DOBROMIŁA NIEDZIELSKA-JAKUBCZYK

Co może zrobić państwo polskie, żeby uniknąć sankcji, skoro Komisja Europejska zdecydowała się postawić Polsce przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości zarzuty związane z uprzywilejowaniem Skarbu Państwa wynikającym ze złotej akcji?

MICHAŁ ROMANOWSKI*

Tak długo, jak nie ma rozstrzygnięcia ETS, Polsce nic nie grozi. Problem kar pojawiłby się, gdybyśmy przegrali proces i nie chcieli wykonać wyroku. Na obecnym etapie obie strony muszą być traktowane jednakowo.

Tego rodzaju sporów z innymi państwami było już wiele, więc czy ich liczba nie stanowi argumentu, żeby zmienić wspólnotowe przepisy?

Wygrała tylko Belgia. Co więcej, problem dotyczy niezgodności polskiej ustawy z Traktatem ustanawiającym UE, a prawo pierwotne bardzo trudno się zmienia. Będziemy więc z jednej strony mieli problem dowodzenia, a z drugiej – interpretacji słusznych, podstawowych zasad Unii. To skutek tego, że na niepodległość wybiła się Komisja Europejska i Trybunał Sprawiedliwości, a każde państwo członkowskie musiało zrezygnować, przystępując do Wspólnoty z części suwerenności. Dziś organy ponadnarodowe mają w UE dużą swobodę interpretacji ogólnych zasad traktatowych.

Czy w razie przegranej trzeba będzie zmienić listę przedsiębiorstw pod szczególnym nadzorem, czy raczej ustawę o szczególnych uprawnieniach Skarbu Państwa?

To dwa problemy. Lista przedsiębiorstw była już ograniczana. Ważniejsza jest ustawa. Nasze rozwiązanie różni się od przyjętych w innych państwach. Jest próbą uniwersalnego rozwiązania dla różnych sektorów, do którego w rozporządzeniu krajowym dodaje się listę spółek o istotnym znaczeniu dla bezpieczeństwa publicznego.

W takim razie nie będzie można zakazywać zarządom spółek ze strategicznej listy nawet zmiany profilu działalności lub przeniesienia siedziby za granicę czy likwidacji przedsiębiorstwa?

Moim zdaniem nie warto przywiązywać nadmiernej wagi do tych regulacji, ponieważ w praktyce nie chronią interesów Skarbu Państwa. One nie bronią przed wrogim przejęciem, a jedynie ograniczają możliwość dokonywania pewnych czynności przez akcjonariuszy, którzy chcą przejąć spółki o strategicznym znaczeniu nie z pobudek ekonomicznych, a tylko politycznych. No bo jeśli przysłowiowa spółka z Rosji przejęłaby PKN Orlen czy Lotos, to mogłaby realizować politykę ograniczającą bezpieczeństwo paliwowe Polski. Tu nie decydowałby rachunek zysków i strat. Dowodem na to, że ustawa z 2005 roku nie zabezpiecza kontroli państwa nad strategicznymi spółkami może być to, że wszędzie, gdzie istnieje konieczność ochrony, poszukuje się innych instrumentów, typowych dla prawa handlowego. W Lotosie np. Skarb Państwa utrzymuje ponad 50 proc. udziałów. To świadczy i o rozsądku, i o racjonalnym odczytaniu możliwości wynikających ze spornej ustawy. A w niedawno ogłoszonej strategii prywatyzacyjnej państwo rozważa zejście poniżej 50 proc. udziałów w kliku spółkach, wskazując, że sposobem na zachowanie kontroli jest rozwiązanie takie jak w Orlenie. Tam mimo praw własności do nieco powyżej 25 proc. kapitału akcyjnego, SP dzięki odpowiednim zapisom statutu zachowuje kontrolę nad korporacją. Dlatego uważam, że nie ma sensu walczyć o bezużyteczne przepisy.

Tym bardziej że narusza ona moim zdaniem Traktaty ustanawiające WE. Uważam, że stanowisko ETS, dotyczące bezpieczeństwa energetycznego państw członkowskich, powinno ulec zmianie. Trybunał nie dostrzega, że w tym sektorze względy polityczne odgrywają najistotniejszą rolę. Państwa UE powinny mieć możliwość stosowania instrumentów ochronnych, jeżeli jest to uzasadnione.

* Michał Romanowski, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, adwokat w kancelarii Romanowski i Wspólnicy