja, my uważamy, że działaniem przeciwko ludziom będzie abdykacja, odejście i podporządkowanie się niekonstytucyjnej ustawie przez rezygnację ze sprawowania funkcji orzeczniczej – dla mnie, obywatela, najważniejszej. Oznacza to, że nasze prawo do niezależnego sądu, do rzetelnego procesu może zostać ograniczone (oczywiście teoretycznie nie wiadomo, jaki będzie ten nowy Sąd Najwyższy, ale przykład Trybunału Konstytucyjnego pokazuje, że niektóre z naszych praw mogą się zmienić w fikcję). Obywatele od dwóch lat obserwują zwycięstwo brutalnej politycznej siły i kolejne porażki instytucji, które gwarantują nasze prawa. Padł Trybunał Konstytucyjny, przejmowana jest Krajowa Rada Sądownictwa, za chwilę rewolucja dokona się w Sądzie Najwyższym. Trzeba robić wszystko, żeby ją opóźnić, zminimalizować straty nią spowodowane, chronić obywateli. To będzie działanie na ich rzecz, a nie symboliczne opuszczenie okrętu... Tylko pozostanie pozwoli nadal orzekać – a orzekanie jest tym, co najważniejsze – pięknie o tym mówił prof. Adam Strzembosz podczas Zgromadzenia SSP „Iustitia” 10 lutego 2018 r., kiedy został honorowym członkiem stowarzyszenia (zobacz ramka).
Instrukcja obsługi
Jednak z powodu różnicy zdań i tak poważnych kontrargumentów uważam, że doprecyzowania wymaga, czego oczekujemy od sędziów odsuwanych przez ustawę w stan spoczynku. Powinni oni, moim zdaniem, bardzo poważnie rozważyć złożenie wniosków do prezydenta z konkretnym, być może nawet wspólnie ustalonym i przedyskutowanym podczas zgromadzenia ogólnego, uzasadnieniem. Można w nim wyraźnie napisać, że wniosek opiera się na konstytucji i dotyczy możliwości kontynuacji urzędu do czasu osiągnięcia wieku, który uprawniał do przejścia w stan spoczynku do tej pory. W rozmowach prywatnych pojawiają się argumenty sędziów, że nie wyobrażają sobie składania oświadczenia z nadzieją na to, że „Pan Prezydent łaskawie zezwoli mi na to, co mi się konstytucyjnie należy”. Takie postawienie sprawy bardzo utrudnia dyskusję. Tu nie chodzi o łaskę prezydenta, tu nie chodzi o urażone ambicje poszczególnych osób, tu chodzi o ochronę praw obywateli, czemu kontynuowanie służby sędziowskiej ma służyć. Jeśli uzasadnienie takiego dokumentu będzie przedyskutowane i będą z niego wynikały motywy i cel, nikt sędziom nie będzie z tego powodu robił wyrzutów. Przeciwnie, my, obywatele, docenimy starania o dalsze chronienie naszych praw. Docenimy, że nie zostawiono nas samych sobie, na pastwę polityków.
Wydaje mi się, że decyzja o nieskładaniu wniosku do prezydenta powinna być czymś wyjątkowym. Może wynikać np. ze stanu zdrowia. Albo z zarzutów, jakie są formułowane pod adresem konkretnych osób związanych z orzekaniem w przeszłości – niezależnie od oceny ich dawnych zachowań (każda sprawa wymaga bardzo szczegółowej analizy) mogą one uznać, że dla dobra publicznego będzie lepiej, jeśli przejdą w stan spoczynku.
Załóżmy zatem, że sędziowie takie wnioski składają, uzasadniając, jak proponuję, i wskazując ich oparcie w konstytucji. Ruch wtedy będzie należał do prezydenta. Jeśli podejmie decyzję o pozostaniu sędziów na urzędzie, to dobrze, pozwoli im to nadal orzekać. Jeśli wszystkim odmówi, sprawa będzie jasna – dopełni ostatniego aktu zamachu na Sąd Najwyższy (bo że z zamachem mamy do czynienia, nie ma wątpliwości – dostrzegają to nawet ludzie bliscy w przeszłości obecnemu obozowi władzy, jak Aleksander Hall, który napisał na łamach „Rzeczpospolitej”: „Patriotyczne frazesy i próba zmobilizowania Polaków przeciwko UE służą odwróceniu uwagi opinii publicznej od istoty rzeczy, czyli od tego, co rzeczywiście się dzieje w naszym kraju. A dokonuje się w nim od dwóch lat pełzający zamach stanu, który osiągnął właśnie niezwykle ważny etap: złamanie niezależności władzy sądowniczej i podporządkowywanie sędziów władzy politycznej, czyli w praktyce PiS”).
