Reklama
Ministerstwo Sprawiedliwości doszło do wniosku, że przepisy dotyczące podziału sumy uzyskanej z egzekucji w niedostatecznym stopniu uwzględniają interesy wierzycieli alimentacyjnych. Aktualne regulacje pozwalają wyłącznie na zaspokojenie należności zaległych. A to oznacza, że po zlicytowaniu nieruchomości pozostała kwota przewyższająca zadłużenie wraca do dłużnika alimentacyjnego. Niestety często jest tak, że reszta gotówki za nieruchomość się rozpływa, a kolejnych rat alimentów dłużnik nadal nie płaci. Potrzebę rozwiązania tego problemu zgłaszali przedstawicielom MS sami komornicy.
72 tys. na dziecko
Remedium ma być utworzenie swoistego „funduszu żelaznego”, który pozwoli na zaspokojenie wierzycieli alimentacyjnych na wypadek niewywiązywania się przez dłużnika z ciążącego na nim obowiązku alimentacyjnego albo bezskuteczności egzekucji prowadzonej z innych składników majątku dłużnika. Stąd proponowana zmiana art. 1025 kodeksu postępowania cywilnego, który mówi o kolejności zaspokojenia wierzycieli w ten sposób, aby zaraz po kosztach komorniczych w pierwszej kolejności były zaspokajane należności alimentacyjne wymagalne, a następnie, zgodnie z dodawanym art. 1025 par. 1 pkt 21, należności alimentacyjne przyszłe w wysokości stanowiącej równowartość minimalnego wynagrodzenia za pracę za okres dwóch lat - na każdego wierzyciela. To oznacza, że po sprzedaży nieruchomości w pierwszej kolejności komornik zaspokoi długi alimentacyjne, a w drugiej zabezpieczy kwotę 72 240 zł na rachunku depozytowym ministra finansów. Dopiero w dalszej kolejności będą spłacane pozostałe długi wynikające z wierzytelności hipotecznych.
Jeśli na dłużniku ciąży obowiązek alimentacyjny wobec dwóch osób, wówczas na rachunek depozytowy trafi 144 480 zł, a wobec trzech osób (np. małżonka i dwójki dzieci) już 216 792 zł.
Po pierwsze rodzi się pytanie, dlaczego zamrożona przez komornika kwota jest oderwana od kwoty rzeczywiście zasądzonych alimentów. Jeśli średnia wysokość zasądzanego świadczenia wynosiła w 2020 r. 1033 zł, to zabezpieczona kwota wystarczy na pięć lat i dziewięć miesięcy. Natomiast jeśli ktoś ma zasądzone alimenty w wyższej wysokości np. 3000 zł, wówczas żelazny depozyt wyczerpie się szybciej, bo już po dwóch latach.
Jak tłumaczą przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, przyjęcie jednolitego poziomu zabezpieczenia niezależnego od wysokości alimentów jest celową i przemyślaną decyzją. „Rozwiązanie ma realizować uzasadnione interesy wierzycieli alimentacyjnych, ale też m.in. musi odpowiadać standardowi pewności prawa. Wierzyciel już na etapie wszczęcia egzekucji powinien mieć możliwość oszacowania, jakie ma szanse na zaspokojenie swojego żądania” - odpowiadają przedstawiciele MS, którzy dodają, że także wysokość przyznanych alimentów w toku egzekucji może ulegać zmianie, co wprowadzałoby dodatkowy element niepewności.
Bez wyjątków
Ale wątpliwości jest znacznie więcej. Jak zauważa dr Jarosław Świeczkowski z Uniwersytetu Gdańskiego, który jest również komornikiem, projektowane przepisy określają sztywną wysokość depozytu odpowiadającą dwuletniemu wynagrodzeniu, niezależnie od tego, jaki jest przewidywany okres alimentacji. A to oznacza, że nawet gdy uprawniony do alimentów ma 24 lata i będzie je pobierał jeszcze przez rok (po warunkiem kontynuowania nauki), komornik zamrozi kwotę w wysokości dwuletniego minimalnego wynagrodzenia, tak samo jak w przypadku przyszłych alimentów na rzecz np. 10-latka.
