Problem klauzuli sumienia, budzi – i słusznie – bardzo silne emocje. Już dawno bowiem na forum publicznym nie była prowadzona tak ważna i mająca potencjalnie tak daleko idące konsekwencje dla demokratycznego państwa prawa, debata.

Jak to bywa w przypadku silnych emocji, formułowane są zdecydowane opinie. Przykładowo wczoraj na łamach Prawnika.pl prof. Teresa Gardocka stwierdziła: „Trudno przyjąć do wiadomości, że niektórzy renomowani prawnicy sami wierzą w to, co mówią na temat klauzuli sumienia”, a następnie przeprowadziła wywód, w którym – całkiem słusznie – stwierdziła iż nikt nie może sobie rościć prawa do kontrolowania sumień innych, poprzez narzucanie im jedynie słusznej perspektywy własnego sumienia. Nie sposób nie zgodzić się z tą konkluzją, chyba że odrzucimy wszystkie wartości, na których wzniesiony jest gmach demokratycznego państwa prawa – wolność, równość wobec prawa, sprawiedliwość…

Godząc się z powyższą konkluzją, trudno jednak zgodzić się z całością wywodu, a w szczególności ze stwierdzeniem, iż klauzula sumienia, stanowi jakiekolwiek zagrożenie dla demokratycznego państwa prawa. Nie stanowi i stanowić nie może, bowiem to właśnie ona stanowi jego fundament.

O co bowiem chodzi z klauzulą sumienia? Dlaczego część prawników wskazuje na Konstytucję i akty z zakresu ochrony praw człowieka, a następnie stwierdza wprost, że rodzime rozwiązania ustawowe pozostają z nimi w sprzeczności? Dlaczego mówią o rozwiązaniach ustawowych w kategoriach wyjątków od reguły, a nie jako o zasadach?

Otóż w przypadku klauzuli sumienia, rzecz nie idzie wcale, a na pewno nie głównie, o kwestie konkretnej wiary, wyznania, czy też światopoglądu religijnego, który część osób, czy nawet większość, uznaje za słuszny. Wbrew konotacji słowa sumienie, nie chodzi więc o konstrukcje muszące mieć bezpośredni związek ze sferą religijną.

Rzecz idzie o możliwość nieskrępowanego wyrażania myśli i postępowania zgodnego, z przyjętym autonomiczne przyjętym systemem wartości, naturalnie jeśli nie narusza on wartości państwa prawa. Rzecz więc idzie o to, co w języku praw człowieka, nazywa się wolnością myśli, sumienia i wyznania, przy czym najistotniejszym słowem jest „wolność”.

Wydaje się, że po 25 latach możliwości nieskrępowanego wyrażania myśli powinno być oczywiste, że wolność myśli, sumienna i wyznania każdego obywatela stanowi warunek konieczny istnienia społeczeństwa demokratycznego mieniącego się dodatkowo być państwem prawa. Bez jej istnienia autonomia podmiotów w sferze publicznej, a w skrajnych sytuacjach także w sferze prywatnej, byłaby czystą fikcją. W państwie prawa, każdy człowiek ma i musi mieć prawo do autonomicznego wyboru celów, które pragnie realizować, modelu życia, który chce urzeczywistnić, systemu wartości, wedle którego będzie oceniać otaczający świat i dokonywać wyborów, a nawet określania tego, co dobre a co złe - oczywiście tak długo, jak długo wybory te nie naruszają systemu wartości rzeczonego państwa prawa. Każdy człowiek ma również prawo do uzewnętrzniania swoich przekonań, dawania świadectwa swojej wierze, wyrażania opinii i ocen, a także odstępowania od działań sprzecznych z uznawanym systemem wartości. Arbitralne ograniczenie wspomnianej autonomii w istocie stanowiłoby zamach zarówno na jednostkę i przysługującą jej godność, na najgłębszą istotę państwo prawa i społeczeństwa demokratycznego. I o to właśnie chodzi tym, co do których tak trudno jest niektórym przyjąć, że wierzą w to co mówią.

