W zeszłym tygodniu Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło propozycje zmian w przepisach dotyczących ścigania gwałtu. Według projektu do wszczęcia postępowania będzie wystarczyło złożenie przez ofiarę zawiadomienia na policji o popełnieniu przestępstwa, bez konieczności składania wniosku w tej sprawie. Wniosek o ściganie będzie konieczny, kiedy zawiadomienie o przestępstwie złoży osoba trzecia. Chodzi o ochronę ofiary przed prowadzeniem postępowania wbrew jej woli. Ofiara mam mieć też prawo do odmowy złożenia zeznań.

Obecnie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa to zgłoszenie go na policję, zaś wniosek jest odrębną decyzją złożoną do protokołu, w której wyrażona jest chęć ścigania tego przestępstwa.

Propozycje MS krytycznie ocenia Grzegorz Wrona, prawnik dyżurujący w Punkcie Informacyjno Konsultacyjnym Warszawa Śródmieście.

PAP: Dlaczego uważa Pan, że zmiany proponowane przez resort nie są dobrym rozwiązaniem?

Grzegorz Wrona: Ponieważ wciąż to osoba pokrzywdzona będzie decydowała o tym, czy będzie się toczyło postępowanie karne.

Gdyby proponowane zmiany weszły w życie oznaczałoby to, że jeżeli ofiara gwałtu sama uda się na komisariat i złoży zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, nie będzie musiała składać wniosku o ściganie. Jeżeli jednak ja, jako konsultant, złożę takie zawiadomienie, to ofiara będzie musiała złożyć wniosek o ściganie sprawcy. Zatem bez jednoznacznego wyrażenia woli ze strony osoby pokrzywdzonej nie będzie można prowadzić postępowania. W mojej ocenie takie rozwiązanie niewiele (o ile cokolwiek) zmieni. Nie jest bowiem problemem zmuszanie osób zgwałconych do uczestniczenia w postępowaniu przygotowawczym, ale przypisanie im odpowiedzialności za jego wszczęcie.

 Dlaczego w Pana ocenie to właśnie jest największą barierą?

 Jeżeli osoba zgwałcona decyduje o tym, czy postępowanie karne ma się toczyć, to wszelkie negatywne skutki dotyczące sprawcy, jego rodziny, a także rodziny osoby pokrzywdzonej, obarczają właśnie ją. Jeżeli natomiast zawiadomienie składa instytucja lub wszczyna prokurator, to nie można mieć o to pretensji do osoby pokrzywdzonej. Nie może ich mieć również sam sprawca, co dla ofiar nie jest bez znaczenia.

 Czego jeszcze obawiają się ofiary gwałtu?

 Przede wszystkim sprawcy. Jako prawnik w Punkcie Informacyjno-Konsultacyjnym (od 2006 r.) zetknąłem się z kilkunastoma przypadkami zgwałcenia. Wśród sprawców byli: mężowie, konkubenci, brat, przełożeni, sąsiad, koledzy, osoby nieznane pokrzywdzonej. W każdym przypadku ofiara musiała podjąć decyzję, czy zgłaszać się na policję i złożyć zeznania. Jeżeli sprawca mieszkał razem z nią lub w inny sposób była ona od niego uzależniona, strach był głównym problemem. Jeżeli jednak dostała wsparcie od osób bliskich np. rodziców, rodzeństwa, dzieci, ta obawa już nie była tak silna.

Drugim elementem, którego się obawiają ofiary to uczestniczenia w postępowaniu karnym. W internecie krążą legendy o tym jakich upokorzeń doznają osoby zgwałcone, w jaki sposób trzeba udowadniać, że zostało się zmuszonym do kontaktu seksualnego. Przede wszystkim jednak nikt nie może dać ofiarom gwarancji, że sprawca zostanie ukarany. Z jednej strony poczucie krzywdy jest tak silne, że nie można na co dzień funkcjonować. Z drugiej - po zgłoszeniu sprawy wcale nie musi być lepiej.

Jeśli udaje się namówić osoby pokrzywdzone do zgłoszenia się na komisariat, to, co dzieje się dalej, zależy od podejścia funkcjonariuszy policji. Jeżeli ofiary spotkają się z informacją: "Nie musi Pani składać wniosku, jeśli Pani nie chce, nie będziemy się zajmować tą sprawą" lub od razu słyszą, że nie ma dowodów i nie ma sensu składać zawiadomienia, rezygnują z dalszych działań. Jeżeli jednak przedstawiciele policji zachowują się profesjonalnie i osoba pokrzywdzona również od nich dostaje wsparcie, dochodzi do wszczęcia postępowania.

Można więc powiedzieć, że rola policji jest w takich wypadkach kluczowa?

 Dla ofiary gwałtu policjant jest najczęściej pierwszym przedstawicielem Państwa. Jeżeli okazuje, że potępia zachowanie sprawcy i uważa, że powinna go spotkać kara, osoba pokrzywdzona postrzega go jako sprzymierzeńca. Może jednak dawać ofierze do zrozumienia, że to ona decyduje o tym, czy sprawa się będzie toczyć, a możliwość jej niewszczynania ma chronić ją przed dalszym cierpieniem.

Dla postawy ofiary jest bardzo istotne, czy ze strony Państwa otrzyma jednoznaczny sygnał, że należy ukarać sprawcę i w ten sposób ochronić ją oraz inne osoby, które mogą zostać przez niego skrzywdzone. Jeśli jednak ten sygnał będzie taki jak proponuje MS - "musisz się zgłosić sama i zawsze możesz odmówić zeznań" - to trzeba się liczyć z tym, że dla części pokrzywdzonych będzie to jednoznaczne z informacją: "ta sprawa to nie będzie dla ciebie nic miłego i jeśli chcesz, to nie musimy jej prowadzić".

Należy również wziąć jeszcze jedną okoliczność pod uwagę. Doświadczenie związane z prowadzeniem spraw o znęcanie wskazują, że sytuacje, gdy konsultant na prośbę osoby pokrzywdzonej składa zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, jednak ona ze strachu przed sprawcą lub w inny sposób przez niego zmanipulowana, odmawia składania zeznań przed policją.

W takiej sytuacji organ prowadzący postępowanie ma obowiązek zebrać cały materiał dowodowy i jeżeli jest on wystarczający, wnieść akt oskarżenia przeciwko sprawcy. Przyjmując propozycje MS w analogicznej sytuacji w przypadku gwałtu policja nie będzie mogła zbierać dowodów i oskarżyć sprawcy, jeżeli osoba pokrzywdzona nie złoży wniosku. Zatem skoro postuluje się wprowadzenie możliwości odmowy zeznań, to przynajmniej dajmy szansę zebrania innych dowodów i ukaranie sprawcy.

Wniesienie sprawy o zgwałcenie przez osobę pokrzywdzoną wymaga nadludzkiej odwagi i determinacji. Już samo zgłoszenie się na policję lub do tzw. pomagaczy jest dużym wysiłkiem. Bądźmy wsparciem dla takiej osoby i zróbmy wszystko, żeby jej pomóc. Nie nakładajmy na nią odpowiedzialności za wszczęcie sprawy karnej. Weźmy ją na siebie.