- Największym problemem jest jednak to, że komornik będzie miał obowiązek zatrzymania części pieniędzy z sumy uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości w stosunku do każdego dłużnika, na którym ciąży obowiązek alimentacyjny niezależnie od tego, czy do tej pory uchylał się od tego obowiązku czy nie - zauważa dr Świeczkowski.
- Przykładowo jeśli dłużnik sumiennie płacił alimenty, ale wpadł w kłopoty finansowe i nie był w stanie płacić rat kredytu oraz dojdzie do licytacji mieszkania na wniosek wierzyciela hipotecznego, to kwota pozostała z licytacji, którą mógłby przeznaczyć na zakup mniejszego lokum, zostanie zamrożona przez komornika. A przecież może to być znaczna suma w zależności od liczby wierzycieli alimentacyjnych. Paradoksalnie dopiero wtedy taka osoba może przestać płacić alimenty, bo będzie to jedyny sposób na „odmrożenie” depozytu, z którego komornik będzie musiał pobrać kolejne raty świadczenia - dodaje dr Świeczkowski.
Jednak Ministerstwo Sprawiedliwości nie widzi problemu. Jego zdaniem jeżeli dochodzi do sytuacji, w której zbywana jest nieruchomość dłużnika, to powstaje ryzyko, że w dalszej kolejności może on stać się niezdolny do terminowej spłaty alimentów. „Tym bardziej zabezpieczenie odpowiednich kwot jest uzasadnione” - odpowiada nam MS, które przyznaje również, że może wystąpić sytuacja, w której uprawniony do alimentów jest w wieku 24 lat i będzie mógł je otrzymywać przez rok. „Dlatego na zmiany należy patrzeć kompleksowo, przez pryzmat uzupełnienia planu podziału. Jeżeli obowiązek alimentacyjny wygaśnie, a zostanie jeszcze jakaś nierozliczona kwota z zabezpieczonego kapitału, każdy z wierzycieli może wytoczyć powództwo na podstawie art. 1028 par. 4 k.p.c. (o nieistnienie prawa - red.)” - uważa resort.
Banki poczekają
Z kolei Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, zwraca uwagę, że alimenty niewymagalne będą korzystały z pierwszeństwa zaspokojenia w egzekucji z nieruchomości, ruchomości oraz wierzytelności i innych praw majątkowych, które nie mają charakteru okresowego.
- W ocenie ZPF powyższe uznać należy za rozwiązanie co najmniej niesprawiedliwe względem wierzycieli hipotecznych oraz wierzycieli egzekwujących, tworzące ogromne pole do nadużyć dla dłużników, ale także mogące w skali makroekonomicznej istotnie wpłynąć na politykę kredytową banków. Jeżeli celem wskazanego rozwiązania jest zabezpieczenie środków przed zwróceniem nadwyżki dłużnikowi będącemu też dłużnikiem alimentacyjnym, co zdaje się wynikać z uzasadnienia, właściwym byłoby uwzględnienie alimentów niewymagalnych w ostatniej kategorii zaspokojenia - zauważa Marcin Czugan.
Wówczas zarówno wierzyciele hipoteczni, jak i egzekwujący mogliby zostać należycie zaspokojeni, a nadwyżka środków uzyskanych z egzekucji stanowiłaby rezerwę dla wierzycieli alimentacyjnych. „Aktualnie proponowane zaś rozwiązanie przerzuca koszt zabezpieczenia przyszłych alimentów na wierzycieli hipotecznych i wierzycieli egzekwujących, co wypacza sens prowadzenia egzekucji, w szczególności zaś egzekucji z nieruchomości” - czytamy w stanowisku ZPF.
Alimenty w 2020 r. / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Etap legislacyjny
Projekt w konsultacjach