W dobie pandemii streamy, czyli realizowane na żywo strumieniowe transmisje danych, stały się podstawową metodą komunikacji wielu branż. W konsekwencji są obecnie najlepszym sposobem zachęcenia klientów do korzystania z usług (w przypadku przedsiębiorstw), zdobycia nowych fanów (w przypadku celebrytów), czy realizacji usług, np. personalnych treningów bez wychodzenia z domów. Tam, gdzie pojawiają się pieniądze (a w przypadku niektórych streamów np. z gal sportowych duże pieniądze), tam znajdą się też tacy, którzy chcą to wykorzystać. Powstaje pytanie – jak skutecznie z nimi walczyć.

Streamy czy też live’y można zasadniczo podzielić na niekomercyjne (przynajmniej na pierwszy rzut oka) lub komercyjne.

Pierwsze, odbywają się zazwyczaj na profilach społecznościowych znanych osób i są bezpośrednio formą komunikacji gwiazdy z jej fanami. Znane osoby starają się w mediach budować konkretny wizerunek, a live’y te próby konsolidują. Skutkuje to zazwyczaj zwiększaniem się liczby subskrybentów kont społecznościowych, a to przekłada się już na konkretne sumy, np. przy kontraktach reklamowych.

Do drugiej kategorii zaliczamy streamy z dużych gal sportowych. Ale zdarzają się również relacje czysto handlowe. Polska marka odzieżowa, na której pandemia wymusiła zamknięcie większości z blisko 200 sklepów, już pod koniec marca 2020 r. zorganizowała pierwszą transmisję sprzedażową na Facebooku, a ich live'y ogląda obecnie średnio 10-18 tys. osób. Internet umożliwił zatem zbliżenie się do zasięgów telewizyjnych, bez potrzeby inwestowania w drogi sprzęt nagraniowy.

Chciałoby się krzyknąć: rewolucja! Niestety, z uwagi na ogromną skalę streamingowego piractwa, podmioty bazujące na internetowych przekazach, muszą liczyć się atakami cyberprzestępców oraz bezradnością organów ścigania w tym zakresie. Najwięcej tracą ci, którzy przyciągają największą publiczność – w Polsce są to zazwyczaj federacje sztuk walki – czy to profesjonalne, czy też te oparte na formule freak fight[1].

Współprowadzący gale FAME MMA, Krzysztof Rozpara, w rozmowie z MMAnews Live mówi: „Obawiam się, że kolejny raz bardzo mocno ucierpieliśmy z powodu re-streamów. To jest prawdziwa patologia i prawdziwe problemy z którymi musimy walczyć i z czym walczą wszyscy producenci, artyści, którzy produkują treści audiowizualne, do których mają prawo własności, prawo autorskie, a które są rozkradane i rozprzestrzenianie bezprawnie dystrybuując je, a nawet sprzedając je. Był jeden portal, który posunął się do takiej bezczelności, że kradł nasz sygnał i sprzedawał go po niższej cenie. Sprzedawał własne PPV (pay-per-view – określenie z języka angielskiego oznaczające płatną usługę oglądania treści multimedialnych dostarczanych najczęściej za pośrednictwem cyfrowej telewizji, przyp. red.), po zaniżonej cenie. Brakuje słów i w sposób kulturalny nie da się tego nazwać, nie ma na to określenia bez użycia słów bardzo obraźliwych. […]To jest coś strasznego, co zawsze będziemy piętnować, będziemy zawsze temu przeciwni.”[2]

Podobne problemy mają podmioty z USA, gdzie zjawisko streamów jest już powszechne od wielu lat. Oczywiście, amerykańskie platformy zbierają o wiele większą publiczność niż ich europejskie odpowiedniki – tym większa pokusa dla osób, które chciałby na nielegalnym streamie zarobić. Co ciekawe tamtejsze federacje ścigają nie tylko osoby, które są bezpośrednio zamieszanie w kradzież, a następnie rozpowszechnienie nielegalnego sygnału, ale także z ich odbiorcami i użytkownikami. Ostatnio znów zrobiło się o tym głośno, a to za sprawą zapowiadanego powrotu do UFC (Ultimate Fighting Championship -amerykańska organizacja mieszanych sztuk walki) Conora McGregora – utytułowanego i uwielbianego przez fanów zawodnika sztuk walki.

Zaplanowana na 23 stycznia 2021 roku gala może wygenerować rekordowe zyski, ale też i straty. W tym miejscu należy wspomnieć, iż większość z nielegalnych streamerów i ich odbiorców korzysta z platform KODI – darmowego oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym, które umożliwia użytkownikom lokalny lub zdalny dostęp do treści wideo na komputerach osobistych, dekoderach, smartfonach i tabletach.

W sprzedaży dostępne są specjalnie skonfigurowane urządzenia, które mają już zainstalowane nieoficjalne dodatki i modyfikacje, umożliwiające nielegalny dostęp do treści wideo – w tym do obejścia opłat typu pay-per-view. Wg badań przeprowadzonych przez firmę Sandvine blisko 70 proc. gospodarstw domowych w Ameryce Północnej z urządzeniami z KODI korzysta z nich w celu uzyskania dostępu do pirackich treści.[3] Wracając jednak do UFC – pod Twitterowym postem Dany White’a, szefa UFC, pojawiły się odpowiedzi sugerujące pirackich ataków na sygnał z gali. White zapowiedział, że ma dla piratów niespodziankę. Prawdopodobnie chodzi o zastawienie na nich sprytnej pułapki zastosowanej już w 2017 r. w celu wyłapywania pirackich streamów walki McGregora z Floydem Mayweatherem. Serwis TorrentFreak donosi, że wielu z tych, którzy transmitowali widowisko za pośrednictwem nieoficjalnego źródła, zobaczyło na swoim kanale znak wodny - ciąg losowych liter i cyfr. Prawdopodobnie został tam umieszczony przez licencjonowanych nadawców w celu tropienia piratów. Liczby pozwalają (nadawcy) na śledzenie nielegalnego strumienia z powrotem do abonenta i / lub dekodera powiązanego z konkretnym kontem. Kod działa jak naprowadzający sygnał nawigacyjny i oznacza naprawdę złe wieści dla konkretnych użytkowników. Takie znaki wodne oznaczają bowiem poważne grzywny, a nawet więzienie, dla osób prowadzących nielegalne transmisje walki na YouTube, Facebooku lub osobistych blogach.

Oglądanie nielegalnych streamów nie jest karane, co potwierdza nawet Komisja Europejska[4]. Wynika to z prostej przyczyny, a mianowicie ich technicznej specyfikacji. Decydując się na stream z pirackiego źródła, użytkownicy nie pobierają żadnych plików, a jedynie uczestniczą w transmisji live, co przesądza o braku ich odpowiedzialności. Niemniej, nawet jeśli legalne – pamiętajmy o tym – wspieranie nieoficjalnych platform jest wspieraniem, powiedzmy sobie wprost, złodziei, wykorzystujących dla własnego zysku cudzą pracę. Należy również pamiętać, że osoba, która korzysta z nielegalnych streamów może zostać zobowiązana do uiszczenia wynagrodzenia za to korzystanie na rzecz podmiotów posiadających prawa autorskie i prawa pokrewne.

Paweł Kowalewicz
Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Legalna Kultura



[1] W takich starciach walczą celebryci, a nie profesjonalni sportowcy.

[2] https://www.mmanews.pl/2020/04/nielegalne-streamy-wciaz-ogromnym-problemem-duzych-graczy-na-rynku-mma/

[3] https://www.digitaltveurope.com/2017/05/05/sandvine-70-of-kodi-boxes-set-up-for-pirated-content/

[4] http://www.serpstat.pl/internet/czy-ogladanie-pirackich-streamow-jest-nielegalne/