Po sprzeciwie sędziów sądów powszechnych, którzy na naszych łamach zadeklarowali, że nie będą respektować wyroków TK wydanych przez nieprawidłowe składy (z osobami o niepewnym statusie), przyszedł czas na profesjonalnych pełnomocników. Ci bowiem również zapowiadają, że nie będą biernie przyglądać się temu, co się dzieje w Trybunale, i wykorzystają wszelkie dostępne środki prawne, aby zapewnić swoim klientom uzyskanie takiego wyroku, który nie będzie mógł być później podważany.

Znikające rozprawy

Nie należy się spodziewać, że w najbliższym czasie w Trybunale Konstytucyjnym zapanuje spokój. I świadczą o tym nie tylko zapowiedzi prawników, z którymi rozmawialiśmy, ale także to, co ostatnio dzieje się ze sprawami, którymi miał na początku roku zająć się TK. Jak dotąd bowiem nie udało mu się rozpoznać żadnej z tych zaplanowanych na styczeń.

– Z rosnącym niepokojem patrzę na sprawy, które zawisły przed TK ze skargi konstytucyjnej, wniosku RPO, pytania prawnego czy wniosku podmiotów o legitymacji szczególnej. Są dalekie od bieżących sporów politycznych, a dotyczą żywotnych interesów obywateli. Powinny zatem zostać niezwłocznie rozstrzygnięte – komentuje sytuację dr Tomasz Zalasiński, konstytucjonalista z DZP.

Przypomnijmy, 10 stycznia br. TK z wniosku rzecznika praw obywatelskich przeprowadził rozprawę i zamknął ją, uznając kwestię za dostatecznie wyjaśnioną do wydania wyroku. Zaskoczeniem więc było, gdy po powrocie z narady przewodniczący składu orzekającego ogłosił, że otwiera rozprawę na nowo, a przy tym nie wyznaczył żadnej nowej daty. Wczoraj zaś odwołał po prostu wyznaczony termin rozprawy w sprawie ze skargi konstytucyjnej. Jedyne, co udało się ustalić, to to, że taką decyzję – na podstawie art. 93 ust. 1 ustawy z 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (Dz.U. poz. 2072) – podjął przewodniczący składu orzekającego Andrzej Wróbel.

Służby prasowe TK nie podały uzasadnienia tej decyzji, a z przywołanego przepisu wynika jedynie, że przewodniczący składu orzekającego wyznacza termin rozprawy oraz zawiadamia o nim uczestników postępowania. Pojawiły się przypuszczenia, że może to mieć związek z obecnością w składzie orzekającym Stanisława Biernata, wiceprezesa Trybunału, którego prezes Julia Przyłębska wysłała ostatnio na zaległy urlop.

Problemy pełnomocników

Obydwie decyzje wywołały konsternację wśród prawników. Zostały bowiem podjęte dosłownie w ostatniej chwili. Jednak zaskakiwanie działaniami, których skutkiem jest nierozpoznawanie przez TK spraw, to niejedyny problem, z jakim będą musieli się zmierzyć profesjonalni pełnomocnicy występujący w imieniu swoich klientów przed trybunałem.

Dużo poważniejsze jest włączenie przez obecną prezes TK Julię Przyłębską do składów orzekających trzech osób, których status jest co najmniej wątpliwy. Istnieją zresztą przypuszczenia, że to właśnie z tego powodu 10 stycznia trybunał postanowił otworzyć przewód na nowo. Wówczas bowiem do składu taka osoba została włączona. Mowa o Mariuszu Muszyńskim, którego wraz z Henrykiem Ciochem oraz Lechem Morawskim nie dopuszczał do orzekania poprzedni prezes TK Andrzej Rzepliński. Jego decyzja miała oparcie w orzecznictwie TK, w myśl którego poprzedni Sejm w prawidłowy sposób obsadził trzy wakujące stanowiska. Innymi słowy, obecna większość sejmowa nie miała prawa wybierać w grudniu aż pięciu sędziów TK, bo trzy miejsca były już zajęte.

Możliwe ruchy

Pojawia się pytanie, co będą mogli zrobić pełnomocnicy reprezentujący przed TK swoich klientów, w sytuacji gdy w składzie, który będzie rozpatrywał ich sprawę, znajdzie się chociażby jedna z tych trzech osób.

W ocenie dr. Zalasińskiego w takiej sytuacji trzeba będzie wnosić o ich wyłączenie. Jak bowiem zaznacza, w przeciwnym razie orzeczenie zostanie wydane w składzie nieznanym ustawie o TK. – Gdybym stanął przed TK, a jego skład budziłby wątpliwości, to, oczywiście po uzgodnieniu tego z klientem, również podjąłbym kroki zmierzające do wyłączenia ze składu orzekającego takich osób – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista z SWPS.

Eksperci jednak podkreślają, że nie należy tego zrobić na podstawie przepisów o wyłączeniu sędziego. – Te regulacje nie będą miały zastosowania, gdyż stosuje się je wobec sędziów, co w tym przypadku nie ma miejsca – zaznacza dr Zalasiński.

Jego zdaniem trafniejszym rozwiązaniem wydaje się zwrócenie się do TK z pismem procesowym wskazującym, że wyznaczony skład TK nie odpowiada wymaganiom ustawy, np. w składzie pięcioosobowym zasiada jedynie czterech sędziów. W piśmie tym powinna się znaleźć również prośba o wyjaśnienie statusu procesowego osób uczestniczących faktycznie w rozprawie w roli sędziów TK, mimo że zgodnie z powszechnie obowiązującym prawem nie są ani sędziami TK, ani wnioskodawcą, ani innym uczestnikiem postępowania.

Oczywiście wnioskodawcy mogą jeszcze, nie chcąc narażać się na późniejsze ewentualne problemy prawne, po prostu wycofać swoje skargi czy też wnioski z TK. I część już zapowiada, że takie rozwiązanie być może będzie wchodziło w grę.

– Jeżeli sprawa, którą zainicjowaliśmy przed TK, będzie miała być rozpatrywana w składzie budzącym wątpliwości, to oczywiście rada bardzo dokładnie rozważy, czy należałoby wniosek wycofać, czy też lepiej będzie podczas rozprawy prezentować swoje wątpliwości co do statusu osób biorących udział w orzekaniu. Ale musi to być poprzedzone decyzją całego organu – mówi Waldemar Żurek, członek KRS. Obecnie w trybunale czeka na rozpatrzenie kilka wniosków rady. Jak dotąd KRS w milczący sposób sprzeciwia się nowym porządkom w trybunale.

– Po prostu nie wnosimy nowych spraw, choć w normalnych warunkach zapewne rada zakwestionowałaby przed TK chociażby przepisy o oświadczeniach majątkowych sędziów – kwituje Żurek.