Zamiast komentować bieżące wydarzenia, wybiegnijmy myślami w przyszłość i zastanówmy się, dokąd mogą prowadzić ścieżki wytyczone przez obecną większość parlamentarną - pisze prof. Jerzy Pisuliński.
Listopad 2019 r. Zbiera się Sejm Rzeczpospolitej Polskiej. Większość zdobyły w nim partie będące dotychczas w opozycji oraz nowo utworzone ugrupowania nazywające siebie rewolucyjnymi. Prawo i Sprawiedliwość uzyskało wprawdzie 25 proc. miejsc w izbie, ale żadna z pozostałych formacji nie zgodziła się utworzyć koalicyjnego gabinetu, pomna doświadczeń ostatnich czterech lat rządów PiS.
Reklama
Większość wybiera nowego marszałka Sejmu i przewodniczących komisji spośród swoich szeregów. Na wniosek nowego marszałka zostaje zmieniony regulamin Sejmu tak, że pozbawia na posiedzeniach plenarnych prawa zgłaszania wniosków i zabierania głosu przez posłów Prawa i Sprawiedliwości bez zgody marszałka Sejmu. Próba zabrania głosu bez takiej zgody może zostać uznana za naruszenie regulaminu a poseł, który się tego czynu dopuści, może zostać ukarany karą pieniężną w wysokości 2,5 tys. zł z możliwością zamiany na 30 dni aresztu w razie jej nieuiszczenia. Posłowie PiS zapowiadają zaskarżenie zmiany regulaminu Sejmu do Trybunału Konstytucyjnego, lecz większość sejmowa jest uspokajana przez prawników, że zgodnie z zasadą autonomii parlamentu uchwały izby nie podlegają kontroli Trybunału Konstytucyjnego, a poza tym gdyby nawet wniosek posłów PiS został złożony, termin jego rozpatrzenia przez pełny skład sędziowski przypadnie – zgodnie z obowiązującymi wciąż przepisami uchwalonymi przez PiS na początku poprzedniej kadencji Sejmu – na rok 2023 (ze względu na niemożność uzyskania większości wśród sędziów Trybunału Konstytucyjnego czas rozpoznania spraw wydłużył się bowiem dwukrotnie).

Reklama
Grupa posłów reprezentująca większość sejmową składa następnie projekt pierwszej ustawy. Przewiduje on, że:
● partia PiS zostaje uznana za organizację przestępczą i rozwiązana z mocy prawa, a jej majątek przepada na rzecz Skarbu Państwa;
● zakazuje się organizacji demonstracji, których celem byłoby poparcie dla działalności organizacji przestępczych; za udział w takiej demonstracji można zostać skazanym nawet na karę 3 lat pozbawienia wolności;
● mandaty uzyskane przez posłów PiS wygasają z mocy prawa, a marszałek Sejmu zarządza ponowne wybory uzupełniające na zwolnione miejsca;
● członkowie partii PiS zostają pozbawieni biernego prawa wyborczego na lat 10 oraz zakaz pełnienia funkcji publicznych przez taki sam okres;
● posłowie poprzedniej kadencji na mocy decyzji Prezydium Sejmu mogą zostać zobowiązani do zwrotu pobranych diet poselskich, jeżeli Prezydium Sejmu stwierdzi, że naruszyli swoim działaniem konstytucję; decyzja Prezydium Sejmu stanowi tytuł egzekucyjny bez potrzeby uzyskania sądowej klauzuli wykonalności;
● Prezydium Sejmu w przypadku rażącego naruszenia konstytucji przez posła może złożyć wniosek do prokuratury o wszczęcie postępowania przygotowawczego o popełnienie nowego przestępstwa; zmieniony kodeks karny przewiduje bowiem karę minimum 2 lat pozbawienia wolności dla posła, który naruszył konstytucję.
