Sąd Najwyższy postanowił odroczyć rozpoznanie spraw do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny wniosku o zbadanie art. 20 pkt 1 ustawy – Prawo u ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2001 r. nr 98, poz. 1070 z późn. zm.) pod względem zgodności z ustawą zasadniczą – wyjaśnia Krzysztof Michałowski z biura prasowego Sądu Najwyższego.

Wnioski te zostały złożone przez Krajową Radę Sądownictwa oraz grupę posłów PSL. Dotyczą m.in. uprawnienia ministra sprawiedliwości do tworzenia i znoszenia sądów w drodze rozporządzenia. Wczorajsza decyzja SN nie jest dla sędziów zaskoczeniem.

– Nie jestem zdziwiony, że Sąd Najwyższy tak postąpił. Jeżeli bowiem okaże się, że przepisy na podstawie których minister zniósł 79 sądów, bądź samo rozporządzenie uznane zostaną za niekonstytucyjne, to wszystkie decyzje o przeniesieniu sędziów ze zlikwidowanych jednostek, które nie będą prawomocne, utracą podstawy prawne, co zmieni sytuację. Niemniej takie „trwanie w zawieszeniu” sędziów jest sytuacją bardzo niepożądaną – wyjaśnia sędzia Maciej Strączyński, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Jego zdaniem decyzja ta tym bardziej nie dziwi, jeżeli weźmie się pod uwagę tok prac nad obywatelskim projektem ustawy o okręgach sądowych. Jego celem jest podniesienie do rangi ustawowej decyzji o tworzeniu i znoszeniu sądów.

– W środę przegłosowano poprawki do listy sądów i znalazły się na niej wszystkie zniesione z 1 stycznia placówki – wskazuje Strączyński.

W kuluarach rozważane jest również uzupełnienie wniosków do TK i zaskarżenie także samego rozporządzenia w sprawie zniesienia niektórych sądów rejonowych (Dz.U. z 2012 r., poz. 1121).

– To bardzo możliwe. Gdyby nawet trybunał uznał u.s.p. w zakresie upoważniającym ministra do tworzenia i znoszenia sądów za niekonstytucyjne i nakazał prawo zmienić, to wydane wcześniej rozporządzenie może pozostać w mocy – wyjaśnia Strączyński.

Sędziowie, którzy złożyli odwołania od decyzji w sprawie przeniesienia, nie kryją jednak rozczarowania postanowieniem SN.

– Z niecierpliwością oczekiwaliśmy na merytoryczne rozstrzygnięcie Sądu Najwyższgo. Obecnie nadal nie mamy pewności, czy mamy uprawnienie do orzekania do czasu rozpoznania naszych odwołań. Ja i moi koledzy staramy się nie wydawać orzeczeń, żeby nie narażać stron na konieczność powtarzania procesów. Jednocześnie informujemy strony o naszych wątpliwościach i ewentualnych skutkach stwierdzenia w przyszłości wadliwości tych orzeczeń – mówi Bartłomiej Starosta, sędzia zlikwidowanego Sądu Rejonowego w Sulęcinie.