statystyki

Prof. Łętowska: Bo sami się prosili

autor: Ewa Łętowska13.02.2015, 00:00; Aktualizacja: 13.02.2015, 09:09

To jeden z najbardziej znanych argumentów. Jego użycie nieuchronnie zapowiada niesympatyczne spory aksjologiczne o zakres ochrony prawnej przysługującej temu, kto się po nią zgłasza. Uzasadniana w ten sposób odmowa łączy się z dyskwalifikacją zachowania tego, kto o tę ochronę występuje - pisze prof. Ewa Łętowska.

Znamy, znamy. Przy gwałcie ofiara sama się prosiła, skoro spódnica była kusa, a bluzka obcisła. Dzieci zaś same wskakują pedofilom do łóżek, jak to przezornie wywodził wysoki dostojnik niepaństwowej wprawdzie, ale za to szacownej struktury. W dyskusji, jaka nastąpiła po wstrząsającej zbrodni w redakcji Charlie Hebdo, także tego wątku nie zabrakło. Albo w dyskusji na temat ewentualnej pomocy dla biorących kredyty we frankach. Albo tych, co się nie ubezpieczyli przed powodzią, choć mogli. Molier w boyowskim przekładzie powiada bowiem „Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało”, a prawnik dorzuca sentencjonalnie, że chcącemu krzywda się nie dzieje. Czyli ktoś ma, na co zasłużył (czego się prosił, chciał, z czym musiał się godzić, albo co aprobował).

Prawnik powinien bardzo ostrożnie obchodzić się z taką argumentacją. Bo wnioskowanie o  istnieniu zgody, aprobaty, chęci lub zamiaru na podstawie zjawisk i stanów, jakie obserwuje, bywa zawodne. A argument „bo sam się prosił” rażąco redukuje rozumowania prawnicze do poziomu potocznych stereotypów, zwalniając od tego, czego uczy dogmatyka i co wypracowała historia wielu działów prawa. Bo bynajmniej nie zawsze to, co się widzi, jest tym, za co uchodzi, uchodzić może lub uchodzić powinno. Współczesna (ale nie u nas...) penalistyka zabrania wnioskować „z dekoltu”, „z przechadzki o zmroku” albo „z wypitej lampki wina” o zgodzie na to, co po niemiecku nazywa się „Beischlaf”. Tu ma być wyraźna zgoda. Ba, niektórzy, mówią o  wymaganiu zgody nie tylko wyraźnej, lecz wręcz „entuzjastycznej”. (Inna sprawa, że ten animus coloratus jednak jest dowodowo piekielnie trudny do przeprowadzenia). Mizianie się dziecka, a choćby i zdemoralizowanego, nigdy nie może spowodować bezkarności pedofila. Ba, inicjatywa małoletniego (nawet owo „wskoczenie do łóżka”) nigdy zatem nie powinno wyłączać odpowiedzialności jego krzywdziciela.

Bo dziecko wskoczyło do łóżka

To w teorii. U nas, w praktyce – bywa inaczej. Wskazuje na to seria spraw zambrowsko-łomżyńskich, gdzie przedstawiciele miejscowego establishmentu ochoczo korzystali z wdzięków niepełnoletnich (zapewne zdemoralizowanych, nie przeczę) pensjonariuszek domu dziecka. Wszyscy jednak zostali uniewinnieni, ponieważ inicjatywę miały tu małoletnie, a dorośli „tylko korzystali”. Zatem, jak wywodził sąd w Zambrowie i Łomży, nie oni „doprowadzili” do poddania ofiary czynnościom seksualnym. Taka inicjatywa zdaniem polskich sądów wyklucza bowiem a  limine „doprowadzenie” do stosunku ze strony dorosłego. I choć taka interpretacja art. 199 par. 3 k.k. jest zgodna z wykładnią nadawaną temu przepisowi przez SN (V KK 369/09), to jednak ukryta w niej myśl o dziecku wskakującym dorosłemu do łóżka szokuje formalizmem i aksjologiczną utylitarnością. I prostotą wykładni pojęć użytych na określenie znamion karalnego czynu. Czy naprawdę nie ma już żadnej postaci „doprowadzenia”, gdy wystąpiła „inicjatywa” drugiej strony? No a w efekcie, czyż dorosły, zwłaszcza jak jest miejscowym urzędnikiem, lekarzem, czy policjantem (funkcje wiążące się z prestiżem, zaufaniem, czasem na kredyt) nie ma obowiązku samokontroli w  obliczu werbalnej inicjatywy niepełnoletniego?


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (6)

  • dziadek(2015-02-15 08:54) Zgłoś naruszenie 00

    Pani Profesor pisze o sprawach, jakie w medialnym wymiarze poznały salony, ale takich spraw sa tysiące, każdego dnia jest jakiś kwiatek tego typu. Ja jako plebs to widzę, salony nie. Zatem niech salony nie dziwią się, że szacunku u mnie nie maja i mieć nie będą kiedy swój autorytet budować dalej będą w oparciu o prawa typu ochrona czci urzędniczej ( nazwa moja i z sarkazmem). Nikt żadnym prawem nie zabroni mi myśleć że idiota jest idiota, nikt nie zabroni mi oceniać poczynań dygnitarza małego czy dużego jako niegodziwe, jeżeli tylko noszą takie znamiona. Szacunek okazywałem i okazuję ludziom nie stanowiskom. Czasem ten szacunek ma punkty wspólne ( mam jednocześnie przed sobą i jakiś urząd i człowieka jednocześnie). Przypomnieć należy definicję ŚP Prof Leszka Kołakowskiego; "Państwo, które usiłuje skodyfikować każda czynność życiową jest państwem totalitarnym".
    Patrząc na owczy pęd do tworzenia ustaw i propagandę sukcesu tytanicznej ponoć pracy " uchwaliliśmy 2255 ustawę" mam poważne wątpliwości czy obchody demokracji są słuszne.
    Kto jest w stanie ogarnąć nieustające zmiany choćby prawa podatkowego? toż to czysta żywa fikcja, nikt tego prawa nie zna i nie rozumie, skoro tak to jak jen stosować?

    Odpowiedz
  • ...(2015-02-15 09:26) Zgłoś naruszenie 00

    A ja będę nieco krytyczny do wywodów pani profesor. Można zgodzić się, że niestety wykładnia językowa dominuje i że Sądy wolą subsumować prosto pod przepisy, ale nikt nie stawia tutaj pytania dlaczego tak się dzieje. Czy system przypadkiem nie jest głęboko wadliwy. Nie ma w tym miejscu czasu na biadolenie sędziowskie jak jest źle, ale pierwsze pytanie czy aby na pewno kognicja sądów powszechnych w takim kształcie jak to funkcjonuje obecnie jest odpowiednia. Jaki jest zastosowany środek do celu. Czy Państwo jest stać spełniać obowiązek prawa do sądu obywatelowi, w każdej błahej sprawie np. o 150 zł. Myślę, że wyrażę przekonanie wielu sędziów, że ilość nie może wpłynąć na jakość, a jest wręcz odwrotnie. Żeby móc pochylić się głęboko nad sprawą błahą przeprowadzić wiele wykładni, zajrzeć do cembrowiny umysłu strony trzeba mieć czas. Sędziowie zwłaszcza w sądach rejonowych tego czasu nie mają. Klecą jak mogą. Żeby wymagać trzeba dać instrumenty, a tych niestety nie ma, chodzi tutaj nie o pensje sędziowskie, ale o infrastrukturę - np. zapewnienie każdemu sędziemu własnej sali rozpraw, żeby mógł wyznaczać rozprawy w każdy dzień w tygodniu, a nie być sztywno uwiązany do danych dni w tygodniu, własnego, osobnego gabinetu, gdzie w ciszy mógłby tym rozważaniom i pracy się oddawać, a nie uciekać do domu z pracą, bo ma 3 kolegów w pokoju gdzie zaglądają co chwilę czterej sekretarze, gdzie bez przerwy dzwonią telefony. To co Pani profesor mówi to prawda, ale nie ma rzeczowej analizy i dyskusji nad warunkami pracy i ilością pracy. Z moich obserwacji wynika, że poziom zadowalający jeśli chodzi o warunki pracy ma Sąd Apelacyjny i Sąd Najwyższy i do nich można mieć pretensję, że się nie pochylili. Owszem sprawy są w tamtych sądach innego kalibru, ale to pokazuje ile pracy mają - wystarczy zobaczyć ile spraw na sędziego przypada w roku. O ile dobrze pamiętam jedno z ostatnich sprawozdań z działalności SN jeszcze z śp. Prezesa Dąbrowskiego za jeden rok, średnio na sędziego w SN przypadło rocznie 108 spraw. Nikt nie napisał, że sędziego obsługuje asystent sędzia sądu rejonowego - doktorant prawa, jaka jest baza administracyjna. Zatem z poziomu Trybunału Konstytucyjnego, czy SN można załamywać ręce nad złą kondycją sądów powszechnych, zwłaszcza rejonowych. Doba ma niestety tylko 24h, a sędziego nie da się jak na razie sklonować. Poza tym jak SN przyjął, to nie cyborg tylko człowiek, który także ma rodzinę. Nikt nie powie wprost, że taki system jaki jest obecnie musi być drogi i żeby mógł funkcjonować zgodnie z obecnie przyjętymi założeniami powinien być jeszcze droższy. Opłaty sądowe są nieadekwatne do pracy jaką trzeba włożyć, żeby rozstrzygnąć sprawę. Myślę, że MS wie jaki to jest rozdźwięk bo to ma policzone, ale tego nie powie. A jest on ogromny w przypadku spraw np. z postępowania uproszczonego, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, prawa rodzinnego. Z moich obserwacji wynika, że sprawa o jakiś zasiłek chorobowy w kwocie 200 zł może kosztować nawet 2000 zł (wliczając to wszystkie koszty sądu, biegłych, sekretarzy, wezwań itd). Jeśli ktoś życzy sobie się procesować o przysłowiową pietruszkę, to powinien pokryć wyłożyć środki na całkowity koszt takiego procesu, albo niech sądzi go sędzia pokoju od którego nie ma odwołania, który rozstrzygnie po uważaniu. Jest wiele rzeczy które można by poruszyć i wskazać dlaczego system nie funkcjonuje, ale nie jest to miejsce i czas odpowiednie. Zresztą nikogo poza sędziami to nie interesuje. Pozdrowienia dla ad 1. czyli Artura i wyrazy uznania z pracę publiczną z otwartą przyłbicą.

