W sali BHP na terenie Stoczni Gdańskiej, w której w 1980 r. podpisywano Porozumienia Sierpniowe, prezydent zainaugurował swoją autorską kampanię na temat zmiany Konstytucji, a także przypieczętował w tej sprawie sojusz z Solidarnością. W założeniu referendum konsultacyjne ma się odbyć 11 listopada 2018 r., jednak Andrzej Duda nie wykluczył, że zostanie ono rozciągnięte na dwa dni, aby wzmocnić szanse na wysoką frekwencję. Zgodnie z zapowiedziami, w ciągu najbliższego roku w całej Polsce mają być przeprowadzone debaty konstytucyjne z udziałem przedstawicieli Kancelarii Prezydenta (do połowy października zaplanowała ona cztery takie spotkania: w Rzeszowie, Szczecinie, Kielcach i Poznaniu; w sumie odbędzie się ich co najmniej 16). – Dla mnie jest niezwykle ważne to, żeby ten temat stał się rzeczywiście tematem społecznym, żeby wielu ludzi w tej kwestii wyrobiło sobie zdanie, żeby wielu ludzi też zastanowiło się nad tym, jak funkcjonuje obecna konstytucja – podkreślał prezydent.

Po raz kolejny przekonywał, że obowiązująca ustawa zasadnicza to „konstytucja mniejszości”, która premiuje wąskie grono zwycięzców transformacji zainteresowanych utrzymaniem status quo i sprzyja odrywaniu się elit od społeczeństwa. Przyznał, że konieczność zmian uzmysłowiły mu zwłaszcza dwie sytuacje z ostatnich lat. Pierwsza to spór kompetencyjny między prezydentem Lechem Kaczyńskim a premierem Donaldem Tuskiem dotyczący tego, kto ma reprezentować kraj na szczytach Unii Europejskiej, rozstrzygnięty przez Trybunał Konstytucyjny na korzyść rządu. Druga to podniesienie wieku emerytalnego przez rząd PO-PSL – mimo apelu Solidarności o przeprowadzenie w tej sprawie referendum – a następnie zatwierdzenie tej reformy przez TK.

Nie padła natomiast żadna konkretna deklaracja dotycząca treści około 10 planowanych pytań referendalnych. Ich ostateczny kształt ma zależeć od wyników konsultacji obywatelskich. W swoim wystąpieniu prezydent Duda ogólnikowo zarysował jedynie zakres zagadnień, o które może w przyszłym roku sondować Polaków, wymieniając m.in. wiek emerytalny, sposób finansowania ochrony zdrowia, liczbę posłów i senatorów oraz program „Rodzina 500 plus”. Minister w Kancelarii Prezydenta Paweł Mucha zasygnalizował też takie kwestie, jak prawo do bezpłatnej edukacji na poziomie wyższym, równy dostęp do świadczeń medycznych bez uprzywilejowania żadnej grupy w ramach publicznej ochrony zdrowia oraz urealnienie dialogu społecznego. Z grubsza wychodzi to naprzeciw postulatom zgłoszonym też przez przewodniczącego Solidarności Piotra Dudę. Prezydent nie wykluczył też stworzenia katalogu spraw szczególnie ważnych dla obywateli, w których zmiany ustawowe musiałyby zostać przegłosowane kwalifikowaną większością.

Choć pomysł nadania konstytucyjnej rangi sztandarowemu programowi rodzinnemu Prawa i Sprawiedliwości podchwycił w swoim przemówieniu marszałek Senatu Stanisław Karczewski, to jednak wybrzmiał w nim sceptycyzm wobec inicjatywy prezydenta.

Ogłoszenie konsultacji w sprawie konstytucji od początku spotkało się z chłodnym przyjęciem w szeregach PiS, a zawetowanie przez prezydenta Dudę ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym tylko wzmocniło napięcie między partią, a Kancelarią Prezydenta. W Gdańsku Karczewski powstrzymał się od wyraźnej deklaracji, czy izba wyższa zaakceptuje wniosek głowy państwa o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum. Zgodnie z przepisami zgodę na jego zarządzenie musi wyrazić Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Izba wyższa nie może już jednak ingerować w treść proponowanych przez prezydenta pytań referendalnych ani zmieniać wybranej przez niego daty. A ta, oceniał marszałek, grozi uwikłaniem sprawy nowej konstytucji w spór polityczny, jeśli referendum odbyłoby się jednocześnie z wyborami samorządowymi. – Nie jestem jeszcze przekonany, czy to jest najlepszy termin – skwitował Stanisław Karczewski.