Szpitale publiczne nie będą mogły stać się prywatne. Dotychczasowy właściciel będzie musiał zachować minimum 51 proc. udziałów, co oznacza w praktyce, że większość inwestorów w taki biznes nie wejdzie. Taką zmianę przewiduje projekt ustawy o działalności leczniczej skierowany w piątek po południu do konsultacji.

Zniesiony będzie też obowiązek przekształcania w spółki placówek, które przynoszą straty. Teraz właściciel miał do wyboru: wyrównać ujemny wynik lub zlikwidować szpital - inaczej automatycznie następowało będzie jego przekształcenie. Projekt przewiduje też, że z przekształconych w spółki szpitali, nawet jeśli 100 proc. udziałów należy do samorządu, nie będzie można wypłacać dywidendy.

Takie zmiany PiS obiecywał jeszcze przed wyborami. Choć niekoniecznie zyskają na nich pacjenci - bo wiele placówek bez dofinansowania ma problemy ze spełnieniem wymogów NFZ np. w zakresie bezpieczeństwa i wyposażenia sal operacyjnych. Propozycje MZ ostro krytykują samorządowcy, którzy uważają ograniczenie ich kompetencji za niezgodne z Konstytucją. Uwagi zgłaszali w czasie konsultacji założeń ustawy, ale jak dwa tygodnie temu informował jako pierwszy DGP - rząd przerwał prace nad założeniami i zaczął nad właściwym projektem regulacji.

Ustawa ma wejść w życie w ciągu zaledwie 14 dni od publikacji, więc będzie to terapia szokowa. Niewykluczone, że to reakcja na zapowiedzi części samorządów - głownie ze śląska, że chcą dokonać przekształceń oraz sprzedaży placówek zanim ustawa zacznie obowiązywać. Na razie jednak zapisy przewidują, że jeśli procedura zbycia udziałów już się rozpoczęła, nowe regulacje placówki nie obejmą.

Reklama

Są też nowe elementy, o których w założeniach ustawy nie było mowy. Mają na celu m.in. wzmocnienie kontroli właścicielskiej poprzez wprowadzenie zasady, że organ założycielski (powiat, miasto, województwo lub resort) będzie akceptować sprawozdania oraz plany finansowe placówek. Ponadto wszystkie szpitale zaczną przedstawiać swoje dane finansowe według jednego wzoru, o co od lat postulowali eksperci jak Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego.