Choć nikt już dzisiaj nie ma wątpliwości, że obywatele mają prawo wiedzieć, na co wydawane są publiczne pieniądze, to przekonanie do tego urzędników bywa niełatwe. Od lokalnych władz po ministrów wchodzących w skład rządu – wszędzie panuje dziwna niechęć do ujawniania danych o tym, kto dostał publiczne zlecenie i ile mu za to zapłacono. Oczywiście na wniosek składany w trybie dostępu do informacji publicznej administracja musi odpowiedzieć, ale sama z siebie nie kwapi się do publikowania tych wiadomości.

Tylko trzy ministerstwa nie kryją swych umów

Tylko trzy ministerstwa nie kryją swych umów

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Są oczywiście chlubne wyjątki. Wzorem dla innych może być Gdańsk, który w ramach projektu Otwarty Gdańsk publikuje na stronie internetowej wiele publicznych danych, w tym rejestr wydatków. Każdy zainteresowany może z niego się dowiedzieć, na co zostały wydane nawet najmniejsze kwoty. Tym śladem poszła minister cyfryzacji Anna Streżyńska, która już w styczniu 2016 r. zarządziła opublikowanie rejestru wszystkich umów zawieranych w kierowanym przez nią resorcie. Teraz idzie dalej i zgłasza projekt rozporządzenia, które ma nałożyć taki obowiązek na wszystkie ministerstwa oraz kancelarię premiera.

Więcej umów

„Prezes Rady Ministrów oraz ministrowie kierujący działami administracji rządowej w terminie 14 dni od dnia wejścia w życie rozporządzenia udostępniają w centralnym repozytorium rejestr zawartych umów w postaci sformatowanego arkusza kalkulacyjnego lub CSV. Aktualizacji rejestru dokonuje się co kwartał” – przewiduje par. 3 projektu rozporządzenia w sprawie zasobu informacyjnego przeznaczonego do udostępniania w centralnym repozytorium informacji publicznej.

Czy oznacza to, że wszystkie resorty po wejściu w życie rozporządzenia będą musiały tworzyć wykazy zawartych umów? Krzysztof Izdebski z zarządu Fundacji ePaństwo ma co do tego wątpliwości. – Rozporządzenie nie nakłada obowiązku tworzenia rejestru zawartych umów, a jedynie publikowania takich rejestrów, jeśli są już one utworzone. To oczywiście krok w dobrym kierunku, tyle że niewystarczający. Konieczne są zmiany ustawowe, które wprost nakazałyby tworzenie rejestrów umów. Być może warto rozważyć przyjęcie regulacji podobnych do tych wdrożonych na Słowacji, gdzie brak umieszczenia umowy w rejestrze oznacza, że staje się ona nieważna – ocenia ekspert.

Potwierdza to sam resort cyfryzacji. – Rozporządzenie nie może być podstawą obowiązku stworzenia rejestru umów, o ile taki nie jest prowadzony – otrzymaliśmy odpowiedź z wydziału komunikacji.

Wymóg publikacji wykazów zawartych umów musiałby wynikać z ustawy. Projekt stosownych zmian w ustawie o finansach publicznych został zgłoszony przez posłów z klubu Kukiz’15. – Rozszerza on zasadę jawności finansów publicznych poprzez nałożenie obowiązku publikacji rejestrów umów przez jednostki sektora finansów publicznych – tłumaczył podczas prezentacji projektu wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z tej partii.

Zgodnie z zaproponowanym rozwiązaniem wykazy umów miałyby być tworzone nie tylko przez ministerstwa, lecz także przez: organy kontroli państwowej i ochrony prawa oraz sądy i trybunały, jednostki samorządu terytorialnego oraz ich związki, jednostki budżetowe (np. urzędy skarbowe), samorządowe zakłady budżetowe (np. miejskie zakłady komunikacji), agencje wykonawcze (np. Agencja Mienia Wojskowego), ponadto ZUS, KRUS, NFZ, samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej, uczelnie publiczne oraz państwowe i samorządowe instytucje kultury (np. biblioteki publiczne). Projekt został skierowany do pierwszego czytania w komisjach sejmowych.

Ujednolić strukturę

Już samo rozporządzenie ministra cyfryzacji sprawi natomiast, że każde ministerstwo, które z jakichkolwiek względów prowadzi rejestr umów, będzie go musiało udostępniać w centralnym repozytorium, czyli na stronie internetowej DanePubliczne.gov.pl. W tej chwili widnieją w nim jedynie wykazy umów samego Ministerstwa Cyfryzacji (od 2012 r.) oraz resortów środowiska i energii (od 2017 r.).

Można mieć nadzieję, że wraz z wejściem w życie rozporządzenia lista ta znacznie się wydłuży. Wbrew pozorom leży to w interesie samej administracji, gdyż dzięki temu będzie ona miała mniej pracy. Jeśli opublikuje wykaz w internecie, to przestanie być nagabywana wnioskami o dostęp do informacji publicznej. Korzyści zresztą może być więcej. Jak zauważa Ministerstwo Cyfryzacji w uzasadnieniu projektu, dzięki rejestrom umów urzędnicy z różnych resortów będą chociażby mogli porównać ceny za podobne usługi.

Fundacja ePaństwo zwraca uwagę, że wskazane byłoby określenie w rozporządzeniu struktury rejestru, gdyż bez tego mogą występować różnice w zakresie informacji, które znajdą się w wykazie. – Ponadto – i można to chociażby zauważyć w sposobie prowadzenia rejestru umów przez resorty cyfryzacji i środowiska – występują różnice w umieszczaniu tych samych danych. Ministerstwo Cyfryzacji zamieszcza numer NIP przedsiębiorcy w tej samej kolumnie co jego nazwa, a Ministerstwo Środowiska – w osobnej. Znacznie utrudnia to tworzenie zestawień przedsiębiorców wykonujących zlecenia dla administracji publicznej – zauważa Krzysztof Izdebski. Automatyczne przetwarzanie takich informacji mogłoby np. wskazać spółki, które dostają najwięcej zleceń od rządu.