Prezydent Andrzej Duda zapowiada, że nie podpisze takiej ustawy, gdyż rażąco narusza ona konstytucję. Zdaniem prezydenta projektowane przepisy naruszają: wolność działalności partii politycznych (art. 11 konstytucji), zasadę niedziałania prawa wstecz (art. 42 ust. 1 konstytucji), prawo do rozpoznania sprawy przez niezawisły sąd (art. 45 ust. 1 konstytucji), wolność zgromadzeń (art. 57 konstytucji), prawo każdego obywatela do służby publicznej na jednakowych warunkach (art. 60 konstytucji), zasadę odpowiedzialności posła przed Sejmem (art. 105 ust. 1 konstytucji).
W tej sytuacji w trakcie prac nad projektem posłowie projektodawcy składają na posiedzeniu komisji wniosek o wprowadzenie do ustawy przepisu przejściowego, zgodnie z którym ustawa wchodzi w życie bez konieczności uzyskania podpisu prezydenta z dniem jej uchwalenia, a ogłoszenie ustawy zarządza marszałek Sejmu. Dzieje się tak mimo sprzeciwu posłów PiS, którzy zarzucają, że taki przepis narusza prerogatywy prezydenta do podpisania ustawy i zarządzenia jej ogłoszenia (art. 122 ust. 2 konstytucji) oraz możliwość zwrócenia się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności uchwalonej ustawy z konstytucją przed jej podpisaniem (art. 122 ust. 3 konstytucji). Wnioskodawcy argumentują, że taka jest przecież wola narodu, tym bardziej że wedle sondaży prezydenta popiera jedynie 10 proc. wyborców, więc utracił on mandat społeczny do sprawowania swojej funkcji.
Ustawa w proponowanym kształcie zostaje uchwalona i ogłoszona – bez podpisu prezydenta – w Dzienniku Ustaw. Prezydent i rzecznik praw obywatelskich (powołany w poprzedniej kadencji przez posłów PiS po odwołaniu poprzedniego rzecznika, który miał naruszyć obowiązki swojego urzędu, gdyż nie odpowiedział na skargę obywatela złożoną do niego mimo upływu 3 miesięcznego terminu) skarżą ustawę do Trybunału Konstytucyjnego wraz z żądaniem zabezpieczenia wniosku przez nakazanie wstrzymania wykonania aktu. Prezes TK stwierdza, że sprawa może zostać rozpoznana w drugiej połowie 2023 r. (a więc po przeprowadzeniu kolejnych wyborów do Sejmu) oraz że Trybunał Konstytucyjny nie ma prawa do zabezpieczenia złożonego wniosku. Prawnicy zapewniają posłów parlamentarnej większości, że do czasu rozpoznania wniosków przez Trybunał Konstytucyjny Sejm zdąży powołać nowego RPO, który będzie mógł cofnąć złożony przez swojego poprzednia wniosek. Również nowo wybrany prezydent (po przeprowadzeniu wyborów w 2020 r.) będzie mógł cofnąć wniosek o zbadanie zgodności tej ustawy z konstytucją.
Posłowie zresztą już złożyli w Sejmie projekt ustawy zakazującej urzędującemu prezydentowi kandydowania na drugą kadencję, a także znoszącej kontrolę ważności wyborów przez Sąd Najwyższy. Zgodnie z tym projektem o ważności wyboru prezydenta będzie decydował Sejm. Wprawdzie prezydent zapowiada, że odmówi podpisania także tej ustawy, gdyby została uchwalona, ponieważ rażąco narusza ona konstytucję: zasadę trójpodziału władz (art. 10 ust. 1 konstytucji), prawo do ponownego wyboru (art. 127 ust. 2 konstytucji) i kontrolę ważności wyborów przez Sąd Najwyższy (art. 129 ust. 1 konstytucji), ale posłowie wnioskodawcy już ogłosili, że złożą wniosek o wprowadzenie do ustawy przepisu przejściowego, który również w odniesieniu do tej ustawy zniesie obowiązek podpisania jej przez prezydenta a ogłoszenie ustawy zarządzi marszałek Sejmu.
Wnioskodawcy twierdzą, że odmawiając podpisu ustawy uchwalonej przez Sejm prezydent stawałby się sędzią we własnej sprawie, a to jest niedopuszczalne w państwie prawa.