Tymczasem przedłużający się kryzys jest na rękę wyłącznie Ministerstwu Sprawiedliwości, gdyż adwokatura przestała się całkowicie liczyć w debacie społecznej. Potrzeba więc woli, aby ten stan zamętu wreszcie zakończyć.

W ostatnich miesiącach nie brakuje spraw, w których powinien być słyszany mocny głos adwokatury. Nie widać końca kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Rządząca opcja uchwala coraz to nowe ustawy, co do których istnieje uzasadnione ryzyko nadmiernej ingerencji w prawa obywatelskie. Pojawiły się projekty aktów prawnych zmierzających wprost do podporządkowania sądów powszechnych władzy wykonawczej. Zmieniane są procedury sądowe. Samorządy, tak zawodowe jak i terytorialne, coraz poważniej obawiają się zakusów rządzącej opcji na swoją samodzielność. Ostatnio na poważnie rządzący zastanawiają się, czy nie odwołać urzędującego rzecznika praw obywatelskich, albowiem solą w oku władzy jest prezentowanie przez niego poglądów niemiłych rządzącym. W tej sytuacji wszędzie powinien być słyszany głos adwokatury, a w szczególności warszawskiej rady adwokackiej i jej dziekana. Stołeczna palestra jest najliczniejsza w kraju. Ma też największy budżet. Okręgowa rada adwokacka do pomocy w swoich działaniach ma 14 komisji. Przy Radzie działają też liczne koła i sekcje. Słowem nie brakuje ani chętnych, ani struktur, ani pieniędzy, aby zabierać głos w debacie w istotnych dla społeczeństwa sprawcach. Mimo to nic się nie dzieje od kwietniowych wyborów, tak jakby Rada uznała, że istnieje sama dla siebie.