– Zaproponowana nowela będzie miała na celu poszerzenie katalogu podlegających ściganiu czynności wymienionych w art. 125 ust. 2 ustawy – Prawo farmaceutyczne o czynność polegającą na wykonywaniu bez wymaganego zezwolenia obrotu produktami leczniczymi – zapowiada wiceminister zdrowia prof. Marcin Czech. I dodaje, że zmiana może się przyczynić do sprawniejszego ścigania czynów, których następstwem jest wywóz produktów leczniczych z terytorium Polski.

Kara musi być

W maju i czerwcu w serii artykułów DGP poinformował o kuriozalnej interpretacji przepisu karnego zawartego w prawie farmaceutycznym (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 2142 ze zm.) stosowanej przez prokuratorów. Przewiduje on odpowiedzialność karną do dwóch lat pozbawienia wolności za podejmowanie działalności gospodarczej w zakresie obrotu produktami leczniczymi bez zezwolenia. Śledczy zaś, gdy łapali wywożących nielegalnie leki (proceder ten fachowo nazywa się odwróconym łańcuchem dystrybucji), puszczali ich wolno. Dlaczego? Bo zdaniem prokuratorów nie podejmowali oni działalności po raz pierwszy, lecz wykonywali ją już po raz kolejny. A „podejmowanie” to nie to samo co „wykonywanie”. Eksperci oceniali tę interpretację jednoznacznie: pozbawiona sensu, szkodliwa dla pacjentów.

Po naszym tekście prokurator krajowy wysłał wytyczne śledczym. Podkreślił, że powinni walczyć z wywozem leków wszelkimi możliwymi sposobami. Teraz reaguje resort zdrowia – przepis karny prawa farmaceutycznego zostanie doprecyzowany Aby żaden z funkcjonariuszy nie miał już wątpliwości, że można karać nie tylko przy pierwszej próbie wywozu, ale i przy kolejnych.

Patenty na wywóz

Resort zdrowia przy pomocy głównego inspektora farmaceutycznego analizowało w ostatnich tygodniach, w jaki sposób odbywa się wywóz leków.

W 2016 r. i pierwszej połowie 2017 r. inspekcja farmaceutyczna przeprowadziła kontrole przestrzegania przepisów w 160 hurtowniach farmaceutycznych. W ilu stwierdzono nieprawidłowości?

– We wszystkich 160. Liczymy, że w końcu znajdziemy taką, w której wszystko jest w porządku – mówi rzecznik GIF Paweł Trzciński. Przy czym zaznacza od razu, że nie we wszystkich chodziło o wywóz leków. W części magazynów problemem są tylko i aż warunki przechowywania medykamentów.

W zakresie walki z odwróconym łańcuchem dystrybucji największym problemem dla inspektorów jest istnienie papierowego obrotu produktami leczniczymi.

– Na pozorność prowadzonej dystrybucji wskazują puste hurtownie. Inspektorzy podczas doraźnych kontroli bardzo często natrafiają na zamknięte placówki – wyjaśnia rzecznik GIF.

Kontrolowane podmioty prowadzą obrót produktami z reguły poza hurtownią, gromadząc jedynie faktury zakupu i sprzedaży w biurach księgowych. Stany magazynowe w wielu hurtowniach to zaledwie kilka sztuk, natomiast pozyskane faktury opiewają nawet na kilka tysięcy opakowań leków.

Trudno też sprawdzić działalność wywozowców drogą elektroniczną.

GIF wskazuje, że wiele podmiotów prowadzących hurtownie farmaceutyczne posiada kilka systemów komputerowych. Wśród nich jest jeden rejestrujący tylko w pełni legalne transakcje. I to właśnie on jest udostępniany na potrzeby przeprowadzanych inspekcji. Kontrolerzy zaś, nawet jeśli odczuwają, że są wprowadzani w błąd, niewiele mogą. Nie mają uprawnień przysługujących choćby policji.

