Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Śródmieściu-Zachód skierowała jeszcze w marcu 2008 r. akt oskarżenia przeciwko Izabeli Lewandowskiej-Malec, oskarżając ją o sześć czynów. Dotyczyły one pomówienia za pomocą środków masowego komunikowania burmistrza Batki oraz prokuratur rejonowych w Wieliczce i w Krakowie-Podgórzu. Zarzuca się jej także rozpowszechnianie publiczne bez zezwolenia wiadomości z rozprawy sądowej.

Proces o zniesławienie Jerzego Batki (prowadzony z oskarżenia prywatnego) prof. Lewandowska-Malec wygrała dopiero poza Polską, w Strasburgu. Wcześniej polskie sądy skazały ją za pomówienie samorządowca o to, że miał czynić pozaprawne naciski na prokuraturę w dotyczących go śledztwach. Trybunał całkowicie oczyścił profesor z zarzutów zniesławienia uznając, że nie przekroczyła granic dozwolonej krytyki. Uznał, że doszło w jej sprawie do naruszenia przez Polskę konwencji i zasądził na jej rzecz 3 tys. euro zwrotu poniesionych kosztów postępowania krajowego i 3 tys. euro zadośćuczynienia.

– Sytuacja jest nieco absurdalna. Ostatecznie pięć zarzutów prokuratorskich dotyczących zniesławienia burmistrza, prokuratury przedawniło się, ale wciąż prokuratura oskarża mnie z art. 241 kodeksu karnego. Zarzuca mi, że ujawniłam w internecie apelację od wyroku sądu polskiego, który jest już uchylony w związku z wyrokiem trybunału w Strasburgu. W ocenie prokuratury dopuściłam się przestępstwa ujawnienia informacji z postępowania, które toczyło się z wyłączeniem jawności. Moi przeciwnicy rozesłali niesprawiedliwy wyrok sądowy do mieszkańców mojego miasta. Chcieli mnie skompromitować. W ramach gestu sprzeciwu udostępniłam na jednym z portali swoją apelację od wyroku – wspomina prof. Lewandowska-Malec.

– Sprawy o zniesławienie z art. 212 k.k. toczą się z wyłączeniem jawności z mocy prawa. Nie widzę jednak uzasadnienia dla takiej wyjątkowej regulacji. Lepiej byłoby, gdyby rozstrzygał o tym sąd, tak jak w sprawie cywilnej o naruszenie dóbr osobistych – komentuje Dorota Głowacka z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Jej zdaniem utrudnia to opinii publicznej i organizacjom typu watchdog monitorowanie procesu. Czasem się zdarza, że sprawa o tę samą wypowiedź przed sądem karnym jest utajniania, podczas gdy ta, która toczy się przed sądem cywilnym – jawna.

Prokuratura twierdziła od początku, że wyrok trybunału w Strasburgu dotyczył innego postępowania i wcale nie musi przekładać się na bieg prowadzonej przez nią sprawy.

– Wymiar sprawiedliwości bywa nieobliczalny. Prokuratura ma wielką władzę i potrafi jej użyć przeciwko obywatelowi, który nie popełnia żadnego przestępstwa, ale z różnych względów jest niewygodny. Potrafi nękać, korzystając z narzędzi, jakie daje jej prawo. W mojej sprawie prokuratura wystąpiła w swoim interesie, broniąc się w ten sposób przed krytyką jej działania – uważa prof. Lewandowska-Malec.

Niedawno wywalczyła wykreślenie jej z krajowego rejestru karnego. Zgodnie bowiem z naszym prawem Polak, który dowiedzie swoich racji przed trybunałem w Strasburgu, dla rodzimego wymiaru sprawiedliwości pozostaje dalej winny. Musi sam zażądać wznowienia postępowania i doprowadzić do uchylenia wyroków.

– Musiałam wnieść o uchylenie skazującego wyroku polskiego. Oczyszczona zostałam z zarzutów w maju – dodaje.

Teraz pozostaje jej jeszcze udowodnić przed sądem, że miała prawo ujawnić własną apelację.