To będzie już szósty sędzia Trybunału Konstytucyjnego wybrany przez PiS w tej kadencji, ale biorąc pod uwagę orzecznictwo TK, dopiero czwarty, którego wybór nie będzie mógł być podważany pod względem formalnym. Nie oznacza to, że nie będzie kwestionowany. Zdaniem części komentatorów kandydatura Warcińskiego pozostawia sporo do życzenia (brakuje mu kwalifikacji do orzekania w sprawach konstytucyjnych).

Do czasu zamknięcia numeru nie były znane wyniki sejmowego głosowania nad kandydaturą Warcińskiego. Biorąc jednak pod uwagę to, że był on jedynym kandydatem, i to PiS, sprawa wydaje się przesądzona.

AKTUALIZACJA: Sejm podczas nocnego głosowania wybrał Marcina Warcińskiego na sędziego Trybunał Konstytucyjnego

Kim jest więc osoba, która ma zająć miejsce po prof. Andrzeju Rzeplińskim? Z informacji przedstawionych przez wnioskodawców wynika m.in., że Warciński ukończył Wydział Prawa i Administracji oraz Wydział Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego. Jest absolwentem prawa kanonicznego na UKSW i doktorem habilitowanym, a rozprawę habilitacyjną napisał z zakresu rzeczowego prawa cywilnego. Od grudnia ub.r. pełni funkcję dyrektora Biura Analiz Sejmowych.

Prawnicy, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że ta kandydatura jest słabsza niż wystawiane przez partie w latach poprzednich. Wystarczy przywołać takie nazwiska, jak Ewa Łętowska, Andrzej Zoll czy Marek Safjan. – Te osoby już wtedy, gdy szły do TK, mogły się pochwalić dorobkiem naukowym. Społeczeństwu znane były też ich poglądy, postawa. Profesor Łętowska pełniła przecież m.in. urząd rzecznika praw obywatelskich – wskazuje jeden z prawników.

Środowisko naukowe nie kryje zaskoczenia i dlatego, że PiS miał prawników, którzy byliby bardziej naturalnymi kandydatami na sędziów TK, np. Bogusława Banaszaka, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego, czy Kamila Zaradkiewicz, prof. Uniwersytetu Warszawskiego.

– Warciński to młody prawnik, który nie wyróżnił się niczym specjalnym. Dlaczego to akurat na niego postawił PiS? Może wykazał się wobec rządzących odpowiednią lojalnością – snuje przypuszczenia prof. Chmaj.

Michał Warciński jest autorem opinii przygotowanej na potrzeby Sejmu. Stwierdził w niej, że prezydent nie może powołać pięciu sędziów TK wybranych przez poprzednią koalicję PO-PSL. Bo kandydatów zgłosiło wyłącznie prezydium Sejmu, a ówczesna ustawa o TK stanowiła, że takie prawo przysługuje prezydium oraz grupie 50 posłów. „Reguła wykładni prawa nakazuje przyjąć, że spójnik »oraz« oznacza, że muszą być spełnione oba warunki” – pisał Warciński.

Eksperci uważają jednak, że wczorajszy wybór Sejmu nie będzie miał zbyt wielkiego znaczenia dla TK.

– Szykuje się bowiem kolejna odsłona wojny mającej na celu paraliż prac TK. Na horyzoncie rysuje się przecież problem dwuwładzy w trybunale – zauważa prof. Chmaj.

Chodzi oczywiście o to, kto przejmie stery w TK po 19 grudnia, kiedy odejdzie Andrzej Rzepliński. Zgromadzeniu ogólnemu jak dotąd nie udało się w sposób zgodny z prawem wskazać kandydatów na to stanowisko. Co prawda sędziowie TK zebrali się w tym celu, ale zabrakło quorum. Było ich dziewięciu, a ustawa wymaga co najmniej 10. Trzech, wybranych przez PiS, przedstawiło zwolnienia lekarskie. Mimo to wskazano trzech kandydatów na stanowisko prezesa TK (Marka Zubika, Piotra Tuleję i Stanisława Rymara). Jak później tłumaczył Andrzej Rzepliński, wybranych osób nie można traktować jako kandydatów zgromadzenia ogólnego. Prezydent Andrzej Duda dał do zrozumienia, że nie zamierza powoływać żadnego z nich na stanowisko prezesa TK. Wszystko więc wskazuje na to, że po 19 grudnia TK zawiadywał będzie wiceprezes Stanisław Biernat. Ale to może trwać tylko chwilę – prace nad ustawami, które wprowadzają nowe zasady dowodzenia w okresie „bezkrólewia”, są na ukończeniu. Z jednej z nich wynika, że dopóki zgromadzenie ogólne nie wybierze kandydata na prezesa, rządzić w TK będzie wybrana głosami PiS Julia Przyłębska.

Część konstytucjonalistów uważa, że taki zapis jest niezgodny z konstytucją. Według niej (pośrednio) naturalne jest, aby w takim okresie rządy przejął wiceprezes TK. Nowe regulacje przewidują też, że do obrad zgromadzenia ogólnego mają zostać dopuszczeni wszyscy sędziowie wybrani przez PiS, a więc także dwójka tych, którzy nie są dziś dopuszczani przez prezesa Rzeplińskiego. Gdyby tak się stało, sędziowie wybrani przez partię rządzącą (pięciu wyłonionych w listopadzie plus Michał Warciński) dysponowaliby taką siłą głosów, która pozwalałaby im wskazać swojego kandydata na prezesa TK. Ustawa, która czeka na podpis prezydenta, stanowi bowiem, że zgromadzenie przedstawia jako kandydatów na prezesa TK wszystkich sędziów, którzy w głosowaniu otrzymali co najmniej pięć głosów. 

Tusk bez poparcia PiS

Europarlament po raz czwarty w tym roku debatował wczoraj o sytuacji w Polsce. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans skrytykował władze w Warszawie, że nie wykonują rekomendacji Komisji Weneckiej. – Apeluję do rządu, by nie wprowadzał nowych przepisów, dopóki nie przeanalizuje ich Trybunał Konstytucyjny – mówił. – Ta władza wzięła się z demokratycznego mandatu, ale mandat mniej niż 20 proc. uprawnionych do głosowania nie usprawiedliwia kroczącego zamachu stanu – dodawał europoseł PO Janusz Lewandowski. – Decyzja o debacie na temat Polski jest bezsensowna, niesprawiedliwa, skrajnie stronnicza i niczym niepoparta – replikował Ryszard Legutko z PiS. Równolegle – jak podał RMF FM – rząd Beaty Szydło nie zamierza wesprzeć Donalda Tuska w staraniach o ponowną nominację na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Taką informację miał usłyszeć w Warszawie Joseph Muscat, premier Malty, która 1 stycznia obejmie przewodnictwo w Radzie UE. Wcześniej o swoich wątpliwościach, czy Tusk powinien zachować urząd, mówił „Polsce The Times” prezes PiS Jarosław Kaczyński.