Coraz rzadziej wywóz odbywa się przy pomocy aptek. Najczęściej wykorzystywane w tym celu są – zakładane na potrzeby procederu – prywatne przychodnie. Zgodnie z prawem mogą one pozyskać leki. To, co z nimi robią, powinni weryfikować wojewodowie. W praktyce jednak tego nie robią. W efekcie z placówki wykonującej działalność leczniczą medykamenty są przesuwane do posiadanej przez ten sam podmiot hurtowni farmaceutycznej. Stamtąd zaś już są sprzedawane na Zachód, gdzie zarobek na sprzedanym opakowaniu jest znacznie większy niż w Polsce.

– Jest to w pełni zaplanowane i świadome działanie, mające jedynie na celu osiągnięcie zysku ze sprzedaży poza granicami kraju, bowiem przychodnia wykazująca karty zaledwie kilku pacjentów nie jest w stanie wykorzystać kilkuset opakowań jednego leku miesięcznie – zwraca uwagę wiceminister Marcin Czech. 

Nielegalny wywóz leków z Polski

Nielegalny wywóz leków z Polski

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Ministerstwo zbroi inspekcję

Resort zdrowia, przy współpracy z Ministerstwem Finansów i Prokuraturą Krajową, pracuje jednocześnie nad kilkoma różnymi regulacjami, które mają radykalnie ograniczyć proceder wywozu leków.

Zakaz łączenia hurtu z NZOZ

Jeden przedsiębiorca nie będzie mógł prowadzić jednocześnie hurtowni farmaceutycznej i przychodni. Teoretycznie nadal możliwe będzie dokonywanie nielegalnego wywozu leków (gdy np. jedna osoba założy dwie spółki), ale konieczne wówczas byłoby zawarcie umowy sprzedaży leków między hurtownikiem a właścicielem przychodni, a nie tylko dokonanie przesunięcia międzymagazynowego. To zaś dodatkowe ryzyko dla przestępców.

Monitorowanie przewozu leków

Na mocy rozpatrywanego obecnie przez Stały Komitet Rady Ministrów projektu ustawy o systemie monitorowania przewozu towarów główny inspektor farmaceutyczny zostanie włączony do tegoż systemu. Przedsiębiorcy zajmujący się przewozem towarów będą zobowiązani m.in. do zgłaszania do rejestru każdorazowego zamiaru wywozu poza terytorium Polski produktów leczniczych. Niezrealizowanie obowiązku samo w sobie będzie groziło wysokimi karami. Jeśli zaś przewoźnik dokona zgłoszenia, inspekcja farmaceutyczna będzie miała możliwość udaremnienia próby wywozu. 

Wzmocnienie hurtowni pomysłem na walkę z wywozem

Grupa Neuca przygotowała opracowanie, w którym daje recepty na uporanie się z odwróconym łańcuchem dystrybucji. Wiele wskazuje na to, że skuteczne. Największy dystrybutor farmaceutyków w Polsce sugeruje w nim także zwiększenie znaczenia hurtowników w systemie obrotu lekami. To budzi u niektórych niepokój, zwłaszcza że propozycje nie oznaczałyby dla hurtowni więcej praw. Prędzej – więcej obowiązków.

Zdaniem Neuki nie może być tak, że za nielegalny wywóz obarczani są przedsiębiorcy zajmujący się hurtem. Najczęściej sami padają ofiarami oszustów.

Jak więc poradzić sobie z wywozem?

Przede wszystkim należy w inny sposób określać listę brakujących leków. Od niespełna dwóch lat minister zdrowia publikuje wykaz produktów zagrożonych wywozem. Miało to zahamować nielegalny proceder. Tak się jednak nie stało. W ocenie Neuki przede wszystkim z tego powodu, że ministerialny wykaz oparty jest na niewłaściwych źródłach. Informacje pochodzą od wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych na podstawie wiadomości o problemach z dostępnością medykamentów w aptekach i informacji pochodzących od samych producentów. Nikt jednak nie pyta o dane hurtowni. A te z reguły wiedzą najlepiej. Największe dysponują bowiem danymi z kilku tysięcy aptek. W efekcie wykaz oficjalny i nieoficjalne prowadzone na własne potrzeby przez hurtowników się nie pokrywają. Najprawdopodobniej bliższe prawdy są te nieoficjalne.

