Prawnik na dźwigni reklamy

Młodym ludziom wchodzącym na hermetyczny rynek usług prawnych coraz trudniej się przebić. – Naobiecywano im złotych gór, bentleyów, miejsc w firmach partnerskich na wysokich szczeblach, a to wszystko od dawna zajęte – mówi Krzysztof Boszko, partner w Firmie Adwokackiej Łepkowski Boszko i Wspólnicy Spółka Partnerska. Najtrudniej zaistnieć adwokatom czy notariuszom, gdyż ci reklamować się nie mogą wcale, nieco bardziej liberalny samorząd mają radcowie prawni (tym wolno się reklamować poprzez ulotki w sądach itp.).

By zawalczyć na rynku, trzeba się więc rozpychać łokciami i wykorzystywać wszystkie możliwości. – Młodzi ludzie z jednej strony mają trudniej, a z drugiej dysponują takimi środkami, których my, kiedy zaczynaliśmy, nie mieliśmy. Myślę tutaj głównie o internecie – wskazuje Roman Nowosielski z kancelarii Nowosielski, Gotkowicz i Partnerzy.

Młodzi ludzie czują się w sieci jak ryba w wodzie. Kancelarie umieszczają odnośniki do swoich stron w artykułach dotyczących nośnych spraw, które dotykają wielu osób, np. rozwodów, opłat użytkowania wieczystego, eksmisji. Prawnicy wielu kancelarii prowadzą blogi bądź piszą teksty prawnicze na rozmaite portale. – Żeby napisać dobry tekst, trzeba się przyłożyć. Dzięki temu prawnik może pokazać się z dobrej strony – zauważa Nowosielski. Choć tę e-aktywność można różnie interpretować, to zdarzają się zagrania ewidentnie nieczyste, stosowane zarówno przez adwokatów, radców prawnych, jak i notariuszy. Chodzi o podszywanie się pod z pozoru niezaangażowanego internautę czy klienta, który na forach internetowych zachwala usługi tego czy innego prawnika.

Są też ogłoszenia prasowe, które nie reklamują wprost kancelarii prawnej, lecz odszkodowawczą (walczy o rekompensaty za błędy medyczne czy wypadki komunikacyjne), informując przy okazji, z którą kancelarią prawniczą jest nawiązana współpraca. Z kolei przedsiębiorcy zakładający działalność gospodarczą dostają już e-maile czy listy powitalne nie tylko od biur rachunkowych, ale i kancelarii prawnych.

Inną formą reklamy są akcje charytatywne. Kancelarie fundują nagrody w inicjatywach dobroczynnych, byle tylko pojawiła się ich nazwa. Do tej pory bezpłatne porady i pomoc prawna przez prawników starszej daty były traktowane jako przejaw misji. Są jednak kancelarie, które organizują dni otwarte z bezpłatnymi poradami niemal co tydzień, bo w ten sposób zyskuje się klientów. A tylko niewielki odsetek spraw da się rozwiązać w trakcie jednej konsultacji.

– Nie znaczy to, że dynamiczne działania są domeną tylko młodych prawników, natomiast rzeczywiście ci, którzy są długo na rynku, bardziej się pilnują, by nie narażać się samorządowi zawodowemu. Od nas się więcej wymaga, a oni są bardziej zdeterminowani. Nie mogą ciągle czekać, skończyli studia, założyli kancelarię i chcą zacząć zarabiać – tłumaczy mec. Nowosielski.

Na wszelkie sposoby. Ostatnio głośno było o zakrojonym na ogromną skalę procederze wyłudzania z ZUS maksymalnego (6,6 tys. zł) zasiłku macierzyńskiego przez bezrobotne matki. Ciężarna musiała tylko założyć firmę i opłacić jedną maksymalną składkę. Osoby podające się za prawników za 1 tys. zł prowadziły dalej sprawę. Samorządy zawodowe mogą zareagować tylko w stosunku do swoich członków. Tymczasem dziś już nie trzeba być członkiem palestry, by założyć kancelarię. Ba, nie trzeba odbyć nawet aplikacji. Działają więc na rynku takie, gdzie pracują prawie sami absolwenci prawa oraz jedna czy dwie osoby po ukończonej aplikacji, które reprezentują klientów przed sądem.

Z kolei przy okazji katastrofy kolejowej pod Szczekocinami w marcu tego roku głośno było o prawnikach, których internauci natychmiast określili mianem hien. W zespole lekarzy i psychologów świadczących bezpłatną pomoc dla poszkodowanych znalazła się konsultantka prywatnej kancelarii prawniczo-medycznej z Warszawy, która specjalizuje się w pomocy ofiarom wypadków. Jej przedstawiciele kontaktowali się potem z ofiarami, proponując pomoc w uzyskaniu odszkodowania.

Naczelna Rada Adwokacka natychmiast odcięła się od osób, które próbowały wyłudzić podpis na umowach odszkodowawczych od ofiar wypadku. – Adwokaci pojawili się w Szczekocinach z bezinteresowną pomocą, z potrzeby serca. Na szczęście prawnicy nie działają jeszcze tak, jak firmy ubezpieczeniowe, które czatują pod szpitalami, cmentarzami czy na skrzyżowaniach, na których często dochodzi do wypadków – tłumaczy Krzysztof Boszko.

Na zaczepianie pacjentów i ulotki w szpitalach narzekają również lekarze. Przed jedną z łódzkich placówek stanęła laweta reklamująca pomoc w uzyskiwaniu odszkodowań za błędy lekarzy. Kancelaria tłumaczyła, że tylko chciała uświadamiać pacjentów o przysługujących im nowych prawach, ale dyrekcja szpitala protestowała, że reklama sugeruje, iż do pomyłek nagminnie dochodzi właśnie w tej placówce.