Mamy niezłą ustawę o tworzeniu aktów normatywnych, która zlikwidowała ostatni, tak krytykowany mechanizm tworzenia prawa w resortach. Ale Rządowe Centrum Legislacji w ciągu pół roku przygotowało tylko trzy projekty ustaw. Dlaczego tak się dzieje?

Mam mieszane uczucia w tej sprawie. Jako przewodniczący rządowej Rady Legislacyjnej w latach 1999–2000 byłem jednym z twórców tego centrum. Nie w pełni ono się udało. W resortach powinny powstawać wyłącznie założenia, a w Rządowym Centrum Legislacyjnym założenia przybierają postać normatywną. Następnie projekt ustawy kierowany jest do konsultacji z resortem i Radą Legislacyjną. Każdy projekt powinien przechodzić przez Centrum Legislacyjne.

Nawet poselskie projekty ustaw?

To była inna koncepcja utworzenia Krajowej Rady Legislacyjnej, która obsługiwałaby zarówno parlament, jak i rząd.

Miesiąc temu trzej byli prezesi Trybunału Konstytucyjnego zaprezentowali opinii publicznej projekt zmian w konstytucji. Od tego czasu nie słyszeliśmy żadnych reakcji polityków na te propozycje. Czy pan profesor nie zamierza lobbować w tej sprawie posłów lub senatorów?

Nasza inicjatywa została jednak zauważona. Wczoraj ja i Jerzy Stępień spotkaliśmy się z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim w tej sprawie. Mamy również spotkanie z marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem. Ponadto 21 października Kancelaria Sejmu organizuje konferencję poświęconą problemom zmian w konstytucji.

Myśli pan, że nie są to tylko kurtuazyjne gesty?

Więcej nie jesteśmy w stanie zrobić. Prezes Stępień zwrócił się do kancelarii prezydenta o zapoznanie się z projektem konstytucji i nie dostał żadnej odpowiedzi. Także wczoraj rozmawialiśmy o zmianach ustawy zasadniczej z obecnym prezesem Trybunału Konstytucyjnego Bogdanem Zdziennickim. Myślę, ze propozycja stanie się powodem poważniejszej debaty publicznej.

Słyszałam od jednego z posłów partii rządzącej, że projekt zmian w konstytucji wzmacniający rolę premiera nie leży w interesie obecnego prezydenta ani też żadnego z kandydatów w wyborach w 2010 roku.

Nam chodziło właśnie o to, aby projekt nie był tworzony pod żadną opcję polityczną. Szło o to, że pozycja prezydenta jest obecnie niewłaściwie usytuowana. Podział władzy wykonawczej między prezydenta i rząd jest naszym zdaniem źródłem niepotrzebnych napięć i siła prezydenckiego weta praktycznie zmusza do uzyskania w parlamencie 3/5 głosów, aby je odrzucić. Ten mechanizm nie funkcjonuje sprawnie.

* Andrzej Zoll, profesor prawa karnego na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, były prezes Trybunału Konstytucyjnego i rzecznik praw obywatelskich