Skutek prezydenckiej odmowy i niezłożenia wniosku będzie taki sam, ale droga inna. Nie przez abdykację sędziów, lecz przez decyzję prezydenta, a to jest różnica.
Najtrudniejsza jednak byłaby sytuacja, gdyby prezydent podejmował decyzje po uważaniu. Generalnie, jedynym kryterium powinna bowiem być możliwość sprawowania urzędu przez sędziego (głównie z punktu widzenia zdrowia psychofizycznego). Ewentualnie, wyjątkowo, mogą mieć znaczenie sytuacje szczególne, jak ukaranie w postępowaniu dyscyplinarnym czy postępowania toczące się przeciw sędziemu. Co do zasady, jeśli sędzia może kontynuować swoją służbę i wyraża taką wolę, powinien móc ją kontynuować. Jeśli jednak prezydent wedle sobie tylko znanych kryteriów podejmie różne decyzje w przypadku różnych osób, wprowadzi to dodatkowy element, który wymaga rozważenia. Warto zawczasu przemyśleć, co w takiej sytuacji sędziowie powinni zrobić, i na taką ewentualność zarezerwować sobie protesty (np. w postaci przejścia w stan spoczynku mimo zgody prezydenta na kontynuowanie służby).
Komunikacja jest ważna
Niezależnie od tego, jakie decyzje podejmą sędziowie, zarówno jako grupa dyskutująca i uchwalająca stanowiska poprzez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN, jak i ostatecznie jako indywidualne osoby, bardzo ważne jest, żeby były one czytelne. Prawdą jest, że niewielu obywateli zwróci uwagę na „techniczne szczegóły”. Do szerokiej opinii publicznej przebije się jedna, dwie, góra trzy informacje: czy sędziowie się poddali, czy próbowali trwać; czy odeszli sami, czy pozbawił ich urzędu przedstawiciel władzy wykonawczej – prezydent; czy odeszli, w jakimś sensie przyznając tym samym, że zarzuty kierowane pod ich adresem były słuszne, czy też aktywnie się sprzeciwiali usunięciu z urzędu.
Jakie by te decyzje były, pamiętajmy, że będą podlegać ocenie obywateli i historii. Z tego powodu należy je rozważyć bardzo drobiazgowo, biorąc także pod uwagę, co postuluję, jaka decyzja przysłuży się lepiej obywatelom. I, co bardzo ważne, należy ją szczegółowo uzasadnić, tak by obywatele zrozumieli intencje, a w historii pozostał jasny ślad.
Prof. Adam Strzembosz podczas Zgromadzenia SSP „Iustitia”
ikona lupy />
Dziennik Gazeta Prawna
Najważniejsze jest orzecznictwo. Żadne działania organizacyjne, żadne akcje, żadne próby zmiany sytuacji w kraju nic nie pomogą, jeżeli orzecznictwo sędziów faktycznie nie będzie niezawisłe. Tutaj trzeba skoncentrować wszystkie wysiłki. By ujawniać próby wpływania na orzecznictwo sędziów, by tworzyć środowisko, które pozwala tym, którzy są narażeni na różne naciski, oprzeć się tym naciskom i orzekać zgodnie z sumieniem i prawem, prawym prawem. Proszę Państwa, w różnych trudnych sytuacjach ludzie się zachowywali wspaniale. Teraz przyszedł okres niełatwy ale w stanie wojennym był nieporównanie gorszy [...]. Taka niełatwa sytuacja i ludzi kształtuje, i ludzi selekcjonuje. Ja myślę, że zdecydowana większość polskich sędziów w tym okresie właśnie pokaże, że nie awanse, nie wyróżnienia, nie różne profity, ale ich własne sumienie decyduje, że wymiar sprawiedliwości w Polsce nie tylko nie ulega pogorszeniu, ale naprawdę zyskuje coraz większe uznanie społeczne.