W tym roku mija już sześć lat od chwili, kiedy Cecil, chyba najbardziej znany współczesnym mediom samiec lwa, został zabity przez amerykańskiego myśliwego w celu zdobycia trofeum. Tysiące dzikich zwierząt, wśród nich również te należące do gatunków zagrożonych, są wciąż zabijane przez łowców trofeów na całym świecie. Los Cecila był wyjątkowo tragiczny. Został celowo wywabiony z Parku Narodowego Hwange. Amerykański myśliwy strzelał z łuku, ale lew nie zginął od razu. Zamiast tego pozostawiono go, aby cierpiał przez dziesięć koszmarnych godzin, zanim myśliwy dobił go następnego dnia. Dwa lata później w podobny sposób zginął jego potomek, lew o imieniu Xanda.

15 tysięcy zwierząt na myśliwskie trofea

Z dostępnych danych wynika, że prawie 15 tysięcy zwierząt w ciągu czterech lat zostało uśmierconych w ramach polowań dla trofeów z udziałem europejskich myśliwych. Dane te dotyczą okresu od 2014 do 2018 roku i zostały przeanalizowane przez organizację zajmującą się obroną praw zwierząt Humane Society International/Europe (HSI/Europe).

Badaniem organizacji zostały objęte jedynie ssaki wymienione w Konwencji o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem (nazywana również konwencją waszyngtońską lub CITES), której celem jest ochrona gatunków fauny i flory, zagrożonych wyginięciem poprzez wprowadzenie środków kontroli międzynarodowego handlu okazami tych gatunków.

Dane zostały niedawno opublikowane w raporcie „Polowania dla trofeów w liczbach: Rola Unii Europejskiej w światowych polowaniach na trofea”. Mowa tu o dzikich zwierzętach zabitych poza unijnymi granicami. Wśród zwierząt, na które polowali myśliwi znalazły się dziesiątki gatunków, między innymi te, które należą do tzw. wielkiej afrykańskiej piątki – lwy, lamparty, nosorożce i słonie. Myśliwi zabijają dla trofeów również inne gatunki, nawet pawiany.
W tym zabijaniu dla przyjemności zapomina się o wielkim wymieraniu gatunków i kryzysie bioróżnorodności, które dzieją się na naszych oczach. Nie uwzględnia się danych dotyczących kurczenia się siedlisk i areału występowania poszczególnych gatunków. I tak w przypadku lamparta jego obszar bytowania w naturze zmniejszył się nawet do 67 proc. W przypadku lwa ten obszar zmniejszył się aż o 87-92 proc. A jednak myśliwi z Europy, w tym łowcy trofeów z Polski, wyprawiają się na egzotyczne polowania.
Problemem jest również ustalenie liczebności poszczególnych gatunków. A ta spada, tak w przypadku wspomnianego już lwa – dziś 20 tysięcy osobników przy spadku liczebności o 43 proc. w porównaniu z rokiem 2000, ale i lamparta – pomimo braku aktualnych danych dotyczących liczebności eksperci mówią o spadku jego liczebności o 41 proc. przez ostatnie 23 lata. Nosorożce są kolejnym gatunkiem, który znajduje się na celowniku myśliwych. W ich przypadku sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Oprócz polowań dla trofeów, róg nosorożca jest poszukiwany na rynku tzw. tradycyjnej medycyny azjatyckiej.
Nie bez powodu handel zagrożonymi gatunkami jest wymieniany, jako jeden z najbardziej dochodowych, po handlu bronią i narkotykami.
Lwy z hodowli w RPA / Materiały prasowe / HSI/Europe
Kilka lat temu w sąsiednich Czechach wybuchła afera związana z przemytem rogów nosorożców białych, które czescy myśliwi upolowali legalnie w RPA, aby potem wywieźć trofea z tego państwa do Azji. Na trop przestępców policja wpadła po trzech latach w 2013 roku.
Podobny proceder miał miejsce w Polsce. Prokuratura Rejonowa w Opolu opublikowała właśnie akt oskarżenia wobec osób sprowadzających części ciała zabitych nosorożców białych do Polski, które w naszym kraju sprzedawały trofea na czarnym rynku do krajów Dalekiego Wschodu. Postępowanie objęło 33 osoby, a 10 spośród nich znajdzie się na ławie oskarżonych. Jak stwierdza prokuratura: „Organizatorami przestępczego procederu były osoby zawodowo parające się organizacją polowań zagranicznych oraz preparowaniem trofeów myśliwskich, które dzięki temu miały szerokie znajomości w środowisku myśliwych. Jedna z nich prowadziła działalność na terenie województwa opolskiego”.
A zatem polowania dla trofeów nie dość, że wywierają dodatkową presję na populacje zwierząt, zmniejszając ich szanse na przetrwanie, to stanowią przykrywkę dla nielegalnego handlu.

Unia Europejska jest drugim na świecie importerem trofeów łowieckich na świecie. Wyprzedzają nas tylko Stany Zjednoczone. Ten okrutny proceder, który wbrew opiniom jego zwolenników, nie przynosi pożytku przyrodzie, powinien zostać całkowicie zakazany w krajach UE. To że problem jest poważny potwierdza m.in. akt oskarżenia wobec 33 osób, który opublikowała niedawno opolska prokuratura w sprawie obrotu trofeami z nosorożców białych. Eksperci nie mają wątpliwości. Należy podjąć działania już teraz, nie tylko na unijnym szczeblu, ale również w poszczególnych krajach. Dlaczego to takie ważne i jak to zrobić?

Niemcy liderem, polscy myśliwi mają też swój udział

Europejscy myśliwi – ci z krajów UE - okazują się być drugą po swoich amerykańskich kolegach grupą największych importerów trofeów łowieckich. Prym wśród krajów UE wiodą niemieccy łowczy. Tylko w latach 2014-2018 do Niemiec trafiło 3959 trofeów myśliwskich z 54 gatunków ssaków wymienionych przez CITES, czyli prawie dwa razy więcej trofeów gatunków chronionych w porównaniu z Hiszpanią, drugim co do wielkości importerem w UE. Niemcy sprowadzali najwięcej w UE trofeów z upolowanych słoni afrykańskich – 20 proc. całego importu do UE, zebr górskich Hartmanna i pawianów niedźwiedzich (47 proc. importu do UE). Inne kraje europejskie, które są liderami w imporcie trofeów łowieckich są m.in. Austria i Dania.
Wśród krajów importujących trofea łowieckie znajduje się również nasz kraj. Okazuje się, że Polska sprowadziła w okresie objętym wspomnianą analizą HSI 744 trofeów łowieckich. Wśród nich nie zabrakło słoni afrykańskich – 21. Najwięcej trofeów przywiezionych do Polski pochodziło z upolowanych niedźwiedzi brunatnych – 140 i lwów afrykańskich – 95 - przy czym większość z nich pochodziła z polowań zagrodowych.
To okrutna praktyka bardzo popularna w RPA, gdzie są prowadzone ośrodki hodowli lwów. Lwy, które się w nich rodzą są najpierw zabierane matkom i wykorzystywane na potrzeby turystów, chętnie fotografujących się z małym lwiątkiem i nieświadomych losu zwierzęcia. Kiedy dorosną, lwy trafiają na zamknięte wybiegi, i są sprzedawane na odstrzał myśliwym. Zwierzę przyzwyczajone od obecności ludzi i osaczone w zagrodzie, jest łatwym łupem. Zabicie takiego lwa jest również tańsze od polowania na znacznie rzadszego w RPA dzikiego lwa. Stąd rosnąca popularność takich łowów wśród mniej zasobnych myśliwych. RPA zapowiada dziś wprowadzenie zakazu hodowli zagrodowej lwów, ale nie zmienia to faktu, że lwy są nadal wykorzystywane w takich ośrodkach.
Polowania dla trofeów mają jeszcze jeden negatywny aspekt. Nie chodzi w nich o uzasadnione naukowo zarządzanie populacjami. Celem jest zaliczenie kolejnego gatunku, zdobycie jak największego trofeum, ale nie troska o zwierząt. Podobnym mitem jest twierdzenie, że polowania dla trofeów pomagają lokalnym społecznościom. Okazuje się, że bajońskie sumy wydawane przez myśliwych w Tanzanii w zaledwie 3 proc. były przeznaczane na rozwój lokalnych społeczności, zaś przeważająca większość dochodów została wykorzystana na pokrycie kosztów operacyjnych polowań oraz opłat rządowych. Znacznie większe korzyści można za to odnieść z utrzymania żywych zwierząt. W przypadku słonia myśliwy może zapłacić 40 tys. dolarów za zastrzelenie samca tego gatunku. Zrobi to tylko raz, a zabity słoń nie przyciągnie więcej turystów. Tymczasem żywy słoń może przynieść dochody na poziomie 23 tys. dolarów rocznie - w ciągu całego swojego życia słoń wygeneruje dochód nawet 1,6 mln dolarów.
Materiały prasowe / HSI/Europe

Trofea łowieckie a polskie prawo. Czas na zmianę przepisów

Postanowienia CITES są implementowane na terenie Unii Europejskiej za pomocą szeregu rozporządzeń dotyczących handlu dziką fauną i florą (EU Wildlife Trade Regulations). Rozporządzeniem podstawowym jest obecnie Rozporządzenie Rady (WE) nr 338/97 z dnia 9 grudnia 1996 r. w sprawie ochrony gatunków dzikiej fauny i flory w drodze regulacji handlu nimi (dalej: Rozporządzenie Rady). Lista gatunków chronionych i zagrożonych wyginięciem znajduje się w Rozporządzeniu Komisji (UE) Nr 2017/160 z dnia 20 stycznia 2017 r. zmieniającym rozporządzenie Rady (WE) nr 338/97.
W Polsce obowiązują przepisy Rozporządzenia Rady oraz rozporządzenia wykonawcze Komisji Europejskiej. Rozporządzenie Rady jest aktem stosowanym bezpośrednio. Polska nie przyjęła do tej pory krajowego aktu prawnego, który wdrażałby postanowienia Rozporządzenia i dostosowywałby je do krajowego porządku prawnego.
Przepisy dotyczące importu i eksportu gatunków objętych ochroną ich transportu oraz rejestracji żywych zwierząt z gatunków wymienionych w załącznikach A i B do Rozporządzenia Rady, znajdują się w ustawie o ochronie przyrody z 2004 roku.
Jeżeli chodzi o samą definicję okazu, ustawa o ochronie przyrody za taki uznaje żywe lub martwe zwierzę lub jego część, w tym formę rozwojową, a także produkt pochodny. Bardziej szczegółową definicję okazu zawiera Rozporządzenie Rady. Zasadniczym problemem ustawy o ochronie zwierząt związanym z ochroną dzikiej przyrody, jest fakt, że ustawa w żadnym miejscu nie wskazuje jasno, że handel dzikimi gatunkami fauny i flory regulowany jest w Rozporządzeniu, do którego regulacji należy stosować się bezpośrednio.
Organem zarządzającym CITES jest Ministerstwo Środowiska – obecnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska, organem naukowym jest Państwowa Rada Ochrony Przyrody. Krajowa Administracja Skarbowa jest organem wykonawczym kontrolującym przepływ trofeów zwierzęcych przywożonych i wywożonych z kraju. Przywóz lub wywóz okazów z gatunków chronionych jest dozwolony jedynie pod warunkiem posiadania odpowiedniego zezwolenia lub świadectwa CITES.
Unijne rozporządzenia dotyczące handlu dziką przyrodą oferują państwom członkowskim swobodę w zakresie wprowadzania dodatkowych ograniczeń dotyczących importu i eksportu okazów. Bez wątpienia istnieje formalna możliwość wprowadzenia tak dodatkowych sankcji za naruszenie zakazu importu okazów, jak i również objęcia zakazem importu i eksportu określonych gatunków zwierząt. Dlatego HSI już dziś apeluje o wprowadzenie stosownych zmian w prawie. W ten sposób jeszcze bardziej wzmocnimy ochronę gatunków, które mogą wyginąć w naturze w ciągu najbliższych dekad. Mamy jeszcze na to szansę.
Autorzy: Iga Głażewska, Paweł Średziński
Iga Głażewska - Dyrektorka HSI/Europe w Polsce, absolwentka prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Zwolenniczka interdyscyplinarnego podejścia do rzecznictwa na rzecz zwierząt i ochrony przyrody, studiowała filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim i zoopsychologię w Interdyscyplinarnym Centrum Badań Zachowania się Zwierząt i Ludzi.
Paweł Średziński - miłośnik przyrody i dziennikarz, autor książki „Łoś”, wspiera działania Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze i kampanię #NieWMoimŚwiecie prowadzoną przez HSI/Europe.