Zadziwiające jest, z jak wielką determinacją samorząd adwokacki sprzeciwia się rozwiązaniom, które w istocie zmierzają do podwyższenia standardów konstytucyjnego prawa do obrony.
ikona lupy />
Dr hab. Sławomir Patyra, konstytucjonalista, profesor nadzwyczajny UMCS w Lublinie, radca prawny / Dziennik Gazeta Prawna
Na łamach Dziennika Gazety Prawnej („Trybunał: dopuszczenie radców do obron to nie adwokacka sprawa”, 1 grudnia 2015 r.) oraz „Nawet jeśli nie mamy racji, to mamy legitymację”, 3 grudnia 2015 r.) pojawiły się komentarze niezadowolonych adwokatów do wydanego postanowienia Trybunału Konstytucyjnego odmawiającego nadania biegu wnioskowi Naczelnej Rady Adwokackiej o sygn. akt Tw 8/15. Palestra zakwestionowała w nim zgodność z konstytucją niektórych przepisów ustawy o radcach prawnych, znowelizowanych ustawą z 27 września 2013 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2013 r. poz. 1247), jak również znowelizowanego tym samym aktem prawnym art. 82 ustawy z 6 czerwca 1997 r. – Kodeks postępowania karnego (Dz.U. z 1998 r. nr 9, poz. 1 ze zm.) w zakresie, w jakim dopuszczają one możliwość występowania radców prawnych w charakterze obrońców w sprawach karnych i karnoskarbowych. Zdaniem wnioskodawcy przepisy te ograniczyły wpływ samorządu adwokackiego na sprawowanie pieczy nad należytym wykonywaniem funkcji obrońców, zatarły różnicę między zawodem adwokata i radcy prawnego, tworząc hybrydową konstrukcję radcy funkcjonującego jak adwokat, ale niepodlegającego pieczy samorządu adwokackiego, a także doprowadziły do naruszenia zasady równości wobec prawa, instytucjonalnie uprzywilejowując radców prawnych w zakresie dotyczącym możliwości wyboru formy wykonywania zawodu: pozostawania na etacie np. w urzędzie lub prowadzenia obron w sprawach karnych bez możliwości etatowego zatrudnienia.
W ramach wstępnej kontroli skargi Trybunał Konstytucyjny stwierdził brak czynnej legitymacji NRA do wystąpienia w tej sprawie do TK, uzasadniając swój werdykt brakiem bezpośredniego związku kwestionowanych przez adwokaturę przepisów z wykonywaniem profesji adwokackiej. Rada na wydane postanowienie złożyła zażalenie.
Nie przesądzając ostatecznego rozstrzygnięcia tej sprawy przez Trybunał Konstytucyjny, pragnę podkreślić, iż stanowisko sędziego Marka Zubika, dotyczące braku legitymacji czynnej po stronie NRA, jako konstytucjonalista przyjmuję z pełną aprobatą. W mojej ocenie zaskarżone przepisy nie odnoszą się bezpośrednio do sfery praw i obowiązków samorządu adwokackiego, albowiem w żaden sposób nie ograniczają kompetencji adwokatów dotyczących świadczenia pomocy prawnej w charakterze obrońców, jak również nie implikują jakichkolwiek zmian w przepisach ustawy – Prawo o adwokaturze. Niezależnie jednak od wyrażonego powyżej stanowiska, pragnę zwrócić uwagę na kilka istotnych kwestii, które wiążą się bezpośrednio z zaistniałym sporem.
Obowiązująca od 1 lipca br. nowelizacja kodeksu postępowania karnego w zakresie, w jakim dopuszcza występowanie radców prawnych w charakterze obrońców w sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe, wywoływała zrozumiałe emocje, najczęściej pozytywne. Większość środowiska prawniczego, zarówno przedstawicieli nauki, jak i praktyki zawodów prawniczych, doceniła przełomowy charakter wprowadzonych zmian, zwłaszcza w odniesieniu do niekwestionowanego wzmocnienia konstytucyjnych gwarancji prawa do obrony, poprzez poszerzenie dostępu obywateli do możliwości korzystania w tym względzie z usług profesjonalnych obrońców – już nie tylko adwokatów, ale i blisko 15 tysięcy radców prawnych.
„Większość” nie oznacza jednak „wszyscy”. Druzgocąca krytyka tego rozwiązania przyszła ze strony środowiska, które ustami swych najważniejszych przedstawicieli zawsze podkreślało wyjątkową atencję dla ochrony wolności i praw jednostki, w szczególności prawa do obrony. Trudno uwierzyć, ale to właśnie palestra jest dzisiaj najbardziej zagorzałym oponentem wprowadzonych rozwiązań, a o skali jej niechęci do zmian świadczy chociażby to, że NRA skierowała do TK wniosek o zbadanie zgodności nowych przepisów z konstytucją już 22 kwietnia br., zatem znacznie antycypując moment wejścia w życie tej zmiany. Zadziwiające jest, z jak wielką determinacją samorząd adwokacki sprzeciwia się rozwiązaniom, które w istocie zmierzają do podwyższenia standardów konstytucyjnego prawa do obrony. Argumentacja autorów wniosku do Trybunału Konstytucyjnego bazuje na konstatacji, że nowelizacja wyżej wymienionych ustaw ograniczyła samorząd adwokacki w sprawowaniu pieczy nad należytym występowaniem w charakterze obrońcy, a owa piecza adwokatów stanowiła do tej pory element sui generis monopolu tej grupy zawodowej. Monopolu, którego normatywne źródło i istotę trudno jest jednak w sposób wiarygodny zrekonstruować. Wnioskodawca wyszedł z założenia, że „adwokat” jest synonimem „obrońcy”, a skoro tak, to radcowie prawni mogliby występować w charakterze obrońców tylko wówczas, gdyby przynależeli do samorządu adwokackiego, tzn. nie byli radcami, ale adwokatami. Tymczasem z lingwistycznego punktu widzenia pojęcia te absolutnie jednoznaczne nie są. Ba, nie są nawet bliskoznaczne, do czego przekonuje chociażby lektura słownika języka polskiego PWN, z której wynika, że kojarzenie adwokata z obrońcą jest pochodną li tylko przyzwyczajenia językowego, utrwalonego praktyką wieloletniego monopolu adwokatów w sprawach karnych, w obszarze wolnych zawodów prawniczych.
Treść skargi NRA skierowanej do Trybunału Konstytucyjnego dowodzi, że samorząd adwokacki z uporem godnym lepszej sprawy przywołuje również zarzut umożliwienia wykonywania obrony radcom prawnym zatrudnionym na etatach, co z kolei narusza zasadę równego traktowania adwokatów i radców prawnych. Z sobie znanych powodów wnioskodawca pominął fakt, że nowe przepisy wyłączyły etatowców spod tej formuły. Oznacza to, że w zakresie występowania w charakterze obrońców status adwokatów i radców prawnych jest w pełni relewantny.
Obiekcje wnioskodawcy, w szczególności dotyczące „hybrydowego” charakteru zawodu radcy prawnego, szczegółowo i konkretnie były już wyjaśniane w kilku publikacjach, między innymi w obszernym artykule prof. Arkadiusza Berezy, wiceprezesa KRRP, („Etat radcy prawnego to marzenie adwokata”, „Rzeczpospolita” z 6 listopada 2015 r.). Odnosząc się do licznych wypowiedzi przedstawicieli adwokatury, kwestionujących niezależność radcy prawnego wykonującego zawód w stosunku pracy, A. Bereza zwrócił uwagę na daleko idące gwarancje owej niezależności radcy prawnego, wynikające z ustawy o radcach prawnych. Obejmują one m.in. stabilność zatrudnienia, brak związania poleceniami co do treści sporządzanych opinii prawnych, zasadę samodzielnego prowadzenia sprawy czy wreszcie brak możliwości oceny wykonywania zawodu radcy prawnego przez pracodawcę bez udziału samorządu radców prawnych. W konkluzji autor trafnie wskazał, że przepisy te statuują niezależną pozycję radcy prawnego na etacie w stopniu nie mniejszym, niż ma to miejsce w przypadku adwokata świadczącego pomoc prawną na podstawie umowy cywilnoprawnej.
Niestety, argumentacja ta nie przebiła się przez mur niechęci do środowiska radców prawnych, zbudowany przez adwokaturę, której przedstawiciele odmawiają radcom zatrudnionym na etatach przymiotu niezależności. Nierzadko członkowie adwokatury posuwają się w tym względzie bardzo daleko, swoimi wystąpieniami naruszając niezależność samorządu radcowskiego, np. poprzez artykułowanie absurdalnych propozycji podziału samorządu radcowskiego na dwie grupy, tj. radców etatowych i radców wykonujących wolny zawód, których palestra chętnie widziałaby w swoich szeregach. Sugestię tę wyraził ostatnio współautor wniosku NRA do Trybunału Konstytucyjnego, mec. Michał Synoradzki, w wywiadzie udzielonym DGP („Nawet jeśli nie mamy racji, to mamy legitymację”.)
Na koniec kilka refleksji natury ogólnej. Kontestując zmiany wprowadzone w art. 82 k.p.k. oraz w art. 6 i w art. 8 ustawy o radcach prawnych, samorząd adwokacki nie poprzestaje na argumentacji merytorycznej, ale stara się również podważać kompetencje i wiarygodność środowiska radców prawnych, w tym i jego samorządu. W opinii przedstawicieli władz adwokatury prawo karne i jego meandry stanowią wciąż piętę achillesową procesu kształcenia radców prawnych. Nie ma przy tym znaczenia, że od lat zajęcia dla aplikantów radcowskich z zakresu prawa karnego prowadzą wybitni przedstawiciele doktryny i praktyki. Nie ma również znaczenia, że radcowie odbywają szkolenia pod kierunkiem sędziów i prokuratorów. Nie dość, że zdaniem adwokatury liczba uczących się jest, cytując za prezesem NRA, śladowa, to jeszcze dostaje się przy tej okazji samym szkolącym. Zdaniem przedstawicieli władz palestry „sędziowie i prokuratorzy nie nauczą nikogo sztuki obrony, ponieważ sami jej nie posiadają”. Tymczasem wyniki państwowych egzaminów aplikacyjnych z prawa karnego wśród adwokatów i radców prawnych są na zbliżonym poziomie, a adwokatura bez szczególnych oporów przyjmuje w swoje szeregi byłych prokuratorów. Także radca prawny może w każdej chwili być wpisany na listę adwokatów, i przez ten już fakt – tak jest prawdopodobnie zdaniem adwokatów – nabywa szeroką wiedzę z prawa karnego i doświadczenie w tym zakresie.
W niektórych wypowiedziach przedstawicieli adwokatury pojawiają się również sugestie dotyczące politycznego zaangażowania samorządu radcowskiego. Nie są może szczególnie spektakularne, aczkolwiek co do intencji służyć mają deprecjonowaniu wizerunku samorządu radców prawnych w opinii publicznej. Przybiera to postać hipotez o zaplanowanej przez samorząd radcowski i konsekwentnie realizowanej przy pomocy ustawodawcy oraz szeroko rozumianego obozu politycznego koncepcji, cyt. „pożerania kompetencji wolnego zawodu adwokackiego (...), zawłaszczania jego funkcji i dorobku, jak również twierdzeń o, cyt. „symbiozie samorządu radcowskiego z ustawodawcą, niezależnie od aktualnie dominującego obozu politycznego” (tak np. adwokat M. Synoradzki w felietonie „Tytuł adwokata marzeniem radcy prawnego”, „Rzeczpospolita” z 13 listopada 2015 r.). Przoduje tu cytowany już kilkakrotnie adwokat M. Synoradzki, który w przywołanym wcześniej wywiadzie dla DGP przypisał samorządowi radców prawnych „przebiegłą taktykę” mającą – w bliżej nieokreślonej perspektywie czasowej – prowadzić do zniesienia ostatniego ograniczenia dla radców prawnych przy reprezentacji w obronach w sprawach o przestępstwa i przestępstwa skarbowe.
Pozwalam sobie na przytoczenie tych bezpodstawnych – w mojej ocenie – zarzutów, albowiem w innej wypowiedzi prasowej pojawiła się również sugestia, że samorząd adwokacki liczy na wsparcie swojego stanowiska w przedmiotowej sprawie ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Jak wynika ze słów wicedziekana ORA w Katowicach, adwokata Romana Kusza, nadzieje palestry na przywrócenie monopolu adwokatów w zakresie obron (a więc w konsekwencji podporządkowania interesu publicznego interesowi adwokatury) wiążą się z ministerialnymi zapowiedziami cofnięcia lipcowej reformy postępowania karnego, a być może nawet derogacji całego k.p.k. Zgodnie z logiką dotychczasowych wywodów środowiska adwokackiego, starającego się niepotrzebnie upolitycznić kwestię przyznania radcom uprawnień do świadczenia pomocy prawnej w sprawach karnych, pozbawienie ich obecnie w takim trybie należałoby interpretować jako bezpośredni dowód symbiozy adwokatów z aktualnym obozem politycznym. Nie na tym jednak rzecz polega, aby obrzucać się pomówieniami i przyprawiać sobie wzajemnie polityczne łatki.
W związku z toczącym się sporem o obrony niewątpliwie niepokoić może również to, jak wnioskodawcy odnoszą się do Trybunału Konstytucyjnego i jego werdyktu dotyczącego braku legitymacji. Supozycje adwokata M. Synoradzkiego, jakoby TK w ogóle nie czytał wniosku NRA w tej sprawie („Rzeczpospolita” z 13 listopada 2015 r.), jak również zarzuty formułowane wobec trybunału, dotyczące rzekomej powierzchowności oceny inicjatywy palestry (DGP z 3 grudnia 2015 r.) nieszczęśliwie korespondują z atmosferą totalnej politycznej krytyki tego organu, którą próbuje wytworzyć aktualna większość parlamentarna. Podobne skojarzenia budzą buńczuczne i nieco obcesowe twierdzenia adwokata M. Synoradzkiego, jakoby przyjmując wniosek NRA do rozpoznania, Trybunał Konstytucyjny miał, cyt. „unikalną szansę, by dać adwokatom płaszczyznę do dogadania się z radcami”. Czyżby zatem dla palestry warunkiem sine qua non porozumienia z samorządem radców prawnych było rozpatrzenie przez TK jej wniosku i – jak można się domyślać – rozstrzygnięcie go po myśli wnioskodawcy?
Na truizm zakrawa stwierdzenie, że utrwalanie archaicznych stereotypów i pielęgnowanie niechęci nie służy współpracy pomiędzy samorządami prawniczymi. Spór osłabia oba środowiska prawnicze, jak trafnie, acz zaskakująco – w świetle jego dotychczasowych, pełnych negatywnej energii wypowiedzi – zauważył sam adwokat M. Synoradzki. Dlatego też obserwowana dotychczas kontestacja rzeczywistości powinna zdecydowanie ustąpić miejsca próbie wspólnego wypracowania formuły kooperacji obydwu zawodów, gdyż jednakowo leży to w ich interesie, zwłaszcza w obliczu wyzwań wynikających z dynamiki życia politycznego – zarówno aktualnych, jak i tych, które ujawnią się być może w całkiem nieodległej przyszłości.
Supozycje, jakoby TK w ogóle nie czytał wniosku NRA, jak również zarzuty formułowane wobec trybunału, dotyczące rzekomej powierzchowności oceny inicjatywy palestry, nieszczęśliwie korespondują z atmosferą totalnej politycznej krytyki tego organu, którą próbuje wytworzyć aktualna większość parlamentarna
Z lektury Słownika języka polskiego PWN wynika, że kojarzenie adwokata z obrońcą jest pochodną li tylko przyzwyczajenia językowego, utrwalonego praktyką wieloletniego monopolu adwokatów w sprawach karnych.