To, co rządzi sędzią na co dzień, siedzi w nim samym - pisze dr Agnieszka Damasiewicz.
Zagadka. Czego to definicja: „Wolność od własnych preferencji, wolność od arbitralności, wolność od emocjonowania się (ale nie od emocji), wolność od ignorancji i szczególna otwartość intelektualna”. Kto zgadł? Tak. To definicja wewnętrznej niezawisłości sędziego. Z akcentem na „wewnętrznej”. O „zewnętrznej” dyskutuje się sporo. Niekiedy ktoś zauważy, że „fetyszyzuje się instytucjonalne mechanizmy gwarantujące niezawisłość” przy jednoczesnym zapominaniu o integralności wewnętrznej sędziego (Ch.H. Franklin, „Behavioral factors affecting judical independence” [w:] „Judical independence at the crossroads: An Interdisciplinary approach” (red.) S.B. Burbank, B. Friedman, Londyn 2002 r., s. 149–152 [za:] D. Skrzypiński, „Władza sądownicza w procesie transformacji polskiego systemu politycznego. Studium politologiczne”, Wrocław 2009, s. 57). To, co rządzi sędzią na co dzień, siedzi w nim samym.
Weźmy pierwszy składnik definicji: „wolność od własnych preferencji”. Profesor Ewa Łętowska tłumaczy, na czym polega wartościowanie w sądzeniu: „stara anegdota prawnicza opowiada o tym, jak pewien sędzia, rozpatrując skargę na kobietę, która dolewała wodę do mleka, czyli je fałszowała, wymierzył jej najniższy możliwy wyrok, ale mieszczący się w widełkach kary. Pytany, dlaczego tak łagodnie ocenił ten czyn, stwierdził: bo sąd lubi chudy ser. To takie ludzkie zachowanie, ale w przypadku sędziego potrzebne jest w tej dziedzinie pewne wyczucie, zachowanie proporcji, a nie kierowanie się tylko upodobaniem” (E. Łętowska, „Rzeźbienie państwa prawa 20 lat później” w rozmowie z Krzysztofem Sobczakiem, wyd. Wolters Kluwer, s. 60).
Reklama
Czy to znaczy, że sędzia ma się uwolnić od siebie samego? To wygląda na psychicznie niebezpieczne. Od razu pojawi się dysonans poznawczy, czyli stan napięcia wynikający z „bycia za, a nawet przeciw”. Okazuje się jednak, że słynny cytat nie jest taki paradoksalny. Podam przykład. Pewien człowiek mówi do mnie: „Pani, jak urzędnik, może wydać decyzję, w której pisze jedno, a potem idzie na obiad z kolegą i mówi drugie?”. Ano może. W decyzji administracyjnej reprezentuje organ administracyjny i stosuje prawo. W pogawędce przy obiedzie reprezentuje siebie i praktykuje wolność przekonań. Można powiedzieć, że ów obiad oddziela człowieka w roli urzędnika od człowieka w roli siebie samego. Podobnie jak drzwi stanowiące element scenografii w teatrze oddzielają aktora od granej przez niego postaci. Michał de Montaigne, gdy został merem miasta Bordeaux, miał oświadczyć swoim wyborcom: „Pan mer i pan Michał Montaigne będą to zawsze dwie osoby” (Wojciech Wiercioch, „Księga anegdot świata”, Chorzów 2007, s. 173).
Wolność od własnych preferencji nie ma nic wspólnego z wyzbywaniem się własnych poglądów i odrywaniem się od własnego doświadczenia. Wolność od własnych preferencji, wbrew intuicji językowej, nie oznacza pozbawienia się czegoś, lecz dodanie sobie czegoś. Czego? Uwarunkowań społecznych, gospodarczych, kulturowych danego kręgu cywilizacyjnego (por. K. Gonera, „Niezależność i niezawisłość sędziowska jako podstawa państwa prawa. Wewnętrzna (intelektualna) niezależność sędziego” [w:] „Niezależność sądownictwa i zawodów prawniczych jako fundamenty państwa prawa. Wyzwania współczesności”, red. nauk. T. Wardyński, M. Niziołek, s. 90). Trybunał Konstytucyjny wskazał, że kwalifikacje zawodowe sędziego obejmują nie tylko znajomość prawa, ale m.in. także znajomość aktualnych, podstawowych problemów społecznych, gospodarczych i politycznych, rozwoju stosunków społecznych, a także ustalonych zwyczajów społecznych oraz zasad współżycia społecznego, rozumienia pojęcia interesu społecznego lub interesu społeczno-gospodarczego jako przesłanek wykładni funkcjonalnej (orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 24 października 2007 r. w ujęciu B. Bladowskiego [w:] B. Bladowski, „Metodyka pracy sędziego cywilisty”, s. 40).

