KATARZYNA WÓJCIK-ADAMSKA

Postulują państwo, aby prezesi sądów pochodzili z wyborów. Kto powinien wybierać sędziów?

CEZARY KAŹMIERCZAK

Prezesów sądów powinni wybierać obywatele. Jest kilka przyczyn ku temu. Przede wszystkim sędziowie pochodzący z wyborów byliby niezależni od władzy wykonawczej i władzy ustawodawczej. Poza tym obywatele mieliby prawo do głosowania na określoną politykę karną. Wybory oraz konieczne zmiany w procedurze zdopingowałyby sędziów do sprawniejszego rozpatrywania spraw. Zniknąłby problem przewlekłości postępowań. Czekanie na uzyskanie wyroku pięć czy osiem lat ma niewiele wspólnego z jakąkolwiek sprawiedliwością. Przewlekłość postępowań jest zmorą przedsiębiorców.

Czy to oznacza, że każdy mógłby zostać prezesem sądu?

Posłużę się przykładem Stanów Zjednoczonych. W Ameryce kryteria stawiane sędziom są różne. Kandydat na prezesa powinien na przykład wcześniej przez minimum pięć lat być sędzią. Prezes sądu nie byłby więc laikiem. Wcześniej musiałby skończyć stosowne studia i aplikację. W Stanach istnieje też możliwość zostania sędzią po odpowiednim stażu w zawodzie adwokata lub prokuratora. W niektórych stanach stosuje się również cenzus wieku. Oczywiście istotną kwestią jest też nieposzlakowana reputacja.

Na jakim szczeblu przebiegałyby wybory?

Wybory odbywałyby się według struktury sądów. Na prezesa sądu okręgowego głosowaliby wszyscy obywatele zamieszkujący dany okręg. Prezes dobierałby resztę sędziów w danym sądzie. Tu również koniecznym kryterium byłoby prawnicze wykształcenie. Stanowisko prezesa sądu byłoby kadencyjne. Reszta sędziów nie byłaby jednak zatrudniana na określony czas. Ich ścieżka kariery przebiegałaby jak dotąd.