Konsekwentnie sprowadzenie dyskusji o klauzuli sumienia wyłącznie do kwestii określonego światopoglądu jest daleko idącym nieporozumieniem. Co więcej, w świetle powyższego, zgodzić się można z poglądem, że ustawowe regulacje – jak np. tę z ustawy o zwodach lekarza i lekarza dentysty - dotyczące dyskusyjnej instytucji, taktować należy w kategoriach jej ograniczenia, a nie źródła. Tym samym podstawowe pytanie, które powinniśmy postawić brzmi: w jakich przypadkach klauzula sumienia, czy też szerzej wolność myśli, sumienia i wyznania, może, a nawet powinna, być ograniczona?
Europejska Konwencja Praw Człowieka stanowi wprost: wolność uzewnętrzniania wyznania lub przekonań może podlegać jedynie takim ograniczeniom, które są przewidziane przez prawo i konieczne w społeczeństwie demokratycznym z uwagi na interesy bezpieczeństwa publicznego, ochronę porządku publicznego, zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób. Tym samym wszelka regulacja, która ogranicza wspomniane wolności przejść musi test trojakiego rodzaju: legalności, konieczności i celowości.

Test legalności w pierwszym rzędzie sprowadza się do obowiązku wskazania adekwatnej podstawy prawnej umożliwiającej państwu wprowadzenie ograniczeń. Wymaga się przy tym, aby regulacje stanowiące podstawę ograniczenia wolności zewnętrznej były na tyle precyzyjnie, aby zainteresowany podmiot mógł zrekonstruować przesłanki, których zaistnienie może doprowadzić do limitacji wolności, a także ocenić prawdopodobieństwo podjęcia przez państwo określonych działań limitacyjnych. Dodatkowo wspomniane regulacje powinny oddawać do dyspozycji jednostki instrumenty prawne umożliwiające obronę przed arbitralnością władzy publicznej.

Stwierdzenie konieczności podjęcia przez państwo działań limitacyjnych w zakresie wolności uzewnętrzniania przekonań w istocie pozostawia władzy pewien margines uznaniowości. To bowiem państwo samodzielnie określa czy i ewentualnie w jakim zakresie limitacja wolności jest konieczna. Działania władzy publicznej każdorazowo jednak uwzględniać muszą kontekst społeczeństwa demokratycznego i jego aksjologię. Działania te cechować się więc powinny szczególną ostrożnością i powściągliwością, tym bardziej, że na szali – jak już podkreśliłem - kładzione są podstawowe prawa i wolności jednostki, a także istota państwa prawa.

Ostatni test – celowości wiąże się z opisaną koniecznością. Każda operacja na „żywiej tkance społeczeństwa demokratycznego” podyktowana być powinna szczególnymi względami. W grę wchodzą więc sytuacje, w których wolność uzewnętrzniania myśli, sumienia lub wyznania wejdzie w konflikt z wartością równorzędną albo wyższego rzędu. Lista tych wartości zawarta została w art. 9 ust. 2 konwencji i obejmuje interesy bezpieczeństwa publicznego, ochronę porządku publicznego, zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności innych osób.

Wracając do kwestii wyjściowej watro zastanowić się czy polskie regulacje ustawowe przechodzą opisany test? Czy określony cel, czyli zagwarantowanie pacjentowi możliwości uzyskania określonych świadczeń w rozsądnym terminie, faktycznie wymaga nałożenia właśnie na lekarza powołującego się na klauzulę sumienia, obowiązku wskazania realnych możliwości uzyskania nieakceptowanego przez niego świadczenia u innego lekarza lub w podmiocie leczniczym? Czy klauzula sumienia powinna być ograniczona nie tylko – co raczej nie jest kwestionowane – z uwagi na niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, ale także ze względu na inne przypadki, niedookreślone niecierpiące zwłoki? Czy aby na pewno ograniczanie wolności pewnej grupy obywateli jest jedynym sposobem na jej zagwarantowanie w odniesieniu do innej?

I o to właśnie chodzi w dyskusji nad klauzulą sumienia.