PYTANIE

Czy w celu ochrony zdrowia pracowników pracodawca (A) może domagać się informacji o osobie zakażonej, zatrudnionej u innego pracodawcy (B), mającego siedzibę na tym samym piętrze biurowca, w sytuacji gdy pracownicy obydwu firm korzystają z tej samej jadalni? Czy zainteresowany pracodawca może żądać informacji, co to za osoba, aby następnie zidentyfikować, czy bywała ona w jadalni i z jakimi pracownikami tej firmy miała kontakt?

ODPOWIEDŹ

W zgodnej opinii ekspertów w takiej sytuacji, pracodawca A nie ma podstaw, by żądać, aby drugi pracodawca (B) ujawnił mu dane osoby zarażonej. Jak mówi dr hab. Arwid Mednis, wspólnik w kancelarii Kobylańska Lewoszewski Mednis, pracodawca firmy B nie może dowolnie zbierać tego typu danych o swoich pracownikach, a więc tym bardziej ich ujawniać pracodawcy A.
- Zgodnie ze stanowiskiem, jakie reprezentuje UODO, na zbieranie tego typu danych przez pracodawcę o swoich pracownikach każdorazowo wymagana jest wyraźna zgoda wojewódzkiego lub głównego inspektora sanitarnego - mówi dr hab. Arwid Mednis.
Podstawę do podjęcia takiej decyzji przez ww. isnpektorów dają przepisy specustawy o COVID-19. - Zgodnie z nimi GIS lub działające z jego upoważnienia państwowe wojewódzkie inspektoraty sanitarne są organem uprawnionym do wydawania pracodawcom m.in. decyzji nakładających obowiązek podjęcia określonych czynności zapobiegawczych lub kontrolnych i współdziałania z innymi organami administracji publicznej oraz organami Państwowej Inspekcji Sanitarnej - wskazuje Katarzyna Muszyńska, szefowa działu ochrony danych osobowych w LexDigital Sp. z o.o.
Tyle że wojewódzkie inspektoraty sanitarne stosują bardzo różną praktykę. Kilka z nich dawało zgody na zbieranie tego typu danych o swoich pracownikach, ale równie dobrze można spotkać się z odmową, mówią eksperci. W opisanej sytuacji obie firmy musiałyby wspólnie wystąpić o możliwość zbierania informacji przez pracodawcę B o jego pracowniku oraz na przekazanie ich pracodawcy A. W praktyce uzyskanie takiej zgody może okazać się bardzo trudne.
Jak dodaje dr hab. Arwid Mednis, oczywiście przekazanie informacji byłoby co do zasady dozwolone wtedy, gdyby ów pracownik sam wyraził na to dobrowolnie zgodę. - Przy czym przy pobieraniu tego typu zgód od pracowników należy zachować ostrożność. Może być to ryzykowne, gdyż, jak wskazuje orzecznictwo, w relacjach pracowniczych zgoda może być uznana za wymuszoną. Poza tym, zważywszy, że mamy do czynienia z informacją o stanie zdrowia, zgoda musi być wyraźna, np. na piśmie - podkreśla Arwid Mednis.
Zdaniem ekspertów brakuje obecnie przepisów, które pozwoliłyby pracodawcom skutecznie i natychmiast zadziałać w takich sytuacjach, by chronić swoich pracowników. Czy oznacza to, że pracodawca A jest całkiem bezsilny? Wiele wskazuje, że legalne pole do działania ma niewielkie. Pewnym rozwiązaniem może być przekazanie przez pracodawcę B informacji z dokładnym spisem, w jakich miejscach i o jakiej porze przebywał pracownik. Ale uwaga: pod warunkiem, że informacje te nie pozwolą na zidentyfikowanie konkretnej osoby. - Jeżeli bowiem można byłoby na podstawie owej listy wskazać konkretną osobę, to również będą to dane osobowe, a takich przekazywać nie można - zastrzega Arwid Mednis.
Z kolei Tomasz Osiej, prezes zarządu Omni Modo sp. z o.o., uważa, że z uwagi na nadzwyczajne okoliczności pracodawca A powinien ustalić w porozumieniu z pracodawcą B, czy osoba ta przebywała w biurze w sposób ciągły, czy stykała się z pracownikami obu firm i na ile powstało zagrożenie dla pozostałego personelu. Przykładowo może zapytać:
  • czy zarażony pracownik wykonywał pracę we wspólnym biurze w okresie ostatnich 14 dni, a jeśli tak, to w jakie dni;
  • czy korzystał z przestrzeni współdzielonej (jadalni, toalety itp.);
  • jaki jest przybliżony termin zakażenia oraz pojawienia się pierwszych objawów u tego pracownika;
  • czy udało się ustalić listę osób, z którymi kontaktował się bezpośrednio (jeśli takie kontakty były).
Jak dodaje Tomasz Osiej, uzasadnienie do poznania personaliów chorego może się pojawić tylko wtedy, gdy osoba ta potencjalnie nie skaziła całego obszaru wspólnego i wszystkich osób tam przebywających (np. przebywała tylko w określonych dniach i w ściśle wyznaczonym miejscu), a jednocześnie wiadomo, że bezpośrednio kontaktowała się z osobami zatrudnionymi u innego pracodawcy i nie możliwości ustalenia z którymi. Natomiast osoby zarządzające u tego pracodawcy (B), znając personalia zakażonego, mogłyby bez trudu ustalić listę osób mających kontakt z chorym. ‒ Podkreślić należy jeszcze raz, że ta sytuacja jest wyjątkowa, a zasadą jest działanie prewencyjne opisane powyżej, tj. bez ujawniania danych osobowych - mówi Tomasz Osiej.
Jeżeli zaś doszło do skażenia całego obszaru, to wówczas ujawnianie danych nie ma uzasadnienia, bo i tak całe biuro powinno przejść kwarantannę. ‒ Jeśli kontakty pomiędzy personelem obu pracodawców polegają na przebywaniu w tym samym biurze (a więc wdychaniu tego samego powietrza, korzystaniu ze wspólnych klamek, krzeseł, naczyń, przycisków windy, ekspresu do kawy, uchwytów lodówki czy zmywarki itp.) oraz mijaniu się w przestrzeniach wspólnych, to nie ma znaczenia, który konkretnie pracownik został zarażony wirusem, gdyż zagrożenie dotyczy wszystkich osób przebywających w danym biurze, a więc: personelu naszego, innych pracodawców, firm obsługujących, sprzątających, dostawczych, kurierskich, a także wszystkich klientów i gości odwiedzających wspólną siedzibę. Całe pomieszczenie musi przejść gruntowną dezynfekcję, a pracownicy, którzy przebywali w biurze w okresie ostatnich dwóch tygodni muszą trafić na kwarantannę lub w tryb pracy zdalnej - mówi Tomasz Osiej. ©℗
Oprac. JP