Sprawa rozstrzygana przez Sąd Apelacyjny w Lublinie dotyczyła wypowiedzi byłej radnej z Lublina, która na sesji Rady Miasta dotyczącej nadania ulicy imienia Tadeusza Mazowieckiego stwierdziła: "Na przykład ja mam informacje: Tadeusz Mazowiecki – stalinowiec, komunista, agent NKWD, kolaborował z okupacyjną, bolszewicką władzą w latach stalinowskich; współpracował... z szefem NKWD na Polskę […]”. Wypowiedź ta padła w kontekście prezentowania życiorysu zmarłego na sesji, a następnie – z uwagi na wywołaną kontrowersję – została zaprezentowana w wielu ogólnopolskich mediach.

Z pozwem wystąpili synowie po zmarłym Tadeuszu Mazowieckim domagając się publikacji przeprosin. Zgodnie z wyrokiem sądu pierwszej instancji takowe była radna miała złożyć, do odczytania, na sesji Rady Miasta. Sąd ten uznał, że pozwana nie miała wpływu na to, że jej wypowiedzi ukażą się w ogólnopolskich periodykach czy stronach internetowych. Dodatkowo uznał, że z uwagi na zainteresowanie sprawą przez media i tak – niejako „samoczynnie”, „przy okazji” – do usunięcia skutków naruszenia dojdzie, gdyż media w dalszym ciągu relacjonowały postępowanie. Z powyższym nie zgodził się Sąd Apelacyjny w Lublinie, który zmienił wyrok rozszerzając zakres publikacji na dodatkowe media o ogólnopolskim charakterze. Wyrok ten jest prawomocny, zaś jego ocena nie wpływa na problem, który obrazuje: wpływu publikacji na majątek zobowiązanego oraz granicę pomiędzy zasadnym roszczeniem o usuniecie skutków naruszenia (przeprosiny), a potencjalną represją.

Priorytet: usunięcie skutków naruszenia

Reklama

Jeśli w postępowaniu ustalone zostanie, że doszło do naruszenia dóbr osobistych oraz że zasadne jest usunięcie skutków tego naruszenia, podstawowym elementem jest ustalenie zakresu restytucji. Publikacja przeprosin ma mieć na celu usuniecie skutku, który został wywołany przez wypowiedź dyfamującą. W uproszczeniu: nie można spodziewać się publikacji przeprosin na łamach ogólnopolskiego periodyku, jeśli do naruszenia doszło tylko w lokalnej gazecie. Jeśli jednak publikacja lokalna wywołała kolejne – tym razem o dużo szerszym zasięgu – to spodziewać się można, że nakazana zostanie publikacja także w tych gazetach.

Przeprosiny wywoływać mają zatem skutek „przywracający”, podobny do stanu sprzed naruszenia. Oczywistym jest, że powrót do tego stanu jest możliwy tylko w wyjątkowych przypadkach. Przykładowo, nie da się sprawić, żeby wywiad, w którym opublikowano kłamstwa pod adresem określonej osoby przeczytał ten sam krąg osób. Da się jednak sprawić, by potencjalny krąg odbiorców był taki sam lub prawie taki sam.

W ocenie autora powyższe nabiera szczególnego znaczenia przy wypowiedziach, które z założenia mają wzbudzać kontrowersje. Wywoływanie wzburzenia stało się bowiem „drogą na skróty” do wzbudzenia zainteresowania szerszej grupy odbiorców. Im wyższy poziom kontrowersji tym bardziej prawdopodobne, że wypowiedź osoby – do tej pory pozostającej anonimową – stanie się przedmiotem rozmów i publikacji. Dla wielu osób takie zainteresowanie samo w sobie jest korzyścią. Wobec tego osoba wypowiadająca opisane sformułowania liczyć się musi ze sprzężeniem zwrotnym: nieprawdziwość wypowiedzi powinna wiązać się z poniesieniem pełnych kosztów przeprosin.

Nie za wszelką cenę

Jest jednak druga strona medalu, która czasami umyka w debacie: ochrona dóbr osobistych nie może wykraczać poza faktyczne możliwości naruszyciela. Celem postępowania jest przywrócenie stanu sprzed naruszenia, nie zaś represja. Dodatkowo, jeśli zobowiązany nie będzie mógł wykonać wyroku (w uproszczeniu, nie będzie go stać na wykupienie miejsca na publikację przeprosin), to cel postępowania najprawdopodobniej nie zostanie w ogóle zrealizowany.

Na podobnym stanowisku stanął Sąd Najwyższy w sprawie, w której ważyły się słowa „warte” nie osiem , a trzydzieści dwa miliony złotych. Sprawa ta (SN, II CSK 431/10) dotyczyła Doroty Rabczewskiej (Doda) i (m.in.) obrażających wypowiedzi kierowanych pod jej adresem w utworze „Podobne przypadki”. W wyroku przekazującym sprawę do ponownego rozpoznania Sąd ten stwierdził, że „orzeczenie sądu, wydane na tej podstawie prawnej (art. 24 § 1 KC – autor), powinno uwzględniać realne, w tym ekonomiczne, możliwości wykonania tego orzeczenia przez pozwanego. Ponadto w razie naruszenia dóbr osobistych celem ochrony udzielonej pokrzywdzonemu jest dążenie do usunięcia skutków tego naruszenia i kompensata doznanej krzywdy bez elementu represji podmiotu odpowiedzialnego za naruszenie dóbr osobistych”. Sąd zaznaczył przy tym, że to naruszyciela obciąża obowiązek wykazania kosztów publikacji.

Bilans korzyści

Pomimo słusznych założeń leżących u podstaw zobowiązania do publikacji przeprosin doznaje ono pewnych ograniczeń, które nie są związane z samym naruszeniem, ale z osobą naruszyciela. Z jednej strony – nie może to dziwić. Usunięcie skutków naruszenia nie może prowadzić do upokorzenia drugiej strony. Z drugiej, metoda Herostratesa dla „zaistnienia” w sposób oczywisty musi budzić sprzeciw. Okazać się może, że pomimo bardzo szerokiego naruszenia opublikowane przeprosiny będą miały wąskie grono odbiorców. Do faktycznej restytucji w takim wypadku nie dojdzie.

Niestety, nie jest możliwe tworzenie w tym zakresie jakichkolwiek reguł, zaś ostatecznie to rolą sądu jest znalezienie złotego środka pomiędzy przywróceniem, a możliwościami zobowiązanego.

Tekst powstał przy współpracy z LegalnaKultura.pl

Wojciech Piwowarczy, doktor nauk prawnych, radca prawny