Grupa Neuca dostrzega również potrzebę zmiany art. 36z ust. 1 prawa farmaceutycznego. Zgodnie z nim hurtownicy są obowiązani zapewnić nieprzerwane zaspokajanie zapotrzebowania podmiotów uprawnionych do obrotu detalicznego produktami leczniczymi i przedsiębiorców zajmujących się obrotem hurtowym w ilości odpowiadającej potrzebom pacjentów.

„Takie przepisy stawiają hurtownie przed dylematem: realizować zamówienia do aptek według kolejności zgłoszeń bez ograniczeń ilościowych, co może doprowadzić do sprzedaży dużej liczby opakowań leków deficytowych tylko kilku aptekom, czy wprowadzić własny system reglamentacji, który zapewni dostęp do tych leków znacznie większej liczbie aptek w mniejszą liczbę opakowań” – czytamy w opracowaniu.

Przedsiębiorca proponuje, by ustawowo ujednolicić system reglamentacji leków deficytowych. Powinien on przewidywać możliwość wstrzymania sprzedaży preparatu deficytowego do tych aptek, które składają nieregularne zamówienia na lek oraz nie ma możliwości ich weryfikacji przez przedstawiciela hurtowni. Innymi słowy, przedsiębiorca zajmujący się obrotem hurtowym zyskałby możliwość weryfikowania, czy detalista naprawdę potrzebuje leków dla swoich pacjentów, czy chce je wywieźć z kraju.

Przeciwko tej kompetencji dla hurtowników protestować mogą farmaceuci. Obawiają się oni, że w założeniu pozytywne dla systemu narzędzie mogłoby się stać narzędziem do ograniczania dostaw tylko do zaprzyjaźnionych aptek. Nieoficjalnie słyszymy jednak od aptekarzy, że gdyby udało się zapewnić odpowiedni nadzór nad hurtowniami, mogłoby to być jedno z najskuteczniejszych narzędzi w walce z wywozem.

Opracowanie zostało przekazane już do ministerstw zdrowia i finansów. W najbliższym czasie zawarte w nim propozycje mają zostać przeanalizowane przez urzędników. 

OPINIA

Dowód na niemoc państwa

Patryk Słowik dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

Patryk Słowik dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Gdy w połowie 2015 r. po raz pierwszy napisałem, że na nielegalnym wywozie leków można zrobić biznes równie dobry (a nawet lepszy) jak na handlu narkotykami, spadły na mnie gromy. Wielu ekspertów uważało, że to przesada. Niektóre instytucje publiczne sugerowały, że w DGP pojawiają się insynuacje.

Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości: niedozwolony obrót lekami to proceder, który nie ma sobie równych. Z szacunkowych analiz wynika, że rocznie znikają z polskich aptek leki o wartości blisko 1,5 mld zł. Przestępcy są w stanie rocznie zarobić ok. 700–800 mln zł. A jak pokazuje praktyka, ryzyko wpadki jest śmiesznie małe. Gdy nawet ktoś już został złapany za rękę, to wystarczyło, że przeprosił i obiecał poprawę. Taką taktykę przyjęła farmaceutka, którą przyłapano na wywozie leków o wartości 45 mln zł. Uniknęła konsekwencji.

Proceder wywozu leków jest równie niebezpieczny jak handel narkotykami. Uderza bowiem w całe społeczeństwo. Trzeba z nim walczyć nie dlatego, że kilku bandziorów dobrze zarabia. Chodzi o to, by potrzebujący np. przeciwzakrzepowych leków człowiek nie krążył od apteki do apteki.

I choć od kilku lat kolejni ministrowie i wiceministrowie podejmują działania zmierzające do ograniczenia zjawiska nielegalnego wywozu, to jeszcze nikomu się ta sztuka nie udała. Czy wreszcie się uda? Obawiam się, że nie. Ale trzymam kciuki, aby nareszcie się powiodło. Wówczas byłby to największy sukces – choć przez zapewne wielu niedoceniany, bo objawiający się normalnością – obecnej władzy.