Od 18 maja 2015 r. przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym skutkuje zatrzymaniem dokumentu na trzy miesiące. Jeśli w tym czasie kierowca wsiądzie za kółko, okres ten zostaje wydłużony do pół roku. Zgodnie z zamysłem ustawodawcy proces wymiany informacji pomiędzy policją lub Głównym Inspektoratem Transportu Drogowego i starostami miał być automatyczny. Czyli organ kontroli stwierdza przekroczenie prędkości i umieszcza informację w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, a system zawiadamia starostę, że musi wydać decyzję o zatrzymaniu dokumentu. Kłopot w tym, że w momencie wejścia w życie przepisów o 50 km/h system CEPiK 2.0 jeszcze nie był gotowy (ma być dopiero 4 czerwca 2018 r.). Z przepisów przejściowych wynikało natomiast, że do momentu uruchomienia CEPiK-u starosta wydaje decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy na podstawie informacji o zatrzymaniu dokumentu.

Część starostw interpretowała przepisy literalnie. I jeśli policjant nie odebrał kierowcy prawa jazdy na drodze albo przekroczenie prędkości było zarejestrowane przez fotoradar, wówczas urzędy nie wydawały decyzji administracyjnej o zatrzymaniu dokumentu. Kierowcy szybko nauczyli się wykorzystywać nieudolność ustawodawcy. I w razie wpadki zapewniali funkcjonariuszy, że akurat nie mają przy sobie „prawa jazdy”. Co prawda oprócz mandatu za prędkość musieli jeszcze zapłacić 50 zł grzywny za jazdę bez dokumentu, ale z nadzieją, że na tym ich kłopoty się skończą.

W myśl nowelizacji, która wejdzie w życie 1 stycznia, do 3 czerwca 2018 r. podstawą wydania przez starostę decyzji będzie informacja o przekroczeniu prędkości o ponad 50 km/h lub o ukaraniu mandatem za takie wykroczenie.

– Dzięki wypełnieniu tej luki prawnej nie tylko niemożliwe będzie uniknięcie odpowiedzialności przez część kierowców. Ważniejsze jest to, że osoby będące w takiej samej sytuacji prawnej będą jednakowo traktowane – mówi Claudia Frendler-Bielicka, radca prawny z biura administracji i spraw obywatelskich w warszawskim ratuszu.

Choć nowe przepisy zaczną obowiązywać za kilka dni to już teraz patent na zapominalskiego kierowcę raczej nie pozwoli uniknąć zatrzymania prawa jazdy. Trzeba pamiętać, że od momentu stwierdzenia wykroczenia do wpłynięcia pisma do starosty upływają nawet dwa-trzy tygodnie. Wiadomość o przekroczeniu prędkości o ponad 50 km/h, które miało miejsce dziś, niemal na pewno trafi do urzędu po zmianie przepisów.

Natomiast osoby, które do tej pory uniknęły odpowiedzialności, mogą spać spokojnie. – Policja nie ma podstaw do powtórnego wysyłania informacji, a decyzje w sprawach zawiadomień pozostają tylko i wyłącznie w kompetencji starostów – mówi Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji. Z koli urzędnicy stoją na stanowisku, że wydawanie decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy na podstawie starych powiadomień byłoby działaniem prawa wstecz.