Piotr Kardas / Media
W ramach sporu o model oceny konstytucyjności stanowionego prawa orzeczenie trybunału z 11 sierpnia 2016 r. (K 39/16) będzie miało znaczenie fundamentalne. TK znalazł sposób, by zgodnie z prawem ocenić kolejną ustawę „naprawczą” (z 22 lipca 2016 r. – Dz.U. poz. 1157) w okresie jej vacatio legis. Osądzenie jej przed wejściem w życie pozwoliło uniknąć orzeczenia na podstawie stosowanej bezpośrednio konstytucji (tak było w przypadku orzeczenia z 9 marca 2016 r. – K 47/15). Rozpoznanie sprawy na posiedzeniu niejawnym – jednym z dwóch sposobów orzekania (obok rozpoznania na rozprawie) i niewątpliwie dopuszczalnym ustawowo – bezspornie mieści się w kompetencjach TK. Stwierdzenie częściowej jedynie niekonstytucyjności kolejnej „ustawy naprawczej” to zaś dowód, że na płaszczyźnie orzeczniczej TK zachowuje pozycję bezstronnego i obiektywnego strażnika konstytucji.
Reklama

Reklama
W tych warunkach nieprzekonująco brzmią głosy tych, którzy zamiast merytorycznych argumentów potrafią zdobyć się jedynie na stwierdzenie, że możliwość zablokowania procedowania TK przez czterech sędziów to zbyt skomplikowana ustawowa nowość, by jej oceny dokonać na posiedzeniu niejawnym. Zagadnienia prawne dotyczące rozwiązań blokujących orzekanie były już przedmiotem rozstrzygnięć w orzecznictwie. Ugruntowaną konstytucyjną zasadą jest, by regulacje ustawowe gwarantowały sprawne działanie sądów, nie zaś uniemożliwiały orzekanie.
Postrzegając problem z tej perspektywy , nietrudno wskazać przepisy uznane w miniony czwartek za niezgodne z konstytucją. W grupie rozwiązań blokujących działalność orzeczniczą TK są to: (1) możliwość zablokowania orzekania na pół roku łącznie (art. 68 ust. 5-7), (2) obligatoryjne zawieszenie spraw w trybunale na pół roku i konieczność odraczania rozpraw (art. 84 i 85), (3) możliwość podjęcia decyzji o rozpoznaniu sprawy w pełnym składzie TK przez trzech sędziów, bez podania przyczyny (art. 26 ust. 1 pkt 1 lit. g), (4) zakaz rozpoznania spraw bez wymaganej ustawą obecności p prokuratora g generalnego (art. 61 ust. 6) oraz (5) nakaz rozpoznawania spraw według kolejności wpływu, bez względu na ich stopień skomplikowania (art. 38 ust. 3-6). W grupie rozwiązań podporządkowujących trybunał innym organom władzy i łamiących zasadę trójpodziału: (1) decyzja o publikacji orzeczeń TK w rękach premiera (art. 80 ust. 4) oraz (2) wspomniana możliwość blokowania TK przez prokuratora generalnego. Trzecia grupa rozwiązań niezgodnych z konstytucją to próba naprawienia ustawą dwóch wcześniejszych naruszeń konstytucji: (1) nakaz włączenia do orzekania sędziów wybranych z naruszeniem konstytucji przez Sejm obecnej kadencji (art. 90) oraz (2) nakaz publikacji niektórych tylko orzeczeń TK - z wyłączeniem orzeczenia z 9 marca (art. 89). Nawiasem mówiąc, ten ostatni przepis został już w praktyce wprowadzony w życie – wskazane w nim orzeczenia zostały opublikowane.
Za niezgodne z konstytucją uznane więc zostały regulacje nieskomplikowane i mało subtelne, mające spełniać oczywistą funkcję zablokowania i podporządkowania trybunału tak, by uczynić z niego politycznie usłużną fasadę; sąd niebędący sądem. Są one z oczywistych względów – wyeksponowanych we wcześniejszym orzecznictwie TK – niezgodne z konstytucją. Czy to na rozprawie, czy na posiedzeniu niejawnym, z prawnych bubli nie da się uczynić norm prawnych obowiązujących w zgodzie z konstytucją w spójnym systemie prawnym.
Pomysł na rozstrzygnięcie tej sprawy przez TK w okresie vacatio legis był finezyjny. Kontrastuje on z brakiem finezji rządzących, którzy przy pomocy niezbyt subtelnych pomysłów próbują zniszczyć sądownictwo konstytucyjne w Polsce. Nie mogą już jednak dłużej twierdzić, że problem wokół TK to naprawa błędów poprzedniego Sejmu.
Kolejna ustawa naprawcza jednoznacznie pokazuje podstawowy cel: „TK w obecnym kształcie trzeba zniszczyć”. I stanowiący prawo konsekwentnie trybunał niszczą. Ale muszą to czynić siłowo, z finezją agresora zarzynającego ofiarę tępym nożem... Im dłużej ten żenujący spektakl trwa, tym bardziej widać nieudolność i niekompetencję autorów kolejnych projektów oraz ich złe intencje, bez zażenowania już dziś prezentowane w wypowiedziach medialnych.
Aby stłamsić TK, rządzący znów będą musieli odmówić publikacji wydanego zgodnie z prawem wyroku. Z braku argumentów prawnych trzeba będzie personalnie zaatakować sędziów. Łatwo przewidzieć, że w medialnym przekazie znowu pojawią się twierdzenia o „wrogach suwerena”; zaatakuje się zarobki, powrócą twierdzenia o ich bizantyjskiej wysokości i populistyczne projekty odbierania wynagrodzeń, emerytur (stan spoczynku) oraz „przywilejów” (niezawisłość sędziowska). Zamiast „Bizancjum” powstanie „Konstantynopol” – dla swoich, podporządkowanych, bezwolnych i ładnie uśmiechających się do rządzących.
Ten spektakl dobitnie nakreśli mądrzejszej części społeczeństwa, do czego potrzebne są przywileje orzecznicze sędziów. Po co istnieje niezawisłość, gwarancje orzecznicze, przyzwoite zarobki. Nie dla sędziów są one stanowione, lecz dla społeczeństwa. Po to właśnie, by sprawy były rozstrzygane niezależnie od rządzących. Dla podkreślenia, że źródłem prawa nie jest wola polityków, fałszywie przez nich określana mianem „woli suwerena”, lecz konstytucja, ustawy oraz inne źródła wskazane w art. 87 ustawy zasadniczej. Wola polityków, cynicznie nazywana „wolą suwerena” czy „wolą ludu pracującego miast i wsi” – jak mówiono w 1947 r., tłumacząc , dlaczego w Konstytucji PRL z 1947 r. nie było miejsca dla Trybunału Konstytucyjnego – może mieć znaczenie wyłącznie w granicach wyznaczanych przez konstytucję. Czy wiedząc o tym rządzący będą skłonni do autorefleksji? Można wątpić. Jednak niezdolni do autorefleksji politycy – dzięki rozstrzygnięciu TK z 11 sierpnia – będą musieli na oczach społeczeństwa dopełnić aktu zniszczenia, pozbawiając trybunał sprawności, uprawnień, pieniędzy i obsadzając ludźmi według kryterium uległości, nie kompetencji. Nie pozostawiając żadnych złudzeń, jak bardzo politykom potrzebna jest niekontrolowana władza. Szkoda tylko społeczeństwa. Bo wola polityków wskazuje na takie ukształtowanie „nowego” TK, w którym to politykom sędziowie mają służyć, nie społeczeństwu.