W przekazach politycznych komuna chciała zniszczyć wszystko. I sądy, i notariat, i adwokaturę. Zlikwidowano notariat wprowadzony rozporządzeniem z 1933 roku i powołano państwowe biura notarialne. Adwokatów pognano do zespołów adwokackich. Jednak mimo 45-letnich rządów wszystkiego nie zniszczyła (prawdopodobnie ze względu na zakodowaną nieudolność).

Nastały czasy rządów PiS i PO. To już są sprawne partie i być może PO uda się zniszczyć sądownictwo, adwokaturę (radców) i notariat w drugiej kadencji sprawowania rządu. Minister Zbigniew Ziobro rozpoczął proces otwarcia zawodów prawniczych.

Jego następcy z PO nie mogli być gorsi i dalej i jeszcze szerzej otwierali. Polega to wyłącznie na zwiększeniu liczby aplikantów bez równoczesnego stworzenia warunków odpowiedniego przygotowania. Prowadzi do powolnego upadku zawodów prawniczych. Tak jest w adwokaturze.

Identycznie jest w notariacie. W 2009 roku, gdy minister Ziobro już dawno przeszedł do historii, na aplikację notarialną przyjęto ponad 1000 osób, co stanowiło około 50 proc. stanu notariuszy w Polsce.

Z majstrowania przy ustawie – Prawo o notariacie, minister Ziobro pozostawił notariatowi w spadku aplikanta pozaetatowego, to znaczy takiego, który raz w tygodniu praktykuje w kancelarii notarialnej i raz w tygodniu ma zajęcia teoretyczne.

Przed zmianami w prawie o notariacie wprowadzonymi za czasów ministra Ziobro aplikant był zatrudniony przez notariusza lub radę izby notarialnej, otrzymywał wynagrodzenie, pracował w kancelarii we wszystkie dni tygodnia i notariat był dla niego otwarty. Aplikacja nic go nie kosztowała.

Po zmianach aplikant płaci za aplikację, zwykle jest pozaetatowy, a więc nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia, a kancelarię widzi raz w tygodniu. Nabór w 2009 roku zaczął niszczyć dobrą aplikację notarialną, bowiem trudno nieobecnego aplikanta przygotować do prawidłowego wykonywania zawodu.

Dopływ kadr do notariatu powinien następować zasadniczo w drodze aplikacji i asesury. Ale do notariatu przechodzą także prawnicy z innych zawodów prawniczych. I chyba dobrze. Jednak ten przepływ powinien odbywać się pod szczególną troską samorządu notarialnego i ministra sprawiedliwości. Tak jednak nie jest.

Notariusza powołuje minister sprawiedliwości po zasięgnięciu opinii rady izby notarialnej. Z dumą podkreśla, że opinia rady nie jest dla niego wiążąca i bije po rękach, jeśli rada próbuje ustalić, czy kandydat daje rękojmię prawidłowego wykonywania zawodu.

Jeżeli kandydat spełnia warunki formalne, to chociaż by byłyby wątpliwości, czy daje rękojmię z uwagi na jego często poważne potknięcia zawodowe i pozazawodowe w wykonywanym wcześniej w innym zawodzie prawniczym, zawsze może liczyć na wsparcie ministra sprawiedliwości. Przy czym odpowiedzialność ministra kończy się z chwilą podjęcia decyzji o powołaniu.

Przykre jest to, że przy obniżającym się poziomie przygotowania do wykonywania zawodu notariat przestanie być „fabryką zaufania”. Odesłanie odpowiedzialności do ubezpieczenia cywilnego osoby wykonującej zawód jest brakiem szacunku dla ludzi, a często narażaniem ich na straty materialne.

Wolność to odpowiedzialność. Ta zasada dotyczy też deregulacji

Ograniczenie odpowiedzialności państwa do odszkodowania za szkody jest lekceważeniem jego obowiązków wobec społeczeństwa, a wypowiedź ministra Jarosława Gowina, iż „ryzyko klientów często da się zniwelować ubezpieczeniami OC”, prowokuje do życzenia panu ministrowi, aby ryzyko to wypróbował na sobie.