    Odpowiedz
  • pozywam.blogspot.com(2015-02-14 17:59) Zgłoś naruszenie 00

    Bardzo celne uwagi. Niby oczywiste, ale jak się spojrzy na skalę takiego sposobu myślenia, to pozostaje tylko płacz i zgrzytanie zębów. Rewelacyjny artykuł.

    Odpowiedz
  • Joanna Żakowska(2015-02-16 11:51) Zgłoś naruszenie 00

    @5 morosophi moriones pessimi

    Odpowiedz
  • Joanna Żakowska(2015-02-15 19:24) Zgłoś naruszenie 00

    To prawda . Nasze sądy i prokuratury to istny koszmar . Niemądre , łamiące prawo , stronnicze , nieludzkie . Najgorsze , że to całe towarzystwo wzajemnej adoracji jest zupełnie bezkarne . Dlaczego p.Łętowska nic z tym nigdy nie zrobiła ? Dlaczego pisze tylko o tym ?. Sama mogłaby napisać do TK czy osobnik nieuczciwy może być sędzią , prokuratorem , komornikiem , biegłym , notariuszem , księdzem itp . Nie robi tego więc nie jest to dla niej ważne . Akceptuje to . Podobno lubi operę . Przyrównuje ją do prawa . A w Polsce to wygląda tak , że sędzia jako śpiewak beczy , prokurator charczy ,biegli puszczają głośne bąki. Ciekawe czy by długo wytrzymała na sali sądowej . A biedny obywatel musi . Nawet poskarżyć się nie może a karzą mu płacić , pod karą śmierci , za bilety.

    Odpowiedz
  • ...(2015-02-15 22:58) Zgłoś naruszenie 00

    @4 Uwielbiam takie parabole. Jedna źle uzasadniona sprawa to wszyscy, niemądrzy, łamiący prawo, stronniczy itd. O dalszych odgłosach już tylko wypada milczeć. Poskarżyć to się można proszę Pani na kozetce u właściwego specjalisty. Taa albo najlepiej założyć bloga, może ktoś przeczyta i przytuli.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane