Autopromocja

Polityk nie może spotykać się z każdym, nawet jak nie ma dowodów na korupcję

14 października 2014

Wysoko postawiony urzędnik ministerstwa zdrowia, który bierze udział w prywatnym spotkaniu dwóch dużych firm farmaceutycznych, stawia się w sytuacji konfliktu interesów. Nawet jeśli nie udowodniono mu, że dopuścił się czynu zabronionego, sądy powinny starannie zbadać tę sprawę – wynika z orzeczenia Europejskiego Trybunału Strasburgu w sprawie przeciwko Polsce.

11 lat temu do Andrzeja Stankiewicza i Małgorzaty Soleckiej, dziennikarzy „Rzeczpospolitej” zgłosił się dyrektor polskiego oddziału koncernu farmaceutycznego M.S.D. z informacją, że szef gabinetu politycznego ministra zdrowia Waldemar Deszczyński zażądał od niego milionów dolarów łapówki w zamian za umieszczenie leku produkowanego przez jego firmę na liście leków refundowanych. Niedługo potem w dzienniku ukazał się spory materiał na ten temat zatytułowany “Leki za miliony dolarów” opisujący okoliczności prywatnego spotkania dwóch firm z branży farmaceutycznej, w której uczestniczył szef gabinetu ministra. W odpowiedzi Deszczyński wystąpił do sądu rejonowego z powództwem przeciwko dziennikarzom i wydawcy gazety o naruszenie dóbr osobistych. Zarzucił im, że oskarżenie, jakie padło w artykule pod jego adresem zostało oparte na niesprawdzonych informacjach, których źródłem byli przedstawiciele firmy farmaceutycznej. Od pozwanych domagał się opublikowania przeprosin oraz 500 tys. zł zadośćuczynienia (później ograniczył swoje żądania do 50 tys., które miały być przekazane na cele charytatywne). Sąd rejonowy oddalił jednak powództwo, uznając, że dziennikarze mieli podstawy, aby uważać szefa firmy farmaceutycznej za wiarygodne źródło. Wprawdzie sąd przyznał, że dobra osobiste Deszczyńskiego zostały naruszone, ale podkreślił, że Stankiewicz i Solecka nie popełnili czynu niedozwolonego w rozumieniu art. 24 kodeksu cywilnego, ponieważ dochowali wymogów należytej staranności przy zbieraniu i opublikowaniu materiału.

Deszczyńki odwołał się od wyroku, wskazując, że dyrektor koncernu farmaceutycznego nie uczestniczył nawet w spotkaniu, na którym miała rzekomo paść propozycja łapówki, a zatem jego wersja wydarzeń nie może być traktowana jako wiarygodna. Jego zdaniem biznesmen miał także powody, aby podjąć próbę zdyskredytowania jego osoby. Sąd doszedł do wniosku, że postawienie Deszczyńskiemu tak poważnego zarzutu jak żądanie łapówki było w istocie równoznaczne z przestępstwem oraz działaniem na szkodę jego reputacji. Zdaniem sądu apelacyjnego dziennikarze nie dopełnili standardów należytej staranności podczas przygotowywania artykułu, gdyż nie podjęli próby dotarcia do jednego z kluczowych uczestników feralnego spotkania oraz nie uwzględnili istotnych okoliczności podważających wiarygodność dyrektora firmy farmaceutycznej jako źródła. Ostatecznie Stankiewicz i Solecka zostali uznani za winnych naruszenia dóbr osobistych powoda. Sąd Najwyższy nie uwzględnił ich skargi kasacyjnej, zasadniczo zgadzając się z rozstrzygnięciem sądu apelacyjnego.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Prawnik.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.