Obniżenie ratingu Polski przez Standard and Poor’s nieoczekiwanie zaowocowało obniżeniem notowań giełdowych i w ogóle niemiłymi reperkusjami ekonomicznymi. Dziennikarze i komentatorzy zastanawiają się, czy agencja miała podstawy do takiej decyzji. Czy aby się nie pomyliła, zwłaszcza że inne agencje nie zmieniły swych ocen? Czy aby za tym nie kryje się jakaś zmowa? A jeśli tak, to jaka? A w ogóle co ma balonik do miodu, czyli jaki jest związek między kryzysem w Polsce, który dotyczy Trybunału Konstytucyjnego, a ratingiem dotyczącym perspektyw naszej prężnej i mającej się dobrze (choć ponoć niedawno w ruinie) gospodarki?
Otóż znam odpowiedź. To wszystko dlatego, że ktoś w S&P przeczytał świeżo wydane wspomnienia Aleksandra Mogilnickiego, polskiego prawnika, karnisty, który w 1924 r. został powołany na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego i którego sanacja się pozbyła jako zbyt mało układnego. A że autor wspomnień nie szczędził swym adwersarzom słów krytyki, można tam poczytać o różnych figielkach prawnych, kiedy to politycy niezbyt rzetelnie chcieli wykorzystać prawo. DGP przedrukował fragmenty tych pouczających memuarów. W przeciwieństwie do analityków z S&P u nas ani politycy, ani dziennikarze, łamiący sobie głowę nad złośliwością banksterów i ich akolitów, nie zechcieli wyciągnąć wniosków co do związków między przyczynami i skutkami. Istnieje bowiem związek, i to wcale nieodległy, między decyzją o obniżeniu ratingu a awanturą o Trybunał Konstytucyjny.
U Mogilnickiego czytamy: „Wysłany m.in. do Belgii nasz ówczesny minister skarbu już był się ułożył z konsorcjum banków belgijskich o dość znaczną pożyczkę na nie najgorszych warunkach – wszystko: suma, procent, terminy spłaty itd. było już ustalone. Chodziło tylko o zabezpieczenie, które Belgowie uznawali za niewystarczające i żądali lepszego. – Damy panom – powiedział minister – zabezpieczenie na pierwszym numerze hipoteki nieruchomości prywatnych, których wartość będzie wielokrotnie przewyższała sumę pożyczki. – W zasadzie moglibyśmy to przyjąć – odezwał się jeden z głównych bankierów – ale to będzie bardzo utrudnione, gdyż trzeba będzie uzyskać zgodę większej liczby osób, zrobić z nimi akty notarialne itp. – To jest zupełnie niepotrzebne; wydamy ustawę i na jej mocy hipoteka zrobi odpowiednie wpisy do ksiąg hipotecznych. – Jak to, bez zgody osób zainteresowanych? A przecież tam już muszą figurować jacyś dotychczasowi wierzyciele hipoteczni, którzy również musieliby wyrazić zgodę na ustąpienie pierwszeństwa. – Nic nie szkodzi. W ustawie umieścimy przepis, że istniejące obecnie wierzytelności przesuwa się na niższy numer, a panów pożyczka będzie na pierwszym numerze. Usłyszawszy to bankierzy skłonili się i wyszli bez słowa odpowiedzi. Minister zatrzymał jednego z nich i zapytał, co się stało. – Panie – odpowiedział zirytowany Belg – zajął nam pan mnóstwo czasu i w końcu zakpił sobie z nas. – Jak to? – Czyż pan nie rozumie, że jeżeli możecie wydać ustawę, przesuwającą wierzycieli na niższy numer hipoteki, to jutro nas tak samo, w drodze nowej ustawy przesuniecie na niższy numer. Pożyczka nie doszła do skutku”.