W ostatnim czasie sądy wydały kilka orzeczeń wytykających pełnomocnikom, że wysyłają aplikantów do sądu wręczając im zamiast upoważnienia dla aplikanta do występowania przed sądem, substytucję zastrzeżoną dla adwokatów i radców prawnych (jak np. „Aplikant nie może być pełnomocnikiem substytucyjnym” wyrok opisywany w prawnik.pl 20 czerwca 2016 r.). To jednak wydaje się być powszechną praktyką. Pełnomocnicy źle robią?

Udzielenie aplikantowi adwokackiemu lub radcowskiemu dalszego pełnomocnictwa (substytucji) nie jest w postępowaniu cywilnym możliwe. Choć rzeczywiście, coraz rzadziej spotykam się z poprawnym tytułowaniem tej czynności prawnej i to zarówno przez adwokatów i radców prawnych, jak i sędziów.

Reklama

Ma to więc znaczenie?

To niebezpieczne zjawisko w języku prawniczym, jego uproszczenie i zubożenie. Żyjemy w erze emotikonów, coraz więcej osób postanowienia umowy nazywa zapisami, a pełnomocnictwa z angielskiego „poa” (od power of attorney). Mam świadomość, że w większości przypadków zawodowi pełnomocnicy, sędziowie używają jednej nazwy dla dwóch instytucji z pełną świadomością ich różnic. To mniejsze zło. Gorzej, jeśli to prowadzi do stosowania wspólnego szablonu dla dalszych pełnomocników procesowych oraz aplikantów. Zaznaczam, że mówimy w tym momencie o pełnomocnictwie procesowym.

Reklama

Bo aplikant może zastępować radcę prawnego lub adwokata wyłącznie na podstawie upoważnienia.

Tak. Substytutem radcy prawnego (i dalszym pełnomocnikiem strony) może być tylko adwokat lub radca prawny (art. 91 pkt 3 k.p.c.), ewentualnie prawnik zagraniczny. W kręgu pełnomocników procesowych stron, szczegółowo wymienionych w art. 87 k.p.c., nie ma aplikanta radcowskiego oraz adwokackiego. Sytuacja procesowa aplikanta oraz zawodowego pełnomocnika jest zróżnicowana. Legitymację aplikantów w postępowaniu przed sądami powszechnymi regulują ustawy ustrojowe – ustawa o radcach prawnych oraz ustawa o adwokaturze.

W uchwale z 28 czerwca 2006 roku, (sygn. akt III CZP 27/06) Sąd Najwyższy wskazywał też, że oprócz względów normatywnych, za oddzieleniem substytucji od zastępstwa przemawiają także racje systemowe i konstrukcyjne.

Oczywiście. Należy podkreślić, że udzielenie dalszego pełnomocnictwa powoduje, iż substytuta oraz stronę łączy taki sam stosunek, jaki łączy stronę i pełnomocnika. Wynikają z tego dalsze konsekwencje, zarówno procesowe (np. w zakresie doręczeń), jak i materialnoprawne (np. w zakresie odpowiedzialności obligacyjnej wobec mocodawcy). Inaczej jest w wypadku zastępstwa przez aplikanta. Zastępca nie uzyskuje statusu pełnomocnika procesowego, gdyż działa jedynie za pełnomocnika (w jego imieniu) i nigdy - jak substytut - nie wchodzi w jego miejsce. Zastępca zastępuje adwokata (radcę prawnego), który udzielił mu upoważnienia i jakkolwiek jego czynności wywołują skutek wobec strony, to jednak nie dlatego, że jest jej pełnomocnikiem, lecz dlatego, że działa w imieniu pełnomocnika. To podstawowe różnice, które winny znaleźć odzwierciedlenie w treści upoważnienia.

Jakie kłopoty mogą z tego wyniknąć?

W kategoriach precyzyjności języka prawniczego źle, pełnomocnicy postępują nieprawidłowo. Taka konfuzja pojęć może prowadzić do wielu błędów. To jest główne niebezpieczeństwo. Sytuacja, w której zostanie udzielone aplikantowi upoważnienie (mam na myśli treść dokumentu) i zostanie ono zatytułowane pełnomocnictwem substytucyjnym, to sytuacja dość prosta i sprowadza się do zasad wykładni, kwalifikacji czynności prawnych. Istnieją jednak niebezpieczeństwa, że aplikantowi zostanie udzielone nie upoważnienie, lecz pełnomocnictwo dalsze w rozumieniu art. 91 pkt 3 k.p.c., a to już umocowanie niezgodne z prawem i taka sytuacja rodzi określone konsekwencje.

No to idzie już taki aplikant z substytucją do sądu, a sąd dostrzega to od razu i mówi, że aplikant nie jest uprawniony do reprezentowania strony. To co ma zrobić aplikant?

