Istnieje też niebezpieczeństwo, że podmioty te, wraz z dokumentami dotyczącymi sprawy, która toczy się przed trybunałem, będą mogły otrzymać także akta niektórych spraw sądowych.

– A przecież w nich są dane wrażliwe. To mogą być np. informacje o orientacji seksualnej, wyznawanej religii czy też o stanie zdrowia stron postępowania. I one nie powinny być udostępniane osobom postronnym – zaznacza sędzia Waldemar Żurek, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.

Potencjalne zagrożenie

Całemu zamieszaniu winny jest art. 73 ust. 2 ustawy o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym (Dz.U. z 2016 r. poz. 2072). Zgodnie z nim prezes trybunału, w szczególnie uzasadnionych przypadkach i po uzgodnieniu ze składem orzekającym, może zezwolić na wydanie akt sprawy sądom lub „innym organom władzy publicznej”. Prezes zastrzega przy tym obowiązek niezwłocznego ich zwrotu po wykorzystaniu oraz „może określić termin, na jaki akta są wydawane”.

Eksperci krytykują przepis przede wszystkim ze względu na jego niedookreśloność.

– Tak naprawdę przecież nie wiadomo, na jakim etapie postępowania organ może się zwrócić o akta do trybunału, co wówczas się dzieje ze sprawą, która się toczy, w jakim celu można żądać akt i czy organ musi w jakikolwiek sposób uzasadniać potrzebę ich uzyskania – wylicza dr Ryszard Balicki, konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego niepokój budzi również bardzo szeroko zakreślony krąg podmiotów, które według ustawy mogą występować do TK z takim żądaniem (patrz: grafika).

Podobne wątpliwości ma dr hab. Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Choć akta spraw toczących się przed TK są jawne, to jednak czym innym jest udostępnianie ich w siedzibie trybunału, a czym innym wydanie ich na zewnątrz. W tym momencie przecież trybunał będzie tracił kontrolę nad tym, co się będzie z aktami działo. Nie będzie również wiedział, w jaki sposób są one wykorzystywane – zauważa konstytucjonalista.

To wszystko powoduje, że wyłom od zasady, zgodnie z którą TK nie wydaje akt sprawy, może nieść spore niebezpieczeństwo także dla stron występujących przed trybunałem.

– Dotyczy to skarg konstytucyjnych, które są wnoszone przez indywidualne osoby. One bowiem muszą opisać stan faktyczny spraw i bardzo często załączają dokumenty zawierające informacje, które nie powinny być ujawniane przedstawicielom innych władz – zauważa sędzia Żurek.

Obawy studzi jednak Dorota Szubielska, radca prawny z kancelarii Radzikowski, Szubielska i Wspólnicy.

– Przedstawienie stanu faktycznego w skardze konstytucyjnej jest zazwyczaj lakoniczne. TK nie jest przecież sądem faktów, a sądem nad prawem – zauważa mecenas.

Największe potencjalne niebezpieczeństwo kontestowany przepis niesie jednak w przypadku pytań prawnych. Do nich bowiem dołączane są całe akta spraw sądowych.

– Przepis nie mówi nam, w jakim celu organ władzy publicznej będzie mógł wykorzystywać przekazane mu dokumenty. Istnieje więc potencjalne ryzyko, że po akta sięgnie np. przedstawiciel służb specjalnych po to, aby tworzyć przydatne mu w pracy profile obywateli czy też integrować dane ich dotyczące – zauważa dr Piotrowski.

Sędzia Żurek również widzi takie zagrożenie. – Wyobraźmy sobie, że z tego uprawnienia korzysta szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego. I wraz z aktami sprawy toczącej się przed TK otrzymuje dokumenty np. sprawy rozwodowej. A to przecież kopalnia wiedzy, którą można później wykorzystać w celu np. niedopuszczalnego prowokowania obywatela do popełnienia przestępstwa – podaje przykład sędzia Żurek.

Jak jednak zaznaczają eksperci, to tylko domysły. Przepis bowiem jest tak bardzo ogólny, że trudno dziś ocenić, jak wielkie zagrożenie niesie.

– Wszystko będzie zależało od tego, w jaki sposób będzie on wykorzystywany w praktyce – zaznacza Ryszard Balicki.

A Ryszard Piotrowski podkreśla, że decyzje co do tego, komu, na jakich zasadach, kiedy oraz w jakim celu akta będą udostępniane, pozostawiono w dyskrecjonalnej władzy prezesa TK oraz składu orzekającego.

Wbrew orzecznictwu

Krytykowany przepis można również uznać za idący pod prąd dotychczasowemu orzecznictwu trybunału. Wystarczy podać przykład głośnego orzeczenia, w którym to trybunał zakwestionował przepis prawa o ustroju sądów powszechnych pozwalający ministrowi sprawiedliwości ściągać do resortu akta każdej sprawy sądowej (sygn. akt Kp 1/15).

Wówczas to TK stwierdził m.in., że „możliwość żądania akt sprawy sądowej, a tym samym zapoznania się z wszystkimi informacjami dotyczącymi okoliczności poszczególnej sprawy, w szczególności przed jej rozstrzygnięciem, stanowi zagrożenie dla zewnętrznego postrzegania sądu orzekającego w konkretnej sprawie jako bezstronnego organu”. Trybunał podkreślał, że z punktu widzenia obowiązku zapewnienia sędziemu gwarancji niezawisłości niedopuszczalna jest sytuacja, w której organ władzy wykonawczej ma możliwość zażądania akt sprawy sądowej.

– Przepis, który pozwala wydawać akta spraw toczących się przed TK, także otwiera drogę do wywierania presji na prezesa TK oraz innych sędziów będących w składzie orzekającym. Nie określa on bowiem, jaki ma być zakres akt, które będą mogły zostać wydane. Czy będą tam np. projekty rozstrzygnięcia, jakie zamierza podjąć trybunał? Jeżeli tak, to z całą pewnością niezawisłość sędziowska będzie zagrożona – kwituje dr Piotrowski.

Poza tym, jego zdaniem, przepis można potraktować również jako niezgodny z konstytucyjną zasadą, w myśl której sądy są władzą odrębną i niezależną od dwóch pozostałych.