Rośnie liczba badań prenatalnych zlecanych w razie podejrzenia wad płodu. To podstawa do przerwania ciąży z powodów medycznych. Wprowadzenie ustawy antyaborcyjnej może spowodować, że w Polsce będzie się rodzić więcej dzieci z poważnymi wadami. Eksperci są zgodni – wsparcie państwa dla rodzin z niepełnosprawnością jest minimalne.
Reklama
Badania prenatalne NFZ refunduje w kilku przypadkach: wysokiego ryzyka wady genetycznej w teście przesiewowym, wieku kobiety ciężarnej powyżej 35 lat czy też choroby genetycznej w rodzinie. W ostatnich pięciu latach blisko trzykrotnie wzrosła liczba kobiet wykonujących badania prenatalne. W 2010 r. było ich 36 tys., w zeszłym roku ponad 90 tys. W tym okresie wzrosły też wydatki na nie z 25 do 50 mln zł.

Reklama
Lekarze podkreślają, że to efekt wzrostu świadomości kobiet, ale i liczby kobiet po 35. roku życia decydujących się na pierwsze lub kolejne dziecko. Z danych GUS wynika, że w 2010 r. urodziły one 48,9 tys. dzieci, w roku 2014 (ostatnie dostępne dane) już 55,5 tys. A wraz z wiekiem rośnie liczba możliwych powikłań, wyższe jest też ryzyko niepełnosprawności, m.in. zespołu Downa.
– Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy kobiety otrzymują diagnozę: uszkodzenie płodu, mając prawo legalnie przerwać ciążę, najczęściej to robią – przyznaje ginekolog Grzegorz Południewski. Choć dla wielu to trudna decyzja, nie chcą i nie mogą wziąć na siebie takiego zobowiązania i odpowiedzialności jak opieka nad niepełnosprawnym dzieckiem.
Rosnącą liczbę legalnie wykonywanych aborcji z powodów wad rozwojowych wykrywanych m.in. dzięki badaniom prenatalnym potwierdzają też dane z resortu zdrowia. W 2002 r. przerwano 159 ciąż, w 2010 r. – 641, i wszystkie spowodowane właśnie wadami wykrytymi w ciąży. W 2014 r. liczba ta sięgała 977, z czego 927 było spowodowanych podejrzeniem złego rozwoju płodu.
– Dostęp do badań prenatalnych jest lepszy – przyznaje Karolina Więckiewicz, prawniczka z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. – Jednak nadal lekarze mają opory, by informować, że na podstawie tych badań kobiety mają wybór: urodzić lub przerwać ciążę. Ponadto badania często są wykonywane bardzo późno. Jedna z kobiet, która się do nas zgłosiła, miała wykryte wodogłowie u dziecka, podejrzewano rozszczep kręgosłupa. Lekarz nie pomógł w dokonaniu precyzyjnej diagnozy. Inna miała wykryte na standardowym badaniu w 12. tygodniu podejrzenie wystąpienia wady, na testy przesiewowe, a potem amniopunkcję została skierowana po kilku tygodniach. Wyniki były bardzo złe, ale nikt jej nie poinformował, że może to być podstawą do decyzji o aborcji, że ma wybór – opowiada prawniczka.
Badania prenatalne dają też możliwość udzielenia pomocy medycznej. Rośnie liczba operacji wykonywanych podczas życia płodowego. Robi się je przy rozszczepienia kręgosłupa z przepukliną oponowo-rdzeniową i przy wadach serca. To też wymaga szybkiej i precyzyjnej diagnozy.
Sytuacja może się zmienić. Zbierane są podpisy pod obywatelskim projektem ustawy wprowadzającej zakaz aborcji. Ten oprócz zakazu przerywania ciąży wykreśla też zapis dotyczący badań prenatalnych. Obecnie w ustawie o planowaniu rodziny wskazuje się, że organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego w ramach swoich kompetencji są zobowiązane zapewnić dostęp do informacji i badań prenatalnych, szczególnie kiedy pojawia się ryzyko. Autorzy projektu obywatelskiego zastępują badania wsparciem materialnym. „Organy administracji rządowej oraz samorządu terytorialnego, w zakresie swoich kompetencji [...], są zobowiązane zapewnić pomoc materialną i opiekę dla rodzin wychowujących dzieci dotknięte ciężkim upośledzeniem albo chorobą zagrażającą ich życiu, jak również matkom oraz ich dzieciom, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że do poczęcia doszło w wyniku czynu zabronionego” – stoi w projekcie.
Wejście przepisów ograniczających możliwość przerywania ciąży w przypadku wad płodu oznaczałoby, że liczba dzieci z niepełnosprawnością by rosła. Tymczasem szwankuje system opieki nad nimi. Według danych Komisja Europejskiej wydatki publiczne na opiekę nad osobami niesamodzielnymi stanowiły w 2010 r. 0,8 proc. PKB (na pomoc świadczoną w domu tylko 0,08 proc.). Tymczasem średnia unijna wynosiła trzy razy więcej – 1,8 proc. Na przykład w Danii na różne formy opieki przeznaczano 4,5 proc. PKB.
W Polsce opieka jest przerzucana na rodziny. System działa tak, że to najczęściej matki muszą zrezygnować z pracy i biorą opiekę na swoje barki. Przez lata otrzymywały miesięczny zasiłek w wysokości ok. 500 zł, potem 800 zł, od zeszłego roku wsparcie wynosi 1,3 tys. zł. To nadal bardzo niewiele.
Brakuje również wsparcia instytucjonalnego. – Efekt jest taki, że rodziny bardzo szybko czują się wypalone – zauważa dr Paweł Kulbicki ze Szkoły Głównej Handlowej, zajmujący się problemem niepełnosprawności.