KATARZYNA ŻACZKIEWICZ

W kontekście ostatniej afery związanej z poprawkami do ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych wydaje się, że powinny powstać bardziej skuteczne przepisy lobbingowe, które nie pozostałyby tylko na papierze. Czy jest jakiś pomysł na rozsądne rozwiązanie tego problemu?

ANDRZEJ ZOLL

Kwestia lobbingu powinna być elementem dużego aktu prawnego, w którym uregulowana byłaby od początku do końca procedura legislacyjna. I jeden z rozdziałów zawierałby przepisy lobbingowe. Wywieranie wpływu przez organizacje biznesu musi być ściśle powiązane z procedurą legislacyjną. Jednak w obowiązującej ustawie o lobbingu znajduje się wiele dobrych koncepcji, które można by przenieść do tego aktu.

Jakie są to rozwiązania?

Na przykład możliwość udziału lobbystów w posiedzeniach komisji sejmowych. Niedobrze się dzieje, jeśli na sali jest więcej lobbystów niż posłów. W zasadzie przy uchwalaniu każdej ustawy powinno być wysłuchanie publiczne. Za rzadko wykorzystujemy tę formę debaty nad projektami ustaw. Osoby zainteresowane byłyby zapraszane i miałyby szanse wygłoszenia swoich racji. Tworzyłoby to jawną procedurę, bez zakulisowych gierek, które i tak by pewnie się odbywały. Nie łudźmy się, każda ustawa o znaczeniu gospodarczym będzie poruszała różne grupy nacisku. Część osób na niej straci, a inni zyskają.

Politycy i opinia publiczna jednak nie potrafią odróżnić, co jest działaniem legalnym, a co nielegalnym. Najlepiej pokazuje to reakcja na ostatnie tłumaczenia polityków.

To oznacza, że jest błąd w regulacji. Przepisy powinny jednoznacznie oddzielać te dwie sfery od siebie.

Oskarża się na przykład wiceministra Szejnfelda, że skierował do ministra finansów opinię o ustawie o grach losowych. A przecież właśnie temu służą konsultacje międzyresortowe.

Miał prawo wysłać opinię resortu gospodarki o projekcie, ale chodzi o niejasne motywy wycofania poprawki, która przysporzyłaby Skarbowi Państwa dochody.

Żadna ustawa nie jest w stanie tego rozwiązać?

Nie, nie jest w stanie, to jest problem polityczny.