Reklama
Nasuwa się pytanie, jak ma się zachować sędzia, kiedy społeczeństwo jest podzielone w jakiejś kwestii. Czy jego rolą jest poszukiwanie kompromisu, poddanie się woli większości, czy dokonanie własnej oceny, z oderwaniem się od ocen społecznych? W takim przypadku konieczna jest zgoda na powierzenie sędziemu dokonywania tej oceny, ponieważ nie istnieje powszechność ocen i nie jest możliwa absolutna obiektywizacja ocen (por. E. Rott-Pietrzyk, „Klauzula generalna rozsądku w prawie prywatnym”, s. 291). Obiektywizm wynika z własnego przekonania o tym, że coś jest obiektywne. Biorąc pod uwagę pluralizm moralny oraz fakt, że sędzia nie powadzi badań i nie dysponuje wynikami badań na temat wartości akceptowanych w społeczeństwie, musi odwołać się do obrazu tych wartości społecznych we własnych oczach.
Niezawisłość wewnętrzna sędziego to wolność od własnych preferencji, ale także wolność od arbitralności. Te dwie wolności nie są takie same. Pierwsza dotyczy rzeczywistych powodów podjęcia decyzji, a druga takiego uzasadnienia, by wyrok został zrozumiany. To nie wyrok ma naleźć aprobatę, lecz uzasadnienie jego wydania. Chodzi o to, by nie tylko orzec, ale także mieć chęć i umiejętność przekonania innych (por. E. Łętowska, „Rzeźbienie państwa...” op. cit., s. 42–43). „Wolność od arbitralności” przejawia się w jakości uzasadnienia orzeczenia sądowego.
Weźmy inny element definicji wewnętrznej niezawisłości sędziego: „wolność od emocjonowania się (ale nie od emocji)”. Skąd to rozróżnienie? Otóż badania z zakresu psychologii wskazują, że uszkodzenie ośrodka w mózgu odpowiedzialnego za emocje uniemożliwia podejmowanie decyzji. Antonio Damasio w książce „Błąd Kartezjusza” opisuje badania przeprowadzane na człowieku, który wskutek wypadku doznał uszkodzenia obszaru mózgu odpowiadającego za emocje. Niezwykłe było odkrycie, że ów człowiek stracił jednocześnie zdolność podejmowania decyzji. Nie przełomowych, życiowych, najważniejszych, ale także takich, które dotyczyły tego, na którą godzinę umówić się do lekarza. Dlatego nie można en bloc wyłączać udziału emocji w procesie podejmowania decyzji. Chodzi raczej o umiejętność kontrolowania tych emocji, które odpowiadają za uleganie wrażeniom i powierzchownym osądom lub zakłócają stabilność zachowania. O emocjach nie napiszę nic więcej, ponieważ chcę, aby wybrzmiało to jedno zdanie: „Brak emocji w sędzim uniemożliwiłby mu orzekanie”.
Kolejny element definicji wewnętrznej niezawisłości sędziego to wolność od ignorancji. „W czasie trwającej długo dyskusji rozmowa zeszła na temat sztuki, zapytany, co o tym sądzi, Tristan Bernard, dziennikarz, odrzekł: „Według mnie są trzy rodzaje ludzie: tacy, którzy nie znoszą Picassa, tacy, którzy nie cierpią Rembrandta, oraz tacy, którzy nigdy o nich nie słyszeli”. (W. Wiercioch, op. cit., s. 152]. Niezawisłość wewnętrzna jest powiązana ze szczególnym rodzajem pewności siebie, wynikającej z profesjonalizmu i wiedzy. „Na fachowca wysokiej klasy o ukształtowanych poglądach, znającego swoją wartość, kierującego się przyjętymi przez siebie zasadami, trudno jest wpłynąć” (K. Gonera, op. cit., s. 96).
