Jest jednak z prawem restrukturyzacyjnym pewien kłopot. To ustawa długa (456 artykułów zamieszczonych na 147 stronach), miejscami skomplikowana. Tak więc na umiejętności jej stosowania można zarobić, ale nie jest to wcale proste zadanie.

Komentarz do ustawy pod redakcją prof. Anny Hrycaj i dr. Patryka Filipiaka może wielu prawnikom ułatwić życie. Dostajemy do ręki prawdziwą (ponadtysiącstronicową) kobyłę, ale napisaną lekko i przystępnie. Nie ma też powodów do obaw w warstwie merytorycznej. Wystarczy wspomnieć, że zarówno prof. Hrycaj i dr Filipiak, jak i inni autorzy, brali na prośbę Ministerstwa Sprawiedliwości udział w przygotowywaniu przepisów tej ustawy.

Pozwolę sobie zresztą na odrobinę prywaty. Gdy mam wątpliwości, jak należy interpretować dany przepis prawa restrukturyzacyjnego, w pierwszej kolejności odzywam się do dr. Filipiaka. Ktoś mógłby powiedzieć, że dlatego tak zachwalam jego książkę. Być może. Ale najważniejsze z punktu widzenia czytelnika powinno być coś innego. Po prostu właśnie do Filipiaka mam duże zaufanie. Wiem, że jest znakomitym specjalistą. I – co mnie nie dziwi – nie przestał nim być na czas pisania komentarza.

W beczce miodu jednak z reguły musi znajdować się także łyżka dziegciu. Tak jest i tym razem. Doskonałe na co dzień wydawnictwo Wolters Kluwer wyjątkowo nie stanęło na wysokości zadania. Żeby się o tym przekonać, wystarczy rzut oka na stronę tytułową. Dowiemy się z niej, że jednym z autorów jest... Partyk Filipiak. Popełnić błąd w imieniu redaktora, na dodatek na pierwszej stronie, to naprawdę sztuka. Takich kwiatków jest więcej. Jakkolwiek więc merytoryczna redakcja komentarza jest bez zarzutu, tak do tej językowej można by mieć trochę zastrzeżeń.

W sumie: mamy do czynienia z książką, którą warto mieć na półce. W ostatnich miesiącach powstaje wiele komentarzy do prawa restrukturyzacyjnego. Jeśli ktoś chce kupić tylko jeden z nich i zastanawia się który – niech wybierze właśnie ten. Nic lepszego na rynku na razie nie znajdzie.