Edyta D. trafiła do Szpitala Uniwersyteckiego w Bydgoszczy z podejrzeniem infekcyjnego zapalenia wsierdzia. Po przeprowadzeniu badań lekarz wypisał ją do domu z rozpoznaniem zapalenia stawu mostkowo-obojczykowego.

Brak odpowiedzialnego

Po dwóch tygodniach kobieta trafiła na oddział kardiologiczny Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy, ponownie z tym samym podejrzeniem. Po kolejnych badaniach kobietę znowu wypisano do domu, nie czekając nawet na wszystkie wyniki.

Jednocześnie skierowano ją na konsultację kardiologiczną. Lekarze ustalili, że objawy u Edyty D. wskazują na niedomykalność zastawki aortalnej. Gdy okazało się, że wyniki badań są niekorzystne, kobietę wysłano do szpitala uniwersyteckiego, w którym wszczepiono jej sztuczną zastawkę.

Problem w tym, że na skutek błędnych diagnoz lekarzy zakażenie się rozwinęło i doszło już do nieodwracalnych zmian.

Kobieta długi czas leczyła się z depresji. Później zdecydowała się pozwać Szpital Uniwersytecki za zniszczenie jej zdrowia. Domagała się 170 tys. zł zadośćuczynienia, renty w wysokości 2250 zł miesięcznie i ustalenia, że szpital będzie odpowiadał za szkody, które mogą się ujawnić w przyszłości.

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy oddalił powództwo. Stwierdził, że kobieta nie wykazała błędu w sztuce lekarskiej. Ponadto pozew został wniesiony za późno. Minęły bowiem trzy lata od chwili, kiedy dowiedziała się o szkodzie. Podczas procesu przesłuchiwani byli biegli, przedstawiono opinie lekarzy i ekspertyzy. Po uzyskaniu dodatkowych informacji kobieta dopozwała drugi szpital, w którym była leczona.

Sąd II instancji oddalił apelację.

Wyrok po terminie

Pełnomocniczka Edyty D. wniosła skargę kasacyjną. Na rozprawie przed Sądem Najwyższym przekonywała, że podniesienie przez szpital zarzutu przedawnienia jest sprzeczne z zasadami współżycia społecznego (art. 5 kodeksu cywilnego).

– Trudno ustalić, kto jest odpowiedzialny za szkodę, gdy leczenie odbywa się w kilku szpitalach – wskazywała radca prawny Violetta Wasielak-Winkler.

Argumentowała, że w takiej sprawie, gdy błędy lekarskie zrujnowały zdrowie młodego człowieka, nie powinno się uwzględniać zarzutu przedawnienia.

Sąd Najwyższy uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Wyjaśnił, że w takich sytuacjach nie można ryzykować, że dojdzie do przedawnienia roszczeń i należy pozwać oba szpitale. Przyznał, że upłynął trzyletni termin przedawnienia.

– Biorąc jednak pod uwagę całokształt okoliczności: młody wiek powódki, szczególnie złożoną chorobę, która daje niecharakterystyczne objawy i jest trudna do rozpoznania, to uwzględnienie zarzutu przedawnienia kłóci się z zasadami współżycia społecznego – powiedziała sędzia Barbara Myszka, uzasadniając wyrok.

Sprawa powinna być więc merytorycznie rozpoznana.

ORZECZNICTWO

Wyrok Sądu Najwyższego z 10 kwietnia 2013 r., sygn. akt IV CSK 611/12.