Podczas kongresu stało się jasne, jak duże jest niezadowolenie z przeprowadzanej przez resort sprawiedliwości reformy. Chodzi m.in. o zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa, zgodnie z którymi sędziów będą do niej wybierali politycy. Oraz o projekt zmian w prawie o ustroju sądów powszechnych (minister ma zyskać prawo złożenia z funkcji prezesów wszystkich sądów, a nowych powołać według własnego widzimisię).

– Te zmiany będą oznaczały koniec niezależnego sądownictwa. Samo organizowanie kongresów, dyskutowanie, podejmowanie uchwały czy przedstawianie pomysłów nie wystarczą. Rząd cofnie się tylko wtedy, gdy spotka się z ostrym sprzeciwem – słyszymy w kuluarach.

W środowisku wrze

Zaczyna się otwarcie mówić o tym, że czas zorganizować protest na kształt „Dni bez wokand” z 2009 r. Sędziowie nie zaplanowali rozpraw na jeden dzień i w gabinetach np. zajmowali się pisaniem uzasadnień.

– Walczyliśmy, i to skutecznie, o nasze prawa socjalne (zmianę sposobu wynagradzania – red.). Dziś stawka jest dużo wyższa, bo chodzi o niezależność sądownictwa – mówi jeden z sędziów.

– Dziś mamy do czynienia z dużo poważniejszym kryzysem. Z ankiet, które przeprowadziliśmy w kwietniu we wszystkich sądach, wynika, iż duża część środowiska jest za tym, aby sięgnąć po tego typu środki – mówi Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Sędziowie wypełniali ankiety 20 kwietnia, kiedy to na pół godziny wyszli z sal, aby odbyć specjalnie na ten dzień zwołane zgromadzenia. Już tamto wydarzenie zostało odebrane przez rządzących jako strajk. Prezes Markiewicz zaznacza, że żadnych konkretnych planów np. co do momentu rozpoczęcia protestu czy też jego konkretnej formy nie ma. Nie prowadzono też na ten temat żadnych rozmów.

– Kroplą, która mógłby przelać czarę goryczy, byłoby podpisanie przez pana prezydenta ustaw o KRS i ustroju sądów powszechnych dających ministrowi sprawiedliwości – prokuratorowi generalnemu praktycznie nieograniczoną władzę nad sądami – sugeruje Markiewicz.

Jego zdaniem nawet gdyby zapadła decyzja o przeprowadzeniu protestu, środowisko nadal powinno pracować merytorycznie i proponować konkretne rozwiązania legislacyjne.

Szansa nadal jest

Nie wszyscy sędziowie są zdania, że nie ma już szans na porozumienie się z rządzącymi. Jak mówi Dariusz Zawistowski, przewodniczący KRS, prowadzenia dialogu nie przekreśla nawet bardzo ostre w tonie wystąpienie wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, który mówił o stalinowskich sędziach skazujących na karę śmierci polskich patriotów. Sam Warchoł też deklaruje, że zjawi się na następnym kongresie, jeżeli będzie organizowany. Zaznacza jednak, że dialog musi opierać się na wzajemnym szacunku.

– Ja nie wychodziłem na wystąpieniach przedmówców, którzy wysuwali różne argumenty krytyczne w stosunku do Ministerstwa Sprawiedliwości. Środowisko pokazało, że korporacyjne interesy są dla niego najważniejsze – mówi wiceminister. Dodaje, że był to wyraz arogancji, z którą Polacy na co dzień spotykają się w sądach.

Sędziowie odbijają piłeczkę

– Minister przesadził. Adresował wypowiedź do sędziów, którzy mają 30–40 lat, zarzucając im, że są związani z totalnym reżimem i odpowiadają za zbrodnie stalinowskie jako środowisko zawodowe – zauważa Zawistowski.

Z kolei adwokat Zbigniew Krüger z Kancelarii Krüger & Partnerzy zauważa, że to ci stalinowscy sędziowie, o których mówił Warchoł, byli wybierani przez władzę wykonawczą.

– Na salach sądowych nie ma już sędziów, którzy wydawali wyroki w sprawach opozycjonistów w okresie stanu wojennego. Za to kilka lat temu, kiedy to kierownictwo MS było to samo, co obecnie, można było takich sędziów spotkać w resorcie, chociażby w osobie pana sędziego Kryże – kwituje mec. Krüger.

Wiceminister nie poprzestał na krytyce środowiska sędziowskiego. Przedstawił propozycję poprawki do projektu ustawy o KRS, zgodnie z którą prawo do zgłaszania kandydatów na członków rady będą miały także środowiska prawnicze. Zdaniem sędziów to mydlenie oczu.

– Choć jest to lepsze rozwiązanie, niż gdyby sędziowie nie mogli zgłaszać kandydatów, to jednak nie zmienia to istoty problemu: zasady, że sędziowie nadal mają być wybierani przez polityków – zauważa Zawistowski.

Dobre wrażenie

Ogólnie ocena sobotniego wydarzenia jest pozytywna.

– Mówiliśmy o rzeczach ważnych i nowych, o których dotąd między zawodami prawniczymi trudno było rozmawiać – zapewnia prof. Maciej Gutowski, dziekan poznańskiej ORA.

– Potrafiliśmy przyznać, że istnieją problemy, trafnie je zdiagnozować i jeszcze przedstawić propozycje rozwiązań – ocenia mec. Krüger.

Dariusz Zawistowski podkreśla, że była to pierwsza wspólna inicjatywa trzech najważniejszych dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości środowisk. Jednak najważniejsze jest to, że wszyscy dostrzegają potrzebę zmian, które miałyby służyć obywatelom.

Na czym miałyby one polegać? Tego nie udało się wypracować, choć padały liczne propozycje. Podjęto też uchwałę m.in. o powołaniu Społecznej Komisji Kodyfikacyjnej. „Pierwszym jej zadaniem powinno być opracowanie i przekazanie podmiotom posiadającym inicjatywę ustawodawczą konkretnych projektów ustaw lub nowelizacji w sprawach będących tematem Kongresu” – czytamy.