Eksperci nie kryją, że mamy do czynienia z jedną z najbardziej kuriozalnych spraw od uchwalenia obowiązującej konstytucji. Tak oczywiste pomyłki w procesie legislacyjnym nie zdarzają się często. A przypadki gdy ocenia je trybunał to ewenement. Sędziowie nie będą bowiem w ogóle analizowali merytorycznego kształtu przepisów, lecz skupią się wyłącznie na zastrzeżeniach formalnych.

Parlamentarny zwyczaj

Sprawa zaczęła się 14 sierpnia 2015 r. Wówczas w DGP opublikowaliśmy tekst „Sejm przez pomyłkę przegłosował złą ustawę”. Przedstawiliśmy w nim niecodzienny przebieg procesu legislacyjnego nad nowelizacją ustawy o kuratorach sądowych (druk sejmowy nr 3409 poprzedniej kadencji), który dostrzegł prof. Bogumił Szmulik. Na posiedzeniu Sejmu rozpatrywane były senackie poprawki. Art. 121 ust. 3 konstytucji stanowi, że uchwałę Senatu odrzucającą ustawę albo poprawkę zaproponowaną przez Senat uważa się za przyjętą, jeżeli Sejm nie odrzuci jej bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Marszałek Sejmu powinna więc spytać posłów, kto jest za odrzuceniem senackich poprawek. Małgorzata Kidawa-Błońska zapytała jednak, kto jest za ich przyjęciem. Parlamentarzyści nie dostrzegli jej przejęzyczenia i w efekcie – bazując na ściągach poselskich – zagłosowali niezgodnie ze swoimi intencjami. Sejm miał szansę naprawić swój błąd, zarządzając reasumpcję głosowania. Artykuł 189 ust. 2 regulaminu izby niższej stanowi jednakże, że wniosek o to można zgłosić wyłącznie na posiedzeniu, na którym odbyło się głosowanie. A wówczas błędu nikt nie dostrzegł.

Później jednak został popełniony kolejny błąd. Kancelaria Sejmu wysłała prezydentowi do podpisu nie ostatecznie uchwalony tekst ustawy, lecz wersję, którą Sejm chciał przyjąć. Posłowie PO tłumaczyli, że takie działanie Kidawy-Błońskiej odpowiadało duchowi prawa i było zgodne z parlamentarnym zwyczajem (patrz: grafika).

Inaczej uznała jednak i prokuratura, i prezydent Andrzej Duda. Ta pierwsza po naszym tekście wszczęła postępowanie wyjaśniające, czy któryś z funkcjonariuszy publicznych nie przekroczył swych uprawnień, co grozi karą nawet do pięciu lat pozbawienia wolności. Ostatecznie sprawę umorzono.

Prezydencki wniosek

Zareagował jednak również prezydent Andrzej Duda. Oburzony, że otrzymał do podpisu inny dokument niż rzeczywiście uchwalony przez Sejm, po raz pierwszy w swojej kadencji odmówił podpisania ustawy i zdecydował się skierować do trybunału wniosek o zbadanie zgodności z konstytucją przyjętych przepisów.

– W uzasadnieniu wniosku (do trybunału – red.) prezydent wskazał, iż analiza przebiegu procedury ustawodawczej w zakresie trybu rozpatrzenia przez Sejm poprawek senackich do przedmiotowej ustawy wzbudziła poważne zastrzeżenia co do dochowania konstytucyjnych standardów procesu legislacyjnego – informowała nas we wrześniu 2015 r. Kancelaria Prezydenta. Sam Andrzej Duda we wniosku zaznaczył zaś, że „mając na uwadze tak doniosłe wartości jak zaufanie obywatela do państwa oraz stanowionego przez nie prawa, a także obowiązek współdziałania Sejmu i Senatu w realizacji funkcji ustawodawczej, niezbędne jest, by prawo było uchwalane na podstawie procedury niepozostawiającej żadnych wątpliwości”.

Prezydent zarzucił ustawie niezgodność z art. 121 ust. 3 i art. 122 ust. 1. konstytucji Pierwszy przepis przytoczyliśmy wyżej. Drugi, czyli art. 122 ust. 1, stanowi, że po uchwaleniu ustawy marszałek Sejmu przedstawia uchwaloną ustawę do podpisu prezydentowi. W ocenie Andrzeja Dudy słowem kluczem w tym przypadku jest „uchwaloną”. Kancelaria Sejmu przesłała bowiem nie akt uchwalony, lecz ten, który jedynie izba uchwalić chciała, ale wskutek pomyłki tego nie uczyniła.

Twarde prawo, ale prawo

Stanowisko w sprawie zajął prokurator generalny. Jego zdaniem ustawa powinna wylądować w koszu z uwagi na niezgodność właśnie z art. 122 ust. 1.

– Przedstawienie przez marszałka Sejmu prezydentowi do podpisu ustawy w innej wersji niż uchwalona przez obie izby parlamentu jest dotknięte istotną wadą proceduralną – wskazuje w stanowisku skierowanym do trybunału zastępca prokuratora generalnego Robert Hernand. I uzasadnia, że z art. 7 konstytucji, który stanowi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, płynie oczywisty wniosek: marszałek Sejmu nie jest uprawniony do przesłania prezydentowi dokumentu innego niż uchwalił parlament. Nawet marszałek nie jest bowiem uprawniony, choćby znał rzeczywiste intencje posłów, do działania wbrew przewidzianej procedurze. Innymi słowy: dura lex, sed lex.

– Z wielkim zainteresowaniem wyczekuję wyroku trybunału. Sprawa rzeczywiście jest niezwykła – zapewnia dr Robert Kropiwnicki (PO). I wskazuje, że sędziowie staną przed trudnym zadaniem, gdyż będą musieli ocenić, czy przewagę ma litera prawa, czy też jego duch.

– Nadal uważam, że skoro intencje posłów były jednoznaczne, nie należy komplikować sytuacji. Ale oczywiście każdy wyrok trybunału przyjmę z pokorą – twierdzi parlamentarzysta.

Jeżeli trybunał podzieli zastrzeżenia prezydenta Dudy oraz prokuratora generalnego, będzie musiał uznać całą ustawę za niezgodną z konstytucją. To zaś rzeczywiście będzie duża komplikacja, szczególnie dla kuratorów sądowych. Oceniana dziś nowelizacja jest bowiem wykonaniem innego wyroku trybunału (sygn. U 2/14). Wówczas sędziowie uznali, że bez szybkiej zmiany przepisów znacząco utrudnione jest funkcjonowanie profesjonalnie zorganizowanych zespołów kuratorskich. Sami kuratorzy na nowe regulacje czekają zaś już od 10 lat.