Sędziowskie odmowy

Sędziowie pytani przez nas, czy będą udostępniać akta na żądanie ministra, już dziś zapowiadają, że będą odmawiać. Mimo rozporządzenia. Ich sprzeciw może się jednak nie liczyć, bo dużo będzie tak naprawdę zależało od prezesów sądów.

– Gdyby minister zażądał ode mnie akt sprawy, musiałbym odmówić. Takie prawo ma każdy sędzia. Sędziowie są związani konstytucją i ustawami. Nie są związani rozporządzeniami, zwłaszcza gdy te mogą okazać się niezgodne z ustawami – mówi sędzia Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa.

– Wszystko będzie zależało od tego, na jakiego sędziego to trafi – stwierdza sędzia Maciej Strączyński.

Według niego jeśli sędzia będzie naprawdę niezawisły, to postąpi zgodnie z ustawą i odmówi.

Ale odmowa wydania akt to nie jest orzeczenie.

– W takich sprawach ponad sędzią stoi powołany przez ministra prezes, który może decyzję sędziego zmienić, traktując to, co napisze minister, jako „polecenie przełożonego”. Wszystko będzie zależało od kręgosłupa sędziego – dodaje prezes Iustitii.

Jego zdaniem wystarczy odpowiednio dobierać prezesów i akta sądowe będą wędrowały do gabinetu ministra na każde życzenie.

– A może i jakiś dziennikarz zadzwoni z takim żądaniem, jak w ubiegłym roku do Gdańska – ironizuje sędzia.

Trybunał Konstytucyjny

Przyszłość przepisu stoi pod wielkim znakiem zapytania. Niewykluczone, że zostanie on zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego.

– Krajowa Rada Sądownictwa cztery razy negatywnie zaopiniowała kolejne wersje projektu tego rozporządzenia – informuje sędzia Jarema Sawiński, rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa.

I przypomina, że KRS zaskarżyła nowelizację ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych rozszerzającą kompetencje nadzorcze ministra, do Trybunału Konstytucyjnego.

– Jeśli trybunał uzna przepisy ustawy za niekonstytucyjne, to oczywiście straci także moc rozporządzenie wydane na tej podstawie prawnej – dodaje Sowiński.

Wielu sędziów wprost zapowiada, że nie będzie wydawać akt sprawy

Niewykluczone, że KRS zdecyduje się posłać do Trybunału Konstytucyjnego także rozporządzenie.

– Jedyne, co możemy zrobić, to apelować o pomoc ze strony rzecznika praw obywatelskich lub Krajowej Rady Sądownictwa. To nie jest przecież tylko problem sędziów i ich niezawisłości, to też pytanie o prawa obywatelskie stron postępowania. Szeroki wgląd do akt sprawy może naruszać ich interes – przekonuje sędzia Maciej Strączyński, który uważa, że przepis powinien trafić do TK.

Rządowi legislatorzy

Zastrzeżenia do ministerialnego projektu miało także Rządowe Centrum Legislacji (RCL). Dwa razy negatywnie zaopiniowało wprowadzenie możliwości żądania akt sprawy przez ministra sprawiedliwości. Skrytykowało zarówno pierwszą wersję rozporządzenia, jak i trzecią (zob. ramka). Wytknęło, że projekt nie zawiera stanowiska do opinii Krajowej Rady Sądownictwa (negatywnej).

– „Ze względu na zakres upoważnienia ustawowego przepis może być uznany za wykraczający poza delegację (...) ustawy upoważniającej, ponieważ żądanie akt spraw sądowych nie wchodzi w zakres szczegółowego trybu nadzoru administracyjnego nad działalnością sądów, o którym mowa w ustawie, oraz za co najmniej budzący wątpliwości co do zgodności z zasadą niezawisłości sędziowskiej” – sygnalizował Maciej Berek, prezes RCL w piśmie z 9 marca 2012 r. (zob. ramka 1 wersja rozporządzenia).

– „Proponuję rozważyć rezygnację z tej regulacji” – kończył swe pismo prezes RCL.

Podobne zastrzeżenia formułował wiceprezes RCL w opinii z 21 listopada (zob. ramka wersja 3 rozporządzenia). Tym razem RCL uznało, że żądanie akt w sprawach związanych z reprezentowaniem Polski w Strasburgu „nie powinno budzić wątpliwości”.

– Jednakże żądanie akt sądowych, o których mowa w art. 20 (rozporządzenia – red.) nie wynika w sposób jednoznaczny z ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych. Jeżeli jednak – w ocenie projektodawcy – propozycja ta zasługuje na uwzględnienie, kwestia ta powinna zostać dokładnie oraz w należyty sposób przedstawiona w uzasadnieniu projektu – kończy wiceszef RCL.

Ministerialnym okiem

Resort się broni. Twierdzi, że podstawę ustawową rozporządzenia stanowi art. 37g par. 1 pkt 3 ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych.

– Przepis rangi ustawowej przyznaje ministrowi sprawiedliwości kompetencję do wykonywania działań nadzorczych względem prezesów sądów apelacyjnych w zakresie wykonywania przez nich obowiązków nadzorczych – stwierdza Patrycja Loose, rzecznik prasowy ministra aprawiedliwości.

Zdaniem ministerstwa przepis rozporządzenia mieści się w ramach upoważnienia ustawowego, zgodnie z którym minister określa m.in. szczegółowy tryb sprawowania nadzoru administracyjnego nad działalnością sądów.

– Natomiast pojęcie „uzasadnione przypadki”, o którym mowa w rozporządzeniu, wskazuje, iż możliwość żądania akt ma charakter subsydiarny względem kompetencji żądania przez ministra sprawiedliwości informacji lub dokumentów dotyczących wykonywania obowiązków nadzorczych – twierdzi rzeczniczka.

Podkreśla, że przepis posługuje się uniwersalną formułą powszechnie przyjętą w prawodawstwie.

Resort stwierdza także, że uwaga RCL odnosiła się do jednej z poprzednich wersji projektu i nie miała charakteru bezwzględnego.

– Ostateczna wersja przepisu uzyskała akceptację RCL, w tym poprzez zwolnienie projektu z obowiązku rozpatrzenia go przez Komisję Prawniczą – przekonuje rzeczniczka.