To zależy. Należy stosować remedium odpowiednie do skali błędu. Istnieją dwie sytuacje, o których wspomniałem. Po pierwsze, takie umocowanie spełnia wszelkie przesłanki określone w ustawie o radcach prawnych albo ustawie o adwokaturze, lecz jest błędnie zatytułowane. Po drugie, możemy mieć do czynienia z pełnomocnictwem procesowym dalszym określonym przepisami k.p.c. To dobry test dla aplikanta. Przede wszystkim sam aplikant powinien skontrolować poprawność udzielonego mu pełnomocnictwa. To, że udzielił mu go jego patron lub zawodowy pełnomocnik nie oznacza, że aplikant może czuć się usprawiedliwiony. Aplikant obowiązany jest do znajomości podstawowych przepisów dotyczących jego uprawnień, ograniczeń oraz obowiązków. Jeżeli jednak do takiej sytuacji dojdzie przed sądem - jest kilka możliwości.

Jakie?

Aplikant może przyjąć to do wiadomości i w efekcie doprowadzić do niekorzystnych konsekwencji dla zastępowanego radcy prawnego albo adwokata i w konsekwencji dla klienta. Sąd może rozprawę odroczyć (co jest mniejszym złem) albo prowadzić dalej uznając, że niestawiennictwo pełnomocnika jest nieusprawiedliwione. Drugie wyjście - dyplomatyczne, aby uniknąć spierania się z sądem to wniosek o tymczasowe dopuszczenie. SN w wyroku z 8 grudnia 2011 roku , (sygn. akt IV CSK 172/11) potwierdził, że przepis ten ma zastosowanie do aplikantów. To jednak otwiera dyskusję, czy taka sytuacja spełnia przesłanki tymczasowego dopuszczenia. W końcu taka sytuacja jest świetną okazją na wykazanie się asertywnością, uporem i charakterem niezbędnym pełnomocnikowi procesowemu oraz wykazanie sądowi, że przedłożone oświadczenie woli, mimo błędnego tytułu, zawiera treść i jego wykładnia prowadzi do jednoznacznych wniosków. Przecież nie mamy do czynienia z legis actiones w postępowaniu legisakcyjnym, w którym pretor w fazie in iure oceniał, czy zostały one wypowiedziane poprawnie. W razie błędu odmawiał udzielenia ochrony procesowej. Nie możemy też zapominać, jaki jest cel postępowania cywilnego. Można zamienić go w grę polegającą na wypowiadaniu w określony sposób określonych formuł, ale w tym wszystkim ginie cel postępowania.

Sąd powinien przyjąć tę linię argumentacji, że liczy się treść oświadczenia zawartego w dokumencie, a ona jest jednoznaczna?

To zawsze zależy. Na pewno trzeba spróbować. Przecież o ważności udzielenia pełnomocnictwa czy upoważnienia nie decyduje tytuł składanego dokumentu, lecz treść zawartego tam oświadczenia woli. Co więcej takie oświadczenie woli też podlega wykładni, zgodnie z art. 65 kc., a to prowadzi do określonej kwalifikacji czynności upoważniającej. Jeżeli sąd nie będzie chciał z nami dyskutować to należy szukać innych rozwiązań. Ważne, żeby to rozwiązanie minimalizowało szkodę naszego klienta. Nie możemy się obrazić i trzasnąć drzwiami.

A co najgorszego może wydarzyć się przed sądem w takiej sytuacji?

Procedowanie bez umocowania może prowadzić do nieważności postępowania oraz niekorzystnych dla klienta konsekwencji. Skutkiem tego ostatniego będzie również odpowiedzialność aplikanta oraz pełnomocnika udzielającego upoważnienia.

Czy więc adwokatowi albo radcy z tego powodu, że sąd wskazał na nieważność postępowania w takim przypadku, może grozić odpowiedzialność odszkodowawcza ze strony klienta, albo kłopoty dyscyplinarne?

Nie mam wątpliwości, że niewłaściwe umocowanie aplikanta, skutkujące nieważnością postępowania, może stanowić podstawę do odpowiedzialności odszkodowawczej i dyscyplinarnej adwokata albo radcy prawnego oraz dyscyplinarnej samego aplikanta. To naruszenie obowiązku zachowania należytej staranności. Oczywiście, aby do takiej sytuacji doszło niezbędny jest łańcuch zaniechań. W sytuacji, gdy nasze upoważnienie zostanie zakwestionowane istnieje szereg działań, które taką sytuację mogą naprawić. Z kolei, jeśli nasze upoważnienie jest zgodne z prawem, to na takie orzeczenie uchylające przysługuje zaskarżenie do SN i takie rozstrzygnięcie należy skarżyć. Lepiej jednak zawsze oceniać to ryzyko z wyprzedzeniem i stosownie reagować.

Rozmawiała: Ewa Maria Radlińska