Umiejętność stosowania przepisów do konkretnych przypadków wymaga nie tylko wiedzy prawniczej, ale także wiedzy z dziedziny, której dotyczącą fakty danej sprawy. Klauzule generalne i wszystkie elementy systemu otwierające prawo na rzeczywistość, w tym kulturę, technikę, wiedzę z różnych dyscyplin naukowych i dziedzin życia, uwzględniają to, że prawo jest zdarzeniem społecznym. Faktyczność społeczna prawa nie pozwala mu na wyizolowanie się. Musi być ono łączone z wiedzą na każdy temat, którego dotyczy orzeczenie. Dlatego istotnym elementem metody prawnika, a sędziego w szczególności, staje się umiejętność zdobywania wiedzy o faktach, na potrzeby stosowania prawa.
Gdy obserwuję sale sądowe, widzę, że są sędziowie, którzy, korzystając z tego, że mają na sali architekta, lekarkę czy przedszkolankę, dążą do tego, aby się dowiedzieć więcej o materii, w której ci są fachowcami. „Okoliczność, że sędzia ma wiadomości z danej dziedziny, nie zwalnia sądu od przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego (...), pozbawiałby (...) w ten sposób strony możliwości stawiania pytań i krytyki określonego poglądu. Własne wiadomości specjalne mogą tylko sądowi ułatwić ocenę opinii biegłego”, z drugiej strony „sąd nie jest związany opinią biegłego i powinien ją ocenić na równi z innymi środkami dowodowymi w ramach swobodnej oceny dowodów. Bezkrytyczne przyjęcie opinii biegłego prowadziłoby do możliwości rozstrzygnięcia sprawy przez biegłego, a nie przez sąd” (T. Ereciński [w:] T. Ereciński, J. Gudowski, M. Jędrzejewska, „Komentarz do kodeksu postępowania cywilnego, część pierwsza, Postępowanie rozpoznawcze”, t. 1, Warszawa 2003, s. 553). Wiedza własna sędziego pozwala mu oceniać opinie biegłych. Oczywiście sędzia, który orzeka w szerokim spektrum spraw, nie może specjalizować się w każdej dziedzinie wiedzy i życia, których dotyczy wydawane orzeczenie. Jednak musi zrozumieć materię, do której stosować będzie prawo.
Wolność od ignorancji nie jest tym samym co po prostu wiedza. Wolność od ignorancji to nie tyle nawet otwartość na wiedzę, co na dowiadywanie się. Można to określić mianem dociekliwości.
Na początku tego felietonu zacytowałam pogląd o fetyszyzowaniu instytucjonalnych gwarancji niezawisłości sędziego. Niektórzy czytelnicy, zwłaszcza sędziowie czy konstytucjonaliści, zapewne podskoczyli na krześle, wstrząśnięci. Dlatego chcę ich uspokoić – te gwarancje są ważne. Jednak możliwe jest istnienie niezawisłości bez zewnętrznych gwarancji. „Może ona być rezultatem odpowiednio wysokiej kultury wykonywania zawodu, w którą wpisana jest gotowość do odpierania wszelkich pozaprawnych nacisków, odpowiedzialności sędziów rozumiejących misję i charakter swojego urzędu, oraz sprzyjającego klimatu społecznego, w którym próby wpłynięcia na sędziów spotkają się z negatywną reakcją opinii publicznej i mediów, które jednocześnie żywią wobec sądów przekonanie, że te w sposób niezależny i niezawisły pełnią swoją funkcję. Ocena ta jest wzmacniana gotowością samego środowiska sędziowskiego do pozbywania się ze swego grona tych, którzy nie potrafią pełnić służby w sposób odpowiadający tym wysokim standardom” (D. Skrzypiński, op. cit., s. 118). Pora wytłumaczyć się z tytułu felietonu. Brzmi tak, jak brzmi, ponieważ treścią felietonu nie jest niezawisłość zewnętrzna, której gwarantem jest oczywiście konstytucja, ale niezawisłość wewnętrzna, której gwarantem jest sam sędzia.
Chociaż... przecież gwarantem jednej i drugiej jest przede wszystkim sam sędzia. Sam jeden, nie konstytucja, będzie musiał się uporać z każdą formą nacisku, także tego z zewnątrz. „Honoriusz Daumier – malarz i grafik – otrzymał list od pewnego wydawcy: »Jestem w posiadaniu zbioru skandalicznych historyjek, których jest pan głównym bohaterem. Zobowiązuję się nie publikować tego zbioru, jeśli otrzymam sto luidorów«. Odpowiedź brzmiała: »Chętnie doślę panu jeszcze kilka anegdot, które wzbogacą pańską kolekcję, tak, aby osiągnęła wartość pięciuset luidorów«” (W. Wiercioch, op. cit., s. 158).