Dziennikarze nie mogą oprzeć reportażu jedynie na bezrefleksyjnie przyjętych materiałach otrzymanych z jednego źródła, na dodatek skonfliktowanego z bohaterem programu. Stwierdził tak w piątek Sąd Najwyższy. W efekcie TVN będzie musiał przeprosić w programie „Uwaga” właścicielkę domu opieki przedstawionego jako umieralnia.
Na początku 2013 r. do dziennikarki TVN odezwała się osoba, która poinformowała o nieprawidłowościach w jednym ze stołecznych domów opieki. Mówiła, że budynki są niedostosowane do potrzeb niepełnosprawnych. Dziennikarze nawiązali kontakt ze źródłem. To w pewnym momencie przekazało, że w placówce dzieją się o wiele gorsze rzeczy. Zaproponowało, że je nakręci ukrytą kamerą.
Źródłem okazało się małżeństwo: były pracownik domu opieki, który został z niego zwolniony za agresywne zachowanie, oraz pielęgniarka dalej w nim pracująca. To właśnie ona nakręciła film. Widać na nim było schorowanych ludzi przykutych do kaloryfera czy osoby leżące na samym prześcieradle na łazienkowych kafelkach.
Reklama
Reporterka „Uwagi” po zapoznaniu się z nagraniem poszła do domu opieki, długo rozmawiała z właścicielką. Zwiedzała placówkę, mogła porozmawiać z pacjentami. Ich opinie były różne, ale żaden z nich nie potwierdził tak nieludzkiego traktowania.
Wkrótce w telewizji ukazał się materiał. Zostały zaprezentowane przede wszystkim informacje niekorzystne dla właścicielki domu opieki. W programie dokonano anonimizacji, ale takiej, która pozwalała każdemu zainteresowanemu bez trudu ustalić, o jaki dom chodzi i kto jest właścicielem. Kilka tygodni później ukazał się kolejny materiał. Dziennikarze, powołując się na swoje źródła, stwierdzili, że prowadząca dom opieki umyślnie nie wzywa pogotowia do ciężko chorych pacjentów, licząc, że przeżyją oni w placówce do kolejnego okresu rozliczeniowego.

Reklama
Oburzona właścicielka zażądała przeprosin, usunięcia materiału z internetu oraz zadośćuczynienia. Sądy obu instancji przyznały jej rację.
Teraz niekorzystny dla TVN wyrok wydał Sąd Najwyższy. Jego zdaniem nie może być mowy o zachowaniu wymaganej od dziennikarzy staranności w sytuacji, w której ci kreują przerażający obraz, bazując na informacjach od osób, które były w konflikcie z właścicielką domu. Na dodatek przed emisją drugiego materiału założyły one konkurencyjną placówkę, o czym informowała reporterów negatywna bohaterka programu.
W ocenie SN dziennikarze mogli wyemitować film nagrany ukrytą kamerą. Ale powinni podejść do niego z dużą rezerwą.
– Nie można stawiać zarzutów najcięższego kalibru, wręcz kryminalnych, przy ślepym zaufaniu do informatora, który był w konflikcie. Doświadczenie życiowe nakazuje podejść do takich informacji z rezerwą, zweryfikować je dokładnie, czego w przedmiotowych materiałach zabrakło – uzasadniał sędzia SN Dariusz Dończyk.
Sąd zwrócił też uwagę na dziwną taktykę procesową stacji. Uznała ona wyrok sądu apelacyjnego w zakresie zapłaty 50 tys. zł zadośćuczynienia. W skardze kasacyjnej kwestionowała jedynie obowiązek publikacji oświadczenia i usunięcia materiałów. – To nielogiczne. Przecież uznając obowiązek zapłaty zadośćuczynienia, niejako przyznała, że nie tylko zachowanie było bezprawne, lecz także ponosi winę – spostrzegł sędzia Dończyk.
ORZECZNICTWO
Wyrok Sądu Najwyższego z 9 lutego 2018 r., sygn. akt I CSK 325/17.