Sprawozdanie Urzędu Zamówień Publicznych za 2016 r. po raz pierwszy uwzględnia dane dotyczące stosowania klauzul społecznych w polskich przetargach. Nie są one jeszcze w pełni miarodajne, gdyż dotyczą tylko drugiego półrocza. Pewien obraz rynku zamówień publicznych zaczyna się z nich jednak wyłaniać. Obraz nie do końca idealny, ale bez wątpienia dużo lepszy niż we wcześniejszych latach.

Od 28 lipca do końca grudnia 2016 r. udzielono 5412 zamówień uwzględniających klauzule społeczne o łącznej wartości 5,5 mld zł. Aby uzyskać dane za cały rok, należy posłużyć się pewnym uproszczeniem i pomnożyć je przez dwa. Okaże się wówczas, że społecznie odpowiedzialne przetargi stanowiły ok. 8 proc. wszystkich wszczętych (11 tys. wobec 130 tys.), a ich wartość wyniosła ok. 10 proc. wartości całego rynku zamówień publicznych (11 mld zł wobec 107 mld zł).

– Choć do ideału jeszcze oczywiście daleko, to jednak dane napawają optymizmem. Potwierdzają to, co przedsiębiorcy od pewnego czasu obserwują na rynku – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Rady Zamówień Publicznych.

– Po ubiegłorocznej zmianie przepisów zamawiający zrozumieli, że wszędzie tam, gdzie jest to uzasadnione, muszą stawiać wymagania dotyczące zatrudniania na etat – wyjaśnia.

Wspomniana przez niego nowelizacja ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 2164 ze zm.) nakazała zamawiającym określać w opisie przedmiotu zamówienia na usługi lub roboty budowlane (dostawy są z tego wyłączone) wymagania dotyczące zatrudniania na etat wszędzie tam, gdzie jest to uzasadnione (art. 29 ust. 3a ustawy p.z.p.). Wcześniej przepisy jedynie pozwalały na to zamawiającym, co było jednak przez nich najczęściej ignorowane.

Widać poprawę

Wymagania dotyczące zatrudnienia należą do najczęściej stosowanych klauzul społecznych. Dużo rzadziej pojawiają się one w kryteriach oceny ofert czy opisach przedmiotu zamówienia (np. jako wymóg zatrudnienia osób bezrobotnych czy młodocianych). Zdaniem obserwatorów rynku większą świadomość można zaobserwować wśród urzędników administracji centralnej. Może się to wiązać z zaleceniami Rady Ministrów wydanymi jeszcze w 2015 r., a w marcu tego roku zaktualizowanymi przez rząd Beaty Szydło. Powód może też jednak być bardziej prozaiczny – pieniądze. Wiadomo bowiem, że zamówienia społecznie odpowiedzialne są droższe, choćby z tego powodu, że trzeba płacić co najmniej minimalne wynagrodzenie. Samorządy zaś mają mniej pieniędzy.

– Jednak również w przetargach organizowanych przez samorządy sporo się w ostatnim czasie zmieniło. Widać coraz większą świadomość tego, że prawo nie zezwala na tolerowanie umów śmieciowych. To optymistyczne, bo przecież chodzi o to, by osoby zatrudnione przy realizacji publicznych zleceń miały zapewnione godne warunki pracy – podkreśla Sylwia Szczepańska z NSZZ „Solidarność, członek Rady Zamówień Publicznych.

Solidarność od 2015 r. monitoruje zamówienia pod kątem praw pracowniczych i przyznaje „żółte kartki” zamawiającym, którzy je ignorują. Jedną z ostatnich przyznała 12 lipca Centralnemu Ośrodkowi Sportu – Ośrodkowi Przygotowań Olimpijskich w Giżycku, zwracając uwagę, że stawka zaproponowana w ofercie wybranej w przetargu na ochronę jest niższa od minimalnego wynagrodzenia.

Prawny paradoks

Właśnie przetargi na ochronę są tymi, w których najczęściej pomija się wymóg zatrudnienia na podstawie umów o pracę. To paradoks, bo w nich właśnie wynagrodzenia pracownicze stanowią dominujący koszt przedsiębiorców. Drugą taką branżą są usługi sprzątania, ale tu sytuacja wygląda bez porównania lepiej.

Powód takiego stanu rzeczy jest banalnie prosty – przy zamówieniach na ochronę poniżej 750 tys. euro można zastosować specjalną procedurę pomijającą większość przepisów. Ochrona należy bowiem do tzw. usług społecznych. A w ich przypadku dyrektywa 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych pozwala na stosowanie uproszczonej procedury. Polski ustawodawca uwzględnił to wyłączenie. Zgodnie z art. 138 lit. o ustawy p.z.p. wolno pominąć większość przepisów, w tym również te dotyczące zatrudniania na etat. Mówiąc wprost – wybierając firmę ochroniarską, administracja publiczna nadal może kierować się tylko najniższą ceną i nie musi wymagać, by pracownicy byli zatrudnieni na etat. Nie musi nawet ogłaszać zamówienia w Biuletynie Zamówień Publicznych. Wystarczy, że stosowna informacja pojawi się na stronie internetowej urzędu. Dotyczy to zamówień do wartości 3,13 mln zł netto, czyli 3,85 mln zł z uwzględnieniem VAT. Zdecydowana większość tych przetargów mieści się w tej kwocie.

– Dodatkowym problemem jest nieuczciwa konkurencja samych firm ochroniarskich. Zadziwiająco wiele z nich zatrudnia osoby niepełnosprawne, czym później tłumaczą zaniżone w przetargach ceny – zauważa Sylwia Szczepańska.