Wczoraj światło dzienne ujrzał zapowiadany przez rząd projekt ustawy o Narodowym Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego (NCRSO). Nowa instytucja przejmie wszystkie zadania związane z kształtowaniem III sektora w Polsce, czyli pożytku publicznego i wolontariatu. Dotychczas za zadania te odpowiadał jeden z departamentów Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Narodowe Centrum otrzyma także nowe zadania i uprawnienia, m.in. zostanie operatorem trzech ważnych z punktu widzenia NGO-sów funduszy: istniejącego już Funduszu Inicjatyw Obywatelskich (FIO) oraz dwóch, które dopiero zostaną stworzone: Funduszu Grantów Instytucjonalnych oraz Inicjatyw Edukacyjnych.

Działali źle?

W uzasadnieniu do projektu ustawy autorzy zmian rysują fatalny obraz społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Wskazują, że wskaźniki partycypacji obywatelskiej są na szarym końcu statystyk europejskich. Podważany jest dotychczasowy sposób dotowania organizacji pozarządowych. „Zachodzi uzasadniona obawa, że organizacje często korzystają z dotacji nie po to, by zgodnie z intencją ustawodawcy realizować cele społeczne, ale dla zabezpieczenia podstawowych potrzeb egzystencjalnych i własnego przetrwania. Tym samym brak środków na rozwój instytucjonalny łamie logikę obywatelskiego zaangażowania” – przekonują projektodawcy.

Remedium na te problemy ma być Narodowe Centrum. Jego roczne funkcjonowanie kosztować będzie 3,5–4 mln zł. Zostanie z tego sfinansowane m.in. zatrudnienie 29 osób, w tym 14 to obecni pracownicy Ministerstwa Rodziny.

Prezesa NCSRO na pięcioletnią kadencję powoływać będzie premier, pieczę zaś nad działalnością instytucji w imieniu prezesa Rady Ministrów sprawować będzie rządowy pełnomocnik ds. społeczeństwa obywatelskiego.

Obok prezesa działać będzie jeszcze rada (również z kadencją pięcioletnią). To reprezentanci PiS będą tam rozdawać karty, bo przedstawicieli w radzie mieć będzie prezydent RP, minister finansów (każdy po jednej osobie), premier (trzy osoby). Organizacje pozarządowe reprezentować będzie dwóch członków (ale wybranych przez Radę Działalności Pożytku Publicznego, która jest organem doradczym ministra pracy). Żaden parytet dla sejmowej opozycji nie jest przewidziany. Rada będzie wydawać opinie w drodze uchwał, bezwzględną większością głosów, w obecności co najmniej czterech członków.

W tym świetle pojawia się szereg wątpliwości o mechanizm przyznawania dotacji, choć utrzymane mają być konkursy i opiniowanie wniosków przez ekspertów. Ale nie jest pewne, jakich. Z ogólnikowych kryteriów wynika, że mają to być „wybitni przedstawiciele nauki i praktyki, mający doświadczenie w działaniach na rzecz społeczeństwa obywatelskiego, w tym eksperci zagraniczni”. Przy ocenie będą kierować się z góry określonymi w ustawie kryteriami, które jednak prezes NCSRO (wybrany z nadania politycznego) będzie mógł rozszerzyć. Tak przesiane wnioski zostaną zarekomendowane radzie zdominowanej przez członków wyznaczonych przez prezydenta RP i rząd. A w razie niezadowolenia z decyzji organizacja będzie mogła poskarżyć się... rządowemu pełnomocnikowi ds. społeczeństwa obywatelskiego.

Eksperci mają obawy

– Mechanizm jest tak skonstruowany, że niekoniecznie będzie służył wspieraniu różnorodnej działalności. Będzie miał na celu zwiększenie kontroli i przyznawanie dotacji podmiotom, których działania wpisują się w politykę aktualnego rządu – obawia się Filip Pazderski z Instytutu Spraw Publicznych. Jak dodaje, już dziś widoczne są przykłady organizacji czy fundacji, które niespodziewanie straciły dotacje od rządu.

Od kilku dni nie milkną kontrowersje wokół krakowskiej Fundacji Autonomia. Od lat jej projekty mają na celu eliminowanie stereotypów i uprzedzeń, także z uwagi na orientację seksualną. Po niezapowiedzianej kontroli resort rodziny cofnął dotację na jeden z dużych projektów wart 125 tys. zł w tym roku i 74 tys. w 2017 r. Urzędnicy twierdzili, że dopatrzyli się naruszeń zasad współpracy, ale jakich, tego nie wyjaśniają. Wcześniej środowiska prawicowe zarzucały fundacji promowanie idei LGBT i sugerowały, by resort Elżbiety Rafalskiej przyjrzał się bliżej krakowskiej fundacji.

Bez prekonsultacji

Magdalena Pękacka z Forum Darczyńców (związku niezależnych organizacji przyznających dotacje na cele społecznie użyteczne) przypomina, że pomysł powołania Narodowego Centrum praktycznie nie został skonsultowany z przedstawicielami III sektora. – Konsultacje zaczynają się dopiero teraz, gdy projekt został przygotowany. Nie rozumiem, dlaczego politycznie umocowana rada ma decydować o dotacjach – mówi.

Przedstawiciele PiS, jakkolwiek rozumieją obawy przedstawicieli III sektora, twierdzą, że jakaś forma rządowej kontroli organizacji musi być zachowana. – Wnioski powinny podlegać obiektywnej ocenie, a temu mają służyć rada i eksperci. Ale pamiętajmy, że chodzi o podział środków publicznych, dlatego rząd powinien mieć jakąś formę kontroli nad tym, gdzie one trafiają. Założenia projektu są takie, by pozwolić rozwinąć się społeczeństwu obywatelskiemu i NGO-som, ale w sposób bardziej racjonalny i transparentny niż dzisiaj – wyjaśnia poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk.