Urządzenia, które miałyby być instalowane w autach osób ukaranych za jazdę pod wpływem alkoholu, budzą wątpliwości. Rząd pracuje nad rozporządzeniem dotyczącym blokad alkoholowych w pojazdach kierowców, którzy stracili prawo jazdy „po spożyciu” i mogliby je z czasem odzyskać, instalując w aucie urządzenie uniemożliwiające jazdę „pod wpływem”.
Jednak sami producenci tego sprzętu przyznają, że urządzenia dostępne na rynku w praktyce mogą się okazać nieskuteczne, bo można je w dość prosty sposób oszukać. Twierdzą tak przedstawiciele branży biorący udział w konsultacjach projektu rozporządzenia. „Większość blokad alkoholowych na rynku wyposażona jest w przycisk serwisowy, który umożliwia uruchomienie pojazdu bez potrzeby wykonania testu trzeźwości” – zwraca uwagę firma Alkolock24, dystrybutor tego rodzaju urządzeń.
Funkcja ta aktywowana jest za pomocą kodu i, co do zasady, przewidziana jest na sytuacje awaryjne. Nietrudno jednak sobie wyobrazić, że kierowcy poznają kody swoich urządzeń i będą w stanie je dezaktywować. Dzięki temu pojazd może zostać odblokowany na okres od jednej do nawet 360 godzin, w zależności od urządzenia. Dlatego by „zminimalizować możliwość nadużywania funkcji”, firma proponuje określenie dopuszczalnego czasu dezaktywacji urządzenia do maksymalnie 72 godzin. – By skutecznie obejść zabezpieczenia, trzeba posiąść wiedzę, jaką posiadają autoryzowani serwisanci. Do tego trzeba też mieć specjalne narzędzia – tłumaczy nam Mariusz Wnukiewicz z firmy Alkolock24. Przekonuje, że kierowców do kombinowania zniechęcić powinna też cena. Jego zdaniem ceny urządzeń, które mają szansę wypełnić wymogi stawiane przez ustawodawcę, zaczynają się od 4 tys. zł, a dochodzą